Translations & Private Lessons 2013

8da476f72f06a276b1f930cdb28c21f1_Generic Jestem z wykształcenia nauczycielem języka angielskiego i mam dziewięcioletnie doświadczenie w nauczaniu prywatnie. Mam również specjalizację tłumacza, dlatego oferuję swoje usługi w obu specjalnościach. 

Nicholas Bethell, a writer and translator; Member of European Parliament (London North-West) The judge addressed the prisoner in the dock sternly: „Seamus O’Reilly, you are charged with the crime of theft. How do you plead? Are you guilty or not guilty?” O’Reilly: „I don’t know, my Lord. I haven’t heard the evidence yet”. Kto przetłumaczy ten fajny żart zaczerpnięty przeze mnie z „Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous” ?
Poniedziałek, 27 maja 2013
Mity przekładoznawstwa. Już w starożytności tłumacze praktycy zwracali uwagę na to, że postulat dosłowności jest nieporozumieniem. Cycero twierdził, że tłumacząc należy służyć nie pojedynczym słowom, lecz ich wspólnej sile. Horacy uważał, że wierny tłumacz nie oddaje słów przez słowa. Oryginał i przekład nigdy nie są identyczne, zawsze różnią się od siebie. Kryterium wierności głoszone przez Horacego to nie identyczność słów, lecz identyczność sensów i ich oddziaływania. Tłumacz jest twórcą tekstu, a nie odtwórcą. Tekst tłumaczenia powstaje wprawdzie na podstawie oryginału, lecz wykonanie tłumaczenia jest aktem kreacji tekstu w języku docelowym. Czy Polak modlący się mówiąc Ojcze nasz zdaje sobie sprawę, że obcuje z tłumaczeniem? Słowo jest tylko cieniem czynu, jak powiedział Demokryt, lecz także cieniem rzeczywistości. (na podstawie Mity przekładoznawstwa Krzysztofa Lipińskiego). Każde tłumaczenie tekstu różni się od oryginału, ale możliwe jest osiągnięcie analogicznego efektu komunikacyjnego i estetycznego, czy zatem uważacie, że maksyma traduttore- traditore (tłumacz, to zdrajca), jest słuszna?
Środa, 5 czerwca 2013
woodward-and-bernstein (www.toptenz.net) Woodward and Bernstein. Much of the credit for bringing these crimes out into the open belongs to two young reporters from the Washington Post named Bob Woodward and Carl Bernstein. The two men could not have been more different. Twenty-nine-year-old Woodward was a graduate of Yale University. He had been at the paper for only nine months. Thewnty-eight-year-old Bernstein was a high-school dropout who had started  at the Post as a copy boy at age sixteen. Together they would uncover a series of crimes that ended Richard Nixon’s presidency. The day after the break-in, Woodward went to court to watch the five men who had been captured stand before the judge. When James McCord admitted that he used to work for the CIA, America’s secret spy agency, Woodward sensed that this could be an important story.
Poniedziałek, 10 czerwca 2013
Sir Colin Goad, Secretary-General, Inter-Governmental Maritime Consultative Organisation, 1968-73. During the Congress of Vienna, Prince Metternich, the Austrian Chancellor, was rudely awakened by his valet de chambre during the night. „Sir, sir”, said the valet, „the Russian Ambassador has died in his sleep”. Metternich pondered awhile and uttered: „I wonder what  his motive was for doing that?”   (Pass the Port again, the best after-dinner stories of the famous).
Wtorek, 25 czerwca 2013
Geniusz przekładoznawstwa , prof. Krzysztof Lipiński pisze w swoim Vademecum tłumacza: Tłumacz, jeśli przekłada z języka obcego na ojczysty, nie należy do tej samej wspólnoty komunikacyjnej, co autor oryginału. Zdarzyć się więc może, że wiele implicytnych informacji pozostanie dla niego nieczytelnych, nawet, jeśli jego kompetencji językowej nie można nic zarzucić. Zjawisko to potęguje się, jeśli tłumaczymy tekst historyczny albo specjalistyczny. Nawet, jeśli tłumacz to rodzimy użytkownik języka, może się zdarzyć, że nie dysponuje istotnymi informacjami na temat faktów historycznych czy merytorycznych koniecznymi do zrozumienia tekstu. Tłumacz nie-Polak, nie znający obscenum występującego np.w śląskim dowcipie, nie zrozumie tego żartu w ogóle, tłumacz Polak, który nie uważał na lekcjach historii, nie będzie wiedział, dlaczego czyjegoś dziadka rżnęli piłą (słowa Pana Młodego z WeselaMyśmy wszystko zapomnieli; mego dziadka piłą rżnęli…).Cytat ten pojawić się może zresztą poza tekstem Wesela, np. w artykule publicystycznym, eseju czy reklamie, a więc niezależnie od pierwowzoru literackiego.Istotna zatem jest tu nie tylko abstrakcyjnie pojęta kompetencja językowa, lecz także wiedza o czynnikach determinujących dany proces przekładu, a tych może być nieskończenie wiele. (…) Operacja tłumaczenia jest zatem  nie tylko zmianą kodu językowego, lecz także procesem zmierzającym do uzupełnienia bądź modyfikacji komunikatu w taki sposób, aby wywołał tożsamy efekt komunikacyjny.
Środa, 26 czerwca 2013
A joke said by sir Alan Marre, K.C.B., Formely Parliamentary Commissioner for Administration After Beethoven’s death, a pupil of Rossini wrote a Requiem to commemorate the event, and took it to Rossini inviting his approval. After studying the composition, Rossini commented: „What a pity it wasn’t you who died and Beethoven who wrote the Requiem!” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Niedziela, 30 czerwca 2013
Sir Douglas Dodds-Parker, Formerly Sudan Political Service At a diplomatic party there were two couples each with the name of Williams. It happened that Mr. Williams „A” was talking to Mrs. Williams „B” when a nervous secretary introduced them to the Foreign Minister thus: „This is Mr. and Mrs. Williams who are not married” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Poniedziałek, 1 lipca 2013
Pojęcie ekwiwalentu w tłumaczeniu pojawiło się po raz pierwszy nie, jako definicja, lecz raczej pojęcie bardziej ogólne, rozumiane, jako równowartość mimo istniejących różnic. W podejściu do terminu ekwiwalencji istnieją między teoretykami istotne rozbieżności. Nie są oni zgodni np. w kwestii, czy ekwiwalencja ma być traktowana, jako odpowiedzialność idealna, do której tłumaczenie mniej lub bardziej się zbliża, czy też, jako retrospektywne, dokonane po procesie tłumaczenia porównanie, jakie elementy oryginału i przekładu mogą zostać uznane za równoważne. Istotną rolę pełni tu pojęcie inwariantu.Ustalenie granic inwariantu miałoby być zależne od konkretnej sytuacji translatorycznej. Przykład: w książce Winnie-the-Pooh Milnego pojawia się Hundred Aker Wood, sfera, w której żyją Puchatek, Prosiaczek, Sowa, Krzyś, Królik i cała reszta jego krewnych i Znajomych (Rabbit’s Friends and Relations- Krewni i Znajomi Królika). Stuakrowy Las Irena Tuwim spolszczyła jako Stumilowy Las , trochę na bakier z geometrią, ale za to zgodnie z konotacjami dotyczącymi Anglii. W przekładzie niemieckim Rowohlta przeczytać możemy Hundert-sechzig-Morgen-Wald, Las Stusześćdziesięciomorgowy, akry zostały przeliczone na morgi, co może zgadza się z powierzchnią lasu, nie zgadza się natomiast z tajemniczą okrągłością liczby sto, która właśnie należy do inwariantu. Aby uniknąć nieporozumień, wprowadzono pojęcie adekwatności, która oznacza relację pomiędzy oryginałem i przekładem z uwzględnieniem czynników, a przede wszystkim celu dokonującego się procesu. Najogólniej rzecz biorąc, ekwiwalencja to relacja odpowiadania sobie tekstów oryginału i przekładu oraz konkretnych ich elementów. Zagadnienie poziomu ekwiwalencji wiąże się z poszukiwaniem najmniejszej jednostki przekładu. W potocznym rozumieniu jest to słowo i to zaważyło na powstaniu licznych tez, żewierne tłumaczenia są dosłowne i brzydkie, a niedosłowne piękne, ale niewierne. (tekst: Krzysztof LipińskiVademecum tłumacza, Poziomy ekwiwalencji).
Piątek, 5 lipca 2013
Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pisma pozostają), łacińska maksyma wyjaśnia, dlaczego większość rozważań teoretycznych i krytycznych na temat przekładu dotyczy tłumaczenia tekstów. Słowa ulatują w nicość, jeżeli więc praca tłumacza ustnego nie zostanie utrwalona w postaci nagrania, nie pozostanie po niej żaden ślad. Teksty dają trwałe świadectwo procesu przekładu, można je analizować, zmieniać, krytykować, poprawiać. W przypadku tłumaczenia tekstów proces przekładu daje tłumaczowi zazwyczaj czas konieczny do jak najwszechstronniejszego zanalizowania tekstu oryginału, umożliwia korzystanie ze słowników, tekstów paralelnych, a nawet konsultacji. Dobrymi tłumaczami tekstowymi mogą się stać przede wszystkim przedstawiciele typu racjonalno-logicznego. Wymaga to, oprócz umiejętności jasnego i ścisłego formułowania myśli takich cech charakteru, jak pracowitość, dokładność, cierpliwość i upór. Dotyczy to tłumaczeń nieliterackich, fachowych, ale także literackich, gdzie niezbędna jest znajomość literatury obu obszarów językowych i kreatywność językowa. Każdy tłumacz powinien przeprowadzać translatologiczny rachunek sumienia stawiając sobie różnorodne pytania: czy za danym pojęciem kryje się jakiś dodatkowy sens, konotacja; czy nie przetłumaczyłem dosłownie kolokacji; czy właściwie zidentyfikowałem stylistyczne nacechowanie danej wypowiedzi; czy wybrany przeze  mnie ekwiwalent można w kulturze docelowej zastosować w danej sytuacji; czy jest to jedyny możliwy ekwiwalent; czy dany termin, znany mi z innej dziedziny, ma w aktualnie tłumaczonym tekście to samo znaczenie; czy podane przeze mnie analogiczne ekwiwalenty  realiów nie wymagają uzupełnienia, komentarza; czy moja znajomość zagadnienia jest na pewno wystarczająca do przetłumaczenia opisu działania maszyny, budowli, procesu technologicznego; czy znaczenie podane w słowniku na pewno jest właściwym ekwiwalentem; czy zdaję sobie sprawę z oczekiwań mojego adresata i potencjalnych zastosowań tekstu; czy wiem, jakie aspekty tłumaczonego komunikatu należą do inwariantu; czy na pewno ogarniam oryginał w jego komunikacyjnym, treściowym, kulturowym, socjologicznym i sytuacyjnym makrokontekście; czy nie zaniedbałem żadnego źródła  informacji bądź konsultacji, które mogłyby być pomocne itd. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński)
Niedziela, 7 lipca 2013
Zasadniczym  narzędziem pracy tłumacza tekstów są oczywiście słowniki. Dzielą się one- z grubsza biorąc- na bilingwalne, multingwalne, monolingwalne, ogólne i specjalistyczne. Najczęściej wykorzystywanym typem jest słownik bilingwalny, dwujęzyczny o dużej ilości haseł, np. po kilkaset tysięcy. Dobry słownik podaje możliwie dużą i zróżnicowaną liczbę kontekstów, sygnalizuje kolokacje, polisemie i homonimie, podstawowe synonimy i warianty użycia, poprzez tzw. kwalifikatory zaszeregowuje dane wyrażenie cz zwrot do odpowiedniego rejestru stylistycznego, podaje odsyłacze i inne sygnały ułatwiające pracę. Należy jednak pamiętać, że hasła podawane są zazwyczaj bezkontekstowo, w oderwaniu od konkretnej sytuacji komunikacyjnej i jedynie sugerują potencjalne zastosowanie. Wskazane jest więc posiadanie kilku słowników, których materiał leksykalny w jakiś sposób uzupełnia się. Część materiału leksykalnego dezaktualizuje się, nieustannie pojawiają się  nowe hasła i terminy, zwłaszcza w takich dziedzinach, jak technika, moda, obyczajowość. Słowniki monolingwalne to słowniki zarówno ogólne, jak i specjalistyczne, np. synonimów, kolokacji, homonimów, wulgaryzmów, neologizmów, frazeologiczne, wyrazów gwarowych, języków środowiskowych itp.Są one bardzo przydatne w pracy tłumacza, ale stwarzają też pewne niebezpieczeństwo. Słownik synonimów, a zwłaszcza wyrazów bliskoznacznych, podaje na przykład leksemy o zbliżonym znaczeniu referencyjnym, nie zawsze jednak identyczne pod względem znaczenia pragmatycznego. Istnieją także specjalistyczne słowniki bilingwalne, zawierające terminy fachowe z różnych dziedzin, a zatem dwujęzyczne słowniki techniczne, medyczne, terminów prawniczych, geologicznych itp. One również obciążone są niewygodną dla tłumacza cechą „potencjalności”. Wobec istnienia setek tysięcy (jeśli nie milionów) terminów fachowych używanych nota bene w różnych dziedzinach, tłumacz nie posiadający wiedzy fachowej , zdający jedynie na słownik, najprawdopodobniej nie wybierze trafnego ekwiwalentu. Zaufanie jedynie intuicji jest absolutnie niedopuszczalne. Słowniki są zatem pomocą często konieczną, ale nie wystarczającą. Tłumacz powinien posiadać również ogólne encyklopedie i leksykony (w obu językach), a także wydawnictwa fachowe i podręczniki akademickie (również w obu językach). (Vademecum tłumacza, Ryszard Lipiński).
Wtorek, 9 lipca 2013
Tłumaczenie ustne jest o wiele starszym od tłumaczenia pisemnego. Na długo przed wynalezieniem pisma handlowa wymiana międzyplemienna, walki i migracje stwarzały konieczność porozumiewania się ludzi mówiących różnymi językami, zatem tłumaczenia ustnego. Tłumaczenie ustne różni się od pisemnego pod kilkoma względami. Najważniejsza, to jednoczesność sytuacji, to znaczy fakt, że tłumacz uczestniczy w sytuacji komunikacyjnej. Tłumaczenia mieszane, to takie, w których istnieje możliwość wglądu w sytuację, tzn. umożliwia konsultację z uczestnikami rozmowy. Nie zachodzi zatem konieczność rekonstrukcji sytuacji pierwotnej, często niezwykle trudnej. Ta jednoczesność sprawia, że tłumacz ustny jest bardzo zdeterminowany czynnikiem czasu. Konieczne rozstrzygnięcia musi podejmować błyskawicznie i zazwyczaj są one ostateczne, bo na poprawki i uzupełnienia czy pytania skierowane do uczestników rozmowy można sobie pozwolić w ostateczności. Szczególnie trudne jest to w sytuacjach oficjalnych. Presja czynnika czasu sprawia, że absolutny priorytet sprawia treść i intencja komunikatu, jego postać jest mniej istotna i nie zostaje dokładnie odwzorowana w procesie tłumaczenia. Tłumacz ustny musi charakteryzować się szybkością reakcji, odpornością na stres, zdolnością empatii, umiejętnością syntetyzowania sensu wypowiedzi oraz pojemnością pamięci krótkotrwałej. W ramach tłumaczenia ustnego dokonuje się podstawowego rozróżnienia na tłumaczenie symultaniczne ikonsekutywne. Tłumaczenie symultaniczne jest tłumaczeniem równoczesnym. Tłumaczenie symultaniczne najczęściej spóźnia się w stosunku do mówcy, albo go wyprzedza. Wyprzedzanie myśli mówcy oryginalnego wiąże się z ryzykiem „nie trafienia” w jego intencje. Do równoczesności wypowiedzi najbardziej zbliża się tłumacz kabinowy, który dzięki słuchawkom może słyszeć i równocześnie, ale nawet on spóźnia się o kilka sekund w stosunku do mówcy oryginalnego, musi bowiem usłyszeć określoną treściowo samodzielną jednostkę tekstu, zrozumieć ją i odnaleźć ekwiwalent w języku docelowym. Jeśli mówca w ferworze wypowiedzi zapomni, że jest tłumaczony i jego wypowiedź trwa zbyt długo, tłumaczenie z symultanicznego zamienia się w tłumaczenie konsekutywne, czyli następcze. Polega ono na tym, że tłumacz przekłada dłuższe sekwencje mówcy po ich zakończeniu, co sprowadza się do streszczenia wypowiedzi. Im dłuższa wypowiedź, tym bardziej przekład oddala się od konkretnej postaci tekstu wyjściowego. Tłumacz konsekutywny robi zazwyczaj podczas wypowiedzi mówcy, notatki. Nie należy tego uznawać za dowód braku pamięci, lecz za oznakę odpowiedzialności. Z robienia notatek należy jednak zrezygnować podczas sytuacji bardzo podniosłych i oficjalnych. Praca do wykonania… Robinson, the last of the collegiate foundations in Cambridge, was founded by one benefactor Mr.(later Sir) David Robinson with a gift of £17 million, the largest single gift ever accepted by the university. In 1981, on the day of the official opening by the Queen, Robinson gave his college another £ 1 million. Born in Cambridge in 1904, David Robinson went to a local school and worked in his father’s bicycle shop. In 1930 he took over  a garage in Bedford and soon had a highly profitable business. He was one of the first people to move into retail television with his own firm, Robinson Rentals. He became a wealthy man and a successful racehorse owner noted for his generosity to worthy causes, particularly the Royal Lifeboat Institution. He gave Cambridge a new maternity hospital, named „The Rosie” after his mother. Robinson is the only Cambridge college to have been founded for graduates and undergraduates of both sexes. It is also designed for use as a conference centre during vacations.(zdjęcie: http://www.cambridge2000.com, tekst: Cambridge Colleges)
Niedziela, 14 lipca 2013
Sir John Gielgud (to fellow actor): I hear you are going to play Lear. Good, you’ll enjoy it. Fellow actor: Can you give me a word or two of advice? Sir John: Yes, get a small Cordelia.
Poniedziałek, 15 lipca 2013
Podział tekstów do tłumaczenia na literackie i nieliterackie, jest dalece niewystarczający. Z jednej strony, teksty użytkowe zawierają często środki wyrazu typowe dla literatury (publicystyka, reklama, teksty prasowe, wystąpienia polityczne), z drugiej, powieść realistyczna czy zbiór reportaży literackich zawierać mogą terminy fachowe i odniesienia do wielości światów techniki, nauki i codzienności. Przykład: obszary leksykalne, które musiał opanować Boy tłumacząc literaturę francuską: terminy teologiczne (Prowincjałki), terminy filozoficzne (Kartezjusz), terminy prawnicze (Skapen Moliera), terminy bankierksie (Balzak), terminy lekarskie i aptekarskie (Molier, Rabelais), terminy drukarskie (Dwóch poetów Balzaka), terminy fechtunku (Mieszczanin szlachcicem), terminy taktyki i strategii (Rabelais), terminy z zakresu nawigacji (Rabelais), terminy łowieckie (Rabelais), terminy rolnicze (Rabelais), terminy koniarksie (Rabelais), nazwy różnych ptaków i ryb (Rabelais), terminy rzeźnicze (Rabelais), terminy kucharskie (Rabelais), terminy z zakresu dialektyki (Rabelais), terminy z zakresu gry w pikietę (Natręci Moliera), terminy różnych zabaw (Rabelais). Boy stanowi wyjątek, jeśli chodzi o terminologiczną rozległość. Ale każda powieść może zawierać specyficzne słownictwo, np. Na zachodzie bez zmian Remarque’a- terminologię wojskową i charakterystyczny dla środowiska żołnierzy język potoczny, w Procesie Kafki istotna jest terminologia prawnicza Austro-Węgier.
Nie należy jednak zapominać, że mamy do czynienia z zastosowaniem terminów fachowych w tekście literackim, a zatem najczęściej fikcjonalnym, nie mającym konkretnych zobowiązań wobec realnie istniejącej rzeczywistości. Katharina Reiss wyróżniła teksty o charakterze treściowym, formalnym i apelującym dodając jeszcze czwartą kategorię- teksty audiomedialne. Teksty typu prawnego stanowią grupę bardzo łatwo wyróżniającą się na tle innych wypowiedzi. Cechuje je specyficzna stylistyka, składnia, frazeologia, operują właściwą sobie terminologią, która mimo pozornych podobieństw różni się znacznie od normalnojęzykowych zastosowań. Tłumaczenie tekstów prawniczych wymaga także znajomości systemów i instytucji prawnych dotyczących obu krajów- oryginału i przekładu, np. mimo, że Austriacy i Niemcy mówią po niemiecku, w Niemczech tzw. sentencja wyroku rozpoczyna się od słów Im Namen des Volkes, w Austrii Im Namen der Republik; po polsku analogiczne sformułowanie brzmi:W imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. Na obszarze angielskojęzycznym różnice w nomenklaturze prawniczej oraz instytucjach prawnych pojawiają się, gdy porównamy systemy prawne Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Nowej Zelandii, a także krajów postkolonialnych, uznających język angielski za urzędowy. Analogicznie rzecz się ma w przypadku innych języków, używanych w wielu państwach, takich jak francuski i hiszpański.
Zakres wiedzy tłumacza tekstów prawnych charakteryzuje B. Kielar następująco: tłumacz taki powinien znać aparat pojęciowy poszczególnych dziedzin prawa i systematykę prawa, relację przepisu prawnego do normy prawnej, zagadnienie wykładni i stosowania prawa, warunki funkcjonowania prawa w społeczeństwie, zagadnienie państwa. Każdy z tych tematów powinien być ujęty w aspekcie prawa obowiązującego i z punktu widzenia teoretycznego. Prawo i nauka o nim mają charakter systemów, których elementy determinują się wzajemnie. Tłumaczenie tekstów prawniczych wymaga tożsamości skutków prawnych i jednoznaczności. Schematyczne w zasadzie teksty prawnicze- umowy, wyroki, orzeczenia, ekspertyzy, protokoły itp. zawierają „miejsca puste”, luki, w które należy wstawić istotną treść konkretnego dokumentu, np. Wykonawca zobowiązuje się do…, Przedmiotem umowy zawartej dnia…pomiędzy…a…jest…, Oskarżony Michał W. przyznaje się do tego, że … We wspomnianych lukach pojawić się mogą wszystkie wyobrażalne i niewyobrażalne elementy rzeczywistości. Wypowiedzi świdków mogą być sformułowane w prowincjonalnym dialekcie. Wynika stąd, że tłumacz tekstów prawniczych i sądowych również może napotkać wszystkie trudności opisywane przez translatologię. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Środa, 17 lipca 2013
Rozważania na temat tłumaczeń techniczych można zacząć od sentencji: każda maszyna jest światem, jest światem powtarzalnym, dzięki seryjności produkcji, a równocześnie światem samym w sobie, unikatowym i niepowtarzalnym, ze względu na fukcję, działanie i zastosowanie.Bardzo podobne, wręcz identyczne częsci składowe dwu różnych urządzeń mogą pełnić różne funkcje i różnie się nazywać. To właśnie przede wszystkim w sferze techniki spotykamy się z zaskakującą wielością światów. W świat skomplikowanej maszyny nie wejdziemy za pomocą ogólnych słowników technicznych, nawet używając tekstów paralelnych i innych ułatwień. Trzeba ją poznać bezpośrednio, konsultując się z jej użytkownikami. Niestety, praktyka tłumaczeniowa odbiega od tego idealnego wyobrażenia. Tłumacze otrzymują teksty bez możliwości skonfrontowania ich z danym urządzeniem i ufając przede wszystkim własnej intuicji, przekładają „na ślepo”, bez kontaktu z realnym światem urządzenia. Może to czasem doprowadzić do bardzo karkołomnych rozwiązań. Dla ilustracji posłużę się przykładami z książki A.Voellnagla Jak nie tłumaczyć tekstów technicznych, która mimo, rozwoju techniki, nie straciła na aktualności. Autor słusznie zauważa, że tłumacza nie będącego w ogóle fachowcem w danej dziedzinie absolutnie nie rażą krańcowe absurdy wynikające z układanki słów niesłusznie zwanej tłumaczeniem i podaje następujący przykład dotyczący koparki hydraulicznej: Bucket capacity 1,24 m3, fuel 210 litres, engine oil 20 litres, converter and power shift oil 55 litres, hydraulic system oil 65 litres. Pojemność łyżki 1,24 m3, zużycie paliwa 210 litrów, oleju silnikowego 20 litrów, oleju przekładniowego i napędowego 55 litrów i oleju do układu hydraulicznego 65 litrów. Najważniejszy błąd w tym „tłumaczeniu” polega na ignorowaniu zasady, że zużycie zawsze musi mieć ułamkowe miano, a więc litry/kilometry, gramy/godzinę, tony/rok itd. Jeżeli więc w tekście występują „gołe” litry, to trzeba sprawdzić, czy zastosowany termin zużycie ma tu rzeczywiście sens. Drugi punkt, to liczby określające tę wielkość. W polskiej praktyce motoryzacyjnej podaje się zwykle liczbę litrów paliwa potrzebnych do przejechania 100 km i wartość 210 l wygląda zupełnie nieprawdopodobnie, powinna była więc zaalarmować również tłumacza. Dalsze liczby są już całkowicie oderwane od rzeczywistości, bo np. w układzie hydraulicznym najmniejsze wycieki oleju są skrupulatnie usuwane, a tu- zużycie 65 litrów! Trzecie dziwo to postawienie obok siebie oleju przekładniowego, służącego, jako smar i oleju napędowego, który jest paliwem, nie mówiąc o dość swobodnym przekladzie słów converter i power shift. Prawdziwe dane techniczne owej koparki wyglądają następująco: Pojemność łyżki 1,24 m3, zbiornika paliwa 210 litrów, miski olejowej 20 litrów, zawartość oleju w przemienniku momentu obrotowego i skrzynce przekładniowej ze wspomaganiem zmiany biegów 55 litrów, pojemność układu hydraulicznego 65 litrów. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Czwartek, 18 lipca 2013
Cd. tłumaczeń technicznych. Interesujący przykład tekstu napisanego pierwotnie po włosku, po czym przetłumaczonego na angielski, a następnie z angielskiego na polski. Tekst angielski brzmiał: …180 travelling cranes, the most powerful of 250 tons capacity, capable of lifting wieghts up to 450 tons. Jego polski odpowiednik wygladał z pozoru zupełnie dobrze: …180 suwnic, z których najwieksza ma udźwig znamionowy 250 ton i może podnosić ładunki o ciężarze do 450 ton. Oddajmy jednak głos kompetentnemu tłumaczowi technicznemu: Tego tylko brakowało, żeby dwukrotnie niemal przeciążenie suwnicy spowodowało awarię, a może nawet ofiary w ludziach. Rzeczywiście odpowiadałby chyba tłumacz, tylko nie wiadomo, który, czy ten, co niejasno przełożył włoski oryginał, czy ten, co napisał jasny i wyraźny nonsens po polsku. W tekście chodzi o to, że ciężar przekraczający udźwig jednej suwnicy można podnieść przy przy użyciu dwóch suwnic, pozostawiając pewien dodatkowy margines bezpieczeństwa w stosunku do sumy obu udźwigów(450/ 250+250). Z angielskiego tekstu nie wynika, czy określenie the most powerful odnosi się do jednej czy większej liczby suwnic, ale z poprzedniego zdania widac, że musiała jednak wchodzić w grę liczba mnoga. Oba przytoczone przykłady ilustrują dobitnie, że istotna jest fachowa kompetencja tłumacza. Przykład z przeciążoną suwnicą zwraca uwagę na aspekt odpowiedzialności wobec użytkowników tłumaczenia. Tłumaczenia tekstów prawnych rodzą okreslone skutki prawne, tłumaczenia tekstów technicznych odnoszą się czesto do drogich i skomplikowanych urządzeń, których awaria wynikająca z błędnego przekładu może nie tylko spowodować straty materialne, ale i groźny wypadek. W jeszcze wiekszym stopniu dotyczy to aparatury medycznej i w ogóle tekstów z zakresu medycyny. Tłumaczone teksty opisują nierzadko procesy technologiczne, w których najmniejszy błąd czy odejście od reżimu technologicznego może mieć niewyobrażalne skutki. We wszystkich tego typu przypadkach konsultacja ze specjalistą jest po prostu koniecznością. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 19 lipca 2013
Tłumaczenie literackie. Generalnie rzecz ujmując, teksty literackie zaliczają się do tekstów nacechowanych formalnie. Nie każdy tekst literacki i nie każda jego partia wykazuje estetyczną funkcjonalizację formy, a nawet jeżeli tak, nie jest to jedyna i nie zawsze najważniejsza cecha danego tekstu literackiego. Na czym zatem polega różnica między tekstem literackim i nieliterackim? Wbrew pozorom, pytanie jest podchwytliwe. Autentyczne ogłoszenie prasowe czy protokół sądowy, powstały, jako teksty nieliterackie, włączone do powieści, stają się literaturą, nie zmieniając bynajmniej swoich obiektywnych cech. Fikcjonalność fikcjonalnością, ale np. powieść Zoli, której akcja toczy się w okresie II Cesarstwa we Francji, zawiera mnóstwo realiów i odniesień do rzeczywistości tamtych czasów. To samo dotyczy powieści współczesnej, która rozgrywa się na Śląsku, w Warszawie czy Nowym Jorku. Z kolei, dawne teksty, zaliczane są obecnie do zabytków literatury. Aby wybrnąć z tego zaułka, proponuję następujące robocze rozróżnienie- teksty literackie, to teksty, które są postrzegane przez użytkowników jako należące do tego właśnie typu. Znika wówczas paradoks zacytowanego powyżej przykładu protokołu sądowego zaanektowanego przez autora dzieła literackiego. Czytając go, jako fragment powieści, postrzegamy go i odbieramy zupełnie inaczej, niż tekst wyciągniety z teczki aktów sądowych opatrzonych napisem „Sprawa 26/10/98, kryptonim „Naukowiec”, dot. morderstwa przy ul. Śliskiej”, bo być może zainteresowani jesteśmy wykryciem albo nie wykryciem sprawcy. Na podstawie moich dotychczasowych doświadczeń mogę się pokusić o sformułowanie następujących cech charakteryzujących teksty typu literackiego, istotnych dla procesu tłumaczenia:
1. wzajemne uwarunkowanie formy i treści, to znaczy funkcjonalizacja postaci komunikatu w stosunku do jego przesłania. Ważne są tutajrelacje intralingwalne.
2. szczególna rola informacji implicytnie zawartych w komunikacie oraz treści konotatywnych (znaczeń pragmatycznych), to jest informacji pojawiających się – tradycyjnie mówiąc- między wierszami 3. intertekstualność, to znaczy odniesienia do innych tekstów znanych odbiorcy, zawarte w komunikacie w postaci jawnych i ukrytych cytatów
4. potencjalne znaczenie dla przesłania komunikatu dotyczące wszystkich poziomów i cech tekstu (fonemy, grafemy, całość tekstu)
5. wieloznaczność w tekstach typu informacyjnego absolutnie nie pożądana, w tekstach typu literackiego stanowi ważny instrument oddziaływania na czytelnika, pobudzenie jego fantazji
6. zanurzenie w tradycji literackiej wspólnoty dzieła oryginalnego, zawierające odniesienia nie tylko do treści, ale również tradycji rodzajów, gatunków literackich, wersyfikacji itp.
7. liczne i – a priori- w swojej mnogości w wielowarstwowości nieprzewidywalne odniesienia do kulturowego, socjologicznego, filozoficznego, religijnego itp. makrokontekstu danego utworu
8. wielość możliwych i w zasadzie równoprawnych rozwiązań, podyktowana szeregiem obiektywnie i subiektywnie umotywowanych decyzji tłumacza
Zasadnicza trudność związana z tekstem literackim wynika z faktu, że wspomniane wyżej dylematy występują w przypadku arcydzieł literatury światowej, a także ponadczasowych „dokumentów” ludzkich, jak Biblia, Koran, Boska Komedia, Hamlet, Faust- wszystkie na raz.  Ponieważ ich równoczesne uwzględnienie nie jest zazwyczaj możliwe, tłumacz zmuszony jest- na podstawie obiektywnej analizy czynników danego procesu przekładu i wypracowanych przez siebie hierarchii różnych aspektów komunikatu- dokonywać wyborów, które wobec relatywności priorytetów są istotnie męką wyboru. Przykład: Wszyscy wiemy, że Pan Tadeusz napisany został trzynastozgłoskowcem. Jest to polskie metrum epickie, dostosowane do prozodii języka polskiego, brzmi naturalnie i w dłuższych partiach tekstu umożliwia swobodny tok wypowiedzi. Automatyczne, bezrefleksyjne przeniesienie tego metrum na grunt innego języka i innej prozodii daje rezultaty co najmniej negatywne. Doświadczył tego Siegfired Lipiner, który pod koniec XIX wieku przełożył Mickiewiczowski epos na język niemiecki, zachowując miarę wersu. Wynik był estetycznie niezadowalający, niemczyzna-wtłoczona niejako przemocą w prozodycznie obce metrum-wyglądała nieco dziwnie, co w połączeniu z polsko-szlacheckimi i litewskimi realiami potęgowało jeszcze efekt obcości. Drugi przykład dotyczy intertekstualności. To przenikanie się tekstów występuje nie tylko w tekstach ściśle literackich, ale też w reklamie, tytułach prasowych, tekstach kabaretowych, parodiach itp. Nasz przykład pochodzi z tłumaczeniaDzienników gwiazdowych Lema na niemiecki.W oryginale możemy przeczytać wierszyk z życia robotów: Cóż to za robot piękny i młody Cóż to za robotniczka Ona mu z dzbana daje pentody A on jej- wtyczki z koszyczka, z komentarzem sugerującym wręcz intertekstualność: dziwnie mi to przypomniało znane poezje. Każdy polski czytelnik wie, że chodzi o Świteziankę. Cóż miał począć tłumacz na niemiecki, z góry widząc, że jakiekolwiek skojarzenia dotyczące Świtezianki u jego czytelnika na pewno nie powstaną? Tłumacz zastosował funkcjonalny ekwiwalent intertekstualny, to znaczy posłużył się znanym tekstem Heinego, przekształcając go w stylu „wyznania miłości robotów”: Es liebte dereinst ein Roboter Die schöne RoboterinEr sang ihr eine Kathoter Da war ihre Spule dahin… Analogicznie do zastosowanej przez Lema trawestacji, tłumacz potraktował wiersz Heinego, zmieniając niektóre „ludzkie” atrybuty i zachowania na określenia techniczne.(Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 20 lipca 2013
The Earl of Leven and Melville. A Master of Hounds, when he died, left instructions in his Will that his body was to go to his hounds. The Hunt Committee was horrified at this last wish but hardly liked to disregard it altogether. One of them spoke to the huntsman about it and said: „I really don’t know what on earth we can do” „Bless you, sir”, said the huntsman, „that’s easy. Have him cremated and I’ll put his ashes in the hounds’ porridge”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Poniedziałek, 22 lipca 2013
Tłumaczenie reklam. Jest w zasadzie przekładem multimedialnym. Zazwyczaj sam tekst jest jedynie jednym z elementów przesłania. Na poziomie tekstu reklama posługuje się bez ograniczeń środkami zaczerpniętymi z poezji i literatury, metaforą, grą słów, intertekstualnością, wieloznacznością, konotacjami itp. Kiemliczowskie „Ociec, prać?” wykorzystuje dwuznaczność okreslenia „prać” i jest równocześnie sygnałem intertekstualnym, odnoszącym się do znanej powieści. Podobne pytanie: „Co tygrysy lubią najbardziej?” odnosi się do ulubionego przez generację Kubusia Puchatka, a zdanie „Nie ze mną te numery, Brunner!” do równie popularnej Stawki większej niż życie. Jeżeli w reklamie telewizyjnej czy filmowej występują aktorzy grający niegdyś odpowiednie role, jej działanie zostaje wzmocnione, taką samą rolę odgrywa znany motyw muzyczny lub graficzny. Podstawowym celem reklamy jest zdobycie nabywcy dla określonego wyrobu i to za cenę nie  przebierania w środkach, to znaczy nawet odwoływania się do treści tabuizowanych lub sygnałów oddziałujących na podświadomość. Reklama piwa przedstawiona na dużym billboardzie kusiła sloganem: „Jedyna przyjemność, z której nie musisz się spowiadać”, przy czym plakat przedstawiał perlisty, srebrny strumień piwa, wylewający się z butelki. Freudysta dostrzeże tu bez trudu aluzję do ejaculatio. Podobnie rzecz się ma z hasłami: „Jedyna przyjemność, którą możesz mieć, nie zdejmując ubrania” albo „Nieprawda, że mężczyźni myślą tylko o jednym” (na plakacie przedstawiono dwa piwa). W przedstawionych przykładach charakterystyczne jest odwołanie do tabuizowanej i uznawanej za grzeszną (a równocześnie przyjemną) sfery seksualnej. Przekład takiej reklamy na teren kultury nietabuizowanej seksu, nie znającej instytucji spowiedzi, zakłada całkowitą zmianę odniesień. Reklamy apelują  także do zwyczajów środowiskowych i regionalnych. Reklama piwa LECH wytwarzanego w Poznaniu zawiera sentencję „Po godzinach- LECH”. Dla mieszkańców innych części Polski jest to niezbyt zrozumiałe. O co zatem chodzi? „Po godzinach” oznacza „po pracy” w Wielkopolsce wykonywanej zazwyczaj solidnie. LECH po godzinach jest nagrodą za dobrze wykonaną pracę, podsumowaniem dnia. O takich niuansach zapominali tłumacze reklam zachodnich, którzy w pierwszym okresie postkomunizmu tłumaczyli jedynie tekst dialogów nie uwzględniając faktu, że realia danego filmiku reklamowego, stroje, wyposażenie wnętrz, sposób zachowania występujących osób zupełnie nie przystawały do polskiej rzeczywistości i osiągały skutek wręcz odwrotny.
Tytuł, zarówno publikacji książkowej, jak i filmu, a nawet prasowy, spełnia rolę analogiczną do sloganu reklamowego- przyciąga uwagę czytelnika (widza), sugeruje, to, co „jest w środku”, w filmie, powieści, artykule, jest jak gdyby podsumowaniem, równoważnikiem tekstu, który sygnalizuje. Posługuje się przy tym również podobnymi środkami- intertekstualnością, grami słownymi, odniesieniami do innych tytułów. Nie-Boska komedia Krasińskiego jest oczywistym odniesieniem do Boskiej Komedii Dantego, ale nawet zwykły tytuł prasowy typu „Galicja w krainie czarów” może odnosić się do innego tytułu (Alicja w krainie czarów, równocześnie gra słów) lub powiedzenia o charakterze historycznym” „Nie oddamy ani Kuryla” (Nie oddamy ani guzika), „O dwóch takich, co ukradli mięso” (O dwóch takich, co ukradli księżyc). W przypadku Nie-Boskiej komedii zadanie jest stosunkowo proste, ponieważ utwór Dantego jest zazwyczaj znany w kulturze docelowej i należy go tylko odpowiednio zanegować. Gorzej z tytułami, których intertekstualne i konotatywne odnośniki nie mają odpowiednika we wspólnocie komunikacyjnej języka, na który tłumaczymy. Tak rzecz się ma na przykład z tytułem Widzę i opisuję, jednoznacznie wskazującym na Inwokacie Pana Tadeusza, który jednak w innych kulturach może brzmieć zupełnie banalnie. Wobec tego typu nie przystawania kultur tłumaczenie tytułów polega nierzadko na takiej zmianie ich postaci, aby od razu sugerowały treśc utworu. W przypadku tłumaczenia tytułów, nadrzędną funkcją jest przyciąganie uwagi odbiorcy. W związku z tym tłumacz musi często dokonać daleko idących zmian, aby osiągnąć analogiczny efekt. Film Agnieszki Holland opowiadający o losach Szymona  Perela wyświetlany był w Polsce pod tytułem Europa, Europa, w Niemczech zaś, jako Hitlerjunge Salomon. Oba tytuły kładą nacisk na różne aspekty filmu. Właśnie tytuły filmowe ulegają podczas transferu filmu na inny obszar kulturowy, bardzo znacznym metamorfozom. Natomiast tytuły dzieł literatury światowej są najczęściej w danym języku skonwencjonalizowane i tłumacz powinien je znać, np. Zmyślenie i prawdaPoskromienie złośnicyJak wam się podobaKomu bije dzwonZbrodnia i karaŻycie snem. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Wtorek, 23 lipca 2013
Istnieją dwa sposoby przekazywania warstwy językowej filmu, będące specyficznym rodzajem tłumaczenia: tzw. dubbing, czyli synchronizacja, oraz napisy. Trzecią możliwością, do której przyzwyczaiła widza Telewizja Polska, jest czytanie listy dialogowej przez lektora w trakcie projekcji filmu, zabieg dość prymitywny, ale tani i łatwy w realizacji. Dubbing jest natomiast operacją kosztowną i niekiedy bardzo trudną. Tekst przekładu powinien mieć taką postać fonetyczną, aby zgadzała się ona z czasem wypowiedzi i ruchami warg aktorów. Treść jest w tym wypadku drugorzędna, tym bardziej, że wiele informacji widz odbiera bezpośrednio z ekranu. Czasem jednak niezwykle trudno jest idealnie dostosować postać przełożonej wypowiedzi do specyficznych dla języka oryginału ruchów warg, a nawet mimiki aktora, zwłaszcza ukazywanej w zbliżeniu. Większość filmów dociera do nas ze sfery anglojęzycznej- wyraźnie widać tu np. realizację „th” i dubbing polski nie zatrze wrażenia obcości. Dubbing pozbawia aktora jego naturalnego głosu, a więc części jego aktorskiego dokonania. Napisy pozwalają na zachowanie stuprocentowej kreacji aktora. Mają także wadę- odwracają uwagę widza od obrazu, powinny więc być możliwie krótkie i oddawać kwintesencję wypowiadanych kwestii. Skróty także konieczne są zwłaszcza w filmach o rozbudowanych dialogach. W takim przypadku nie jest to tłumaczenie tekstu wypowiedzi, lecz stworzenie- w korelacji z obrazem- takiego ekiwalentu, który umożliwi widzowi śledzenie akcji. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński). Profesor Krzysztof Lipiński jest profesorem historii literatury, dyrektorem Instytutu Filologii Germańskiej UJ. Zainteresowania naukowe zwraca ku literaturze austriackiej XX wieku, zwłaszcza liryce, literaturze niemieckiej XVIII wieku oraz teorii i praktyce przekładu literackiego. I to jest powód (tłumaczenia), dla którego miałam wykłady z profesorem Lipińskim.
Środa, 24 lipca 2013
Archaizmy. Starzeją się nie tylko dziewczyny, teksty również. Wypowiedź zapisana kilkaset lat temu nosi niezatarte piętno czasu, w którym powstała. Dla rodzimego użytkownika języka, taki zabytek z przeszłości jest od razu rozpoznawalny jako tekst archaiczny. Słownictwo, składnia i pisownia różnią się od współczesnej normy, chociaż całość tekstu może być ogólnie zrozumiała. Zdarza się także, że niektóre dawne wyrazy, zwroty i wyrażenia nabrały nowego znaczenia. Oprócz tekstów archaicznych istnieją również teksty świadomie przez autora archaizowane, „udające” niejako, że pochodzą z dawnych wieków. Dla tłumacza teksty tego typu stanowią specyficzną trudność. Przede wszystkim musi on rozpoznać archaizmy występujące w tekście jako archaizmy i odpowiednio je zakwalifikować. Rzadko jednak zdarza się sytuacja, że archaizm w języku oryginału będzie miał odpowiednio archaiczny ekwiwalent w języku docelowym. Różne języki starzeją się bowiem w różnych miejscach systemu. W przypadku tekstu archaicznego tłumacz musi odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie, czy należy tekst taki w przekładzie zmodernizować , czy zarchaizować. Wbrew pozorom, nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi. Autorzy piszący przed wiekami posługiwali się językiem im współczesnym, całkowicie zrozumiałym dla odbiorcy. To, że ich komunikat się zestarzał i jest dla dzisiejszych odbiorców mniej zrozumiały, stanowi jedynie przeszkodę w lekturze i niezasłużoną krzywdę wyrządzoną autorowi. Z drugiej jednak strony, archaiczność tekstu jest świadectwem przynależności do epoki, dokumentuje jej koloryt. Wydaje się, że decyzja tłumacza powinna zależeć od rodzaju tekstu i jego adresata. Teksty rzeczowe, źródła historyczne, w których panuje prymat treści nad archaiczną formą, można ostrożnie modernizować w taki sposób, by uwypuklić ich sens. Modernizując, nie można oczywiście stosować pojęć anachronicznych, tzn. takich, które w okresie powstania tekstu nie istniały. Inaczej rzecz się ma z tekstem literackim, dla którego językowy koloryt epoki może mieć istotne znaczenie. Tłumacz dokonuje wówczas archaizacji jako zabiegu stylistycznego wykorzystując archaizmy języka docelowego. Oczywiście z zasadą kompensacji, archaizmy niekoniecznie występują w tych samych miejscach. Przykładem tekstu archaizowanego może być cytat z dokonanego przez Boya tłumaczenia Wielkiego Testamentu Villona. W trzydziestym życia mego lecie/ Hańbą do syta napoiony/ Ni źrały mąż, ni puste dziecię/ Mimo iż ciężko doświadczony. Kaźnią, ścirpianą z ręki krwawej/ Tybota, pana Ossyńskiego/ Biskup jest-pełen czci y sławy/ Mnie ta nie będzie za świetego. Powyższy tekst jest w pewnym sensie hybrydą, udaje jedynie, że „ma na karku” kilka stuleci.
Kochanowski te same treści wyraziłby zapewne inaczej.  Na tym polega różnica pomiędzy tekstem archaizowanym i archaicznym. Podobnie bohaterowie Krzyżaków bynajmniej nie mówią autentyczną czternasto- czy pietnastowieczną staropolszczyzną. Niedopuszczalne jest stosowanie w tłumaczeniu tekstów terminów pochodzących z odległej przeszłości czy pojęć późniejszych. Dotyczy to również tekstów współczesnych opisujących dawną rzeczywistość. W polskim tłumaczeniu Wesołych przygód Robin Hooda, a więc powieści, której akcja rozgrywa się w wesołej Anglii w czasach Ryszarda Lwie Serce, jedna z postaci używa określenia odległości „osiemdziesiąt metrów”, co jest oczywistym anachronizmem. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 26 lipca 2013
Sytuacje. „Zając będzie w środę”, to niejasne zdanie bez znajomości kontekstu sytuacyjnego. W sklepie z dziczyzną zając okaże się upolowanym mieszkańcem lasów, w urzędzie- panem Zającem, który w środę wróci z urlopu. Sytuacja często ujednoznaczenia zatem dany tekst, zawiera bowiem dodatkowe informacje, które w tekście eksplicytnie nie występują. Jeśli tłumacz zna sytuację, właściwe zinterpretowanie komunikatu nie sprawi mu trudności, gorzej jest w przypadku, gdy nie wszystkie elementy sytuacji komunikacyjnej są tłumaczowi znane. Może się tak zdarzyć np. przy tłumaczeniu listu, którego autor zakłada pewną wiedzę u odbiorcy. Tłumacz ustny jest najczęściej w tym korzystnym położeniu, że współuczestniczy w tej samej sytuacji komunikacyjnej, co jego rozmówcy. Ułatwia to wiele rzeczy. Jeżeli jeden z rozmówców zachwyci się przelatującym własnie ptaszkiem i powie: „Ale piękny zimorodek”, nie znając ekwiwalentu zimorodka, tłumacz może powiedzieć po prostu” Ale piękny ptaszek”, bo wszyscy go widzieli. Tłumaczowi pomagają również różne sygnały niewerbalne, gesty i mimika rozmówców, tzw. mowa ciała. Dla przebiegu procesu tłumaczenia istotna jest nie tylko sytuacja komunikacyjna jako taka, ale także to, czy jest to tylko sytuacja konwencjonalna czy nie. W większości powtarzających się w naszym życiu sytuacji (oficjalnych i codziennych), posługujemy sie gotowymi, skonwencjonalizowanymi wypowiedziami, nawet tego nie zauważając, uważamy bowiem za zupełnie oczywiste, że pytamy na przykład: „Czy mają państwo szczypiorek?” , „Co będzie dziś na kolację?”, „Czy można prosić panią do tańca?”, „Serdecznie witamy przybyłych gości, z panem X na czele”. Dopiero porównanie z innymi językami ujawnia, że w analogicznych sytuacjach ich norma poprawnościowa domaga się zastosowania zwrotów i wyrażeń konwencjonalnych, różniących się znacznie od języka polskiego. Po angielsku mówimy na przykład: „May I have this dance with you?, nie ma więc żadnego odpowiednika słowa proszę. Ewkiwalentem polskiego „Proszę przyjąć najgłębsze wyrazy współczucia” będzie niemieckie „Mein tiefstes Beileid”. Sytuacje konwencjonalne są często jakby rozbudowanymi scenariuszami znormalizowanego zachowania się językowego- na przykład program sytuacyjny pt. „wizyta w teatrze” zawiera szereg typowych pytań, odpowiedzi i wypowiedzi dotyczacych konkretów, np. garderoby, programu, miejsca w określonym rzędzie czy loży, wypożyczenia czy pożyczenia od sąsiada lornetki, a także wypowiedzi dotyczących treści sztuki, gry aktorów itp. Podobnie jest z ciągiem sytuacji typu „u szewca”, „u fryzjera”, „restauracja”, „zakupy w sklepie odzieżowym”, „przybycie do hotelu”, „w biurze podróży”, „dworzec kolejowy”, czy „wizyta u znajomych”. Wystarczy zajrzeć do jakichkolwiek (dobrze opracowanych!) dwujęzycznych rozmówek, aby przekonać się, że różne języki wytworzyły typowe dla siebie”zestawy” wypowiedzi, które są w danych sytuacjach nie tylko przydatne, ale wręcz obowiązujące. Nie ma tu mowy o dosłownym tłumaczeniu, musimy użyć zwrotu typowego sytuacyjnie.  Oczywiście i tutaj potrzebne jest wyczucie i ocena konkretnej sytuacji. Odwiedzając znajomych, z którymi łączą nas stosunki oficjalne, będziemy używać raczej sformułowań skonwencjonalizowanych. Tak samo postąpią nasi gospodarze. Wywołuje to niekiedy wrażenie pewnej sztuczności. Będąc z wizytą u serdecznego przyjaciela, posłużymy się sformułowaniami z rejestru potocznego, niewymuszonego- sztywne trzymanie się konwencji językowej mogłoby zabrzmieć ironicznie albo wręcz komicznie. Wypowiedzi skonwencjonalizowane, sformalizowane, występują szczególnie w sytuacjach oficjalnych. Zwyczaj nie pozwala na formułowanie tego typu wystapień ad hoc- mogą sobie na to pozwolić jedynie bardzo uzdolnieni mówcy. Dlatego też znakomita wiekszość czyta z kartki, a teksty są do siebie bardzo podobne i różnią się tylko konkretami. Ileż mów zaczynało się od słów:”Szanowni zebrani, Drodzy Państwo, goście. Zebraliśmy sie tutaj po to, aby pożegnać (powitać), otworzyć (zamknąć), zainaugurować (wrócić pamięcią do). Pragnę na wstępie serdecznie powitać naszych gości, którzy zechcieli zaszczycić naszą uroczystość swoją obecnością.” I tak dalej, i tak dalej.
Tłumacz powinien oczywiście znać skonwencjonalizowane odpowiedniki języka docelowego związane z daną sytuacją i traktować je, jako całostki, nie zwracając uwagi na różnice w zakresie leksyki czy gramatyki zachodzące pomiędzy oryginałem a przekładem. Stereotypy zakorzenione sytuacyjnie są dla tłumacza, zwłaszcza ustnego, pewnym ułatwieniem. Nie przekłada on słowa po słowie, lecz używa zazwyczaj gotowej formuły powitania, pożegnania, podziękowania itp., w którą wplata jedynie konkretne dane. Zmorą tłumacza są natomiast mówcy używający heterotypów, idiomów i okazjolizmów. Te ostatnie mogą przyprawić translatora o nadmiar siwych włosów (na przykład sławne powiedzonko prezydenta Lecha Wałęsy o „puszczaniu w skarpetkach”). Tego typu obrazowy, okazjonalny zwrot, dla odbiorcy polskojęzycznego intuicyjnie czytelny, przez tłumacza symultanicznego w ułamku sekundy musi zostać sprowadzony do istotnego sensu. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 27 lipca 2013
Kilka refleksji na temat znaczenia. Istnieją pojęcia pozornie proste, należące do codziennego słownika, których używamy bezrefleksyjnie i niejako automatycznie, w przekonaniu, że wiemy, o czym mówimy. Używamy takich słów, jak prawda, piękno, Bóg i wielu innych, nie zdając sobie sprawy, że generacje filozofów spierały się o mniej lub bardziej precyzyjne definicje tych pojęć. Należy do nich m.in. samoznaczenie, również wymykające się jednoznacznej definicji, aczkolwiek lingwistyka poczyniła na tym polu znaczne postępy, porządkując naturalne wyobrażenia typu common sense. Zastanówmy się, co to jest znak? Najpierw wyobraźmy sobie narysowane na szkolnej tablicy zwyczajne kółko  ○. Czy to jest znak? Doświadczenie podpowie nam, że tak, ale gdy zapytamy o znaczenie, zaczynają piętrzyć się trudności. Litera ○- „o” oczywiście. Ale w języku niemieckim na przykład graf ten ma dwie podstawowe, różniące się od siebie realizacje fontetyczne- samogłoska długa napięta i krótka nie napięta, nie licząc innych możliwości. W języku angielskim, w słowie women znak ten wymawiany jest, jako krótkie „i”, w języku rosyjskim zaś w pozycjach nieakcentowanych, jako „a”. W czeskim i szwedzkim umieszczone nad literą kółeczko (np. ů) funkcjonuje, jako znak diakrytyczny. Małe kółeczko może oznaczać także wiele innych rzeczy. W matematyce na przykład-zero, genialny wynalazek Arabów. Kółeczko może znaczyć również stopień Celsjusza, Farenheita itd., moc alkoholu zamkniętego w butelce, wreszcie toaletę damską w dwuelementowym systemie kółka i trójkącika. Co może być jeszcze znakiem? Zielony sznur, przysłany przez sułtana poddanemu, nie oznaczał nic dobrego, adresat powinien się na nim powiesić. Jego kolor oznaczał jednak dodatkowo śmierć szlachetną, zwykły powróz natomiast dodatkowe upokorzenie. Istota tego typu znaków polega na tym, że dla osób postronnych, nie wtajemniczonych „udają” one, że nie są znakami- znaczek przyklejony do rynny, porzucona nakrętka od butelki, zagwizdana melodia, leżący pod ścianą guzik, kraciasty szalik…Każdy z tych codziennych elementów rzeczywistości  może coś oznaczać, aby jednak dowiedzieć się co, musielibyśmy skontaktować się ze wspólnotą komunikacyjną używającą tych znaków. Istotna okazuje się obowiązująca użytkowników znaków umowa. Umówiliśmy się w obrębie pewnej grupy, że na przykład niebieska piłeczka pingpongowa oznacza niebezpieczeństwo. Powstała więc para: piłeczka – wyobrażenie istniejące w mózgach użytkowników znaku. Znaczenie przyporządkowujące znak pewnej klasie przedmiotów, zjawisk, wyobrażeń itp. bywa nazywane znaczeniem referencyjnym albo denotatywnym. W naszym postrzeganiu rzeczywistości, w którym istotną rolę odgrywa język, dokonujemy podziału (segmentacji) otaczających nas zjawisk. Taka klasa przedmiotów czy zjawisk nazywana bywa referentem znaku. Okazuje się, że istnieje wiele możliwości posegmentowania danej rzeczywistości pozajęzykowej i różne jezyki na różne sposoby radzą sobie z tym zadaniem. Wydawać by się mogło, że wszyscy ludzie opisują swoje ciała w podobny sposób. Tak jednak nie jest. Po polsku na przykład palce u rąk i nóg należą do tej samej kategorii palców, po niemiecku natomiast są dwa zupełnie różne rodzaje kończyn- Finger i Zehen. Język niemiecki dokładniej, bardziej szczegółowo opisuje ten wycinek rzeczywistości. Czasem jednak bywa odwrotnie i to właśnie język polski jest dokładniejszy. Polskim określeniom takim jak kieliszek, szklanka, słoik odpowiada w języku niemieckim jedno- Glas. Eskimosi  mają kilkanaście określeń na rodzaje śniegu i odcienie jego bieli. W warunkach arktycznych, podczas polowań, szybkie i dokładne opisanie zachodzących procesów pogodowych było na wagę złota. W wielu wspólnotach rozbudowane tradycje rodzinne wymagały z kolei dokładnego przedstawienia relacji pokrewieństwa. Język polski zachował rozróżnienie między wujem i stryjem, chociaż to ostatnie określenie powoli wychodzi z użycia.  Cdn. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 28 lipca 2013
Niezwykle  interesująco przedstawia się zagadnienie podziału spektrum światła widzialnego na różne kolory w obrębie różnych języków. Niby wszyscy mamy takie same oczy i widzimy to samo. Ale- jak mawiał Goethe- widzimy to, co wiemy. Przykład z zagadnień kolorystycznych: obserwujący łąkę  na skraju zagajnika mieszczuch na pytanie ” co widzisz?”, odpowie: „trawę, drzewa, ptaki”. Mieszkaniec wsi powie:” tu rośnie konicz, tu rzeżucha, tam olchy i graby i właśnie przeleciała makolągwa, a za nią zimorodek”. Jego spojrzenie na łąkę jest znacznie bardziej zróżnicowane, podobnie, jak spojrzenie Eskimosa na śnieg. Jak mieszkaniec wsi i mieszczuch w różny sposób postrzegają łąkę, tak samo zwykły zjadacz chleba i zawodowy malarz inaczej widzą kolory. Malarz spostrzega błękit paryski, ugier jasny, sjenę paloną, zieleń Veronesa, my zaś niebieski, dwa odcienie żółtego i brązu oraz zielony. Nie znaczy to, że nie-malarze  nie dostrzegają różnic w odcieniach barw. Nie dysponują jednak gotowym zbiorem precyzyjnych określeń. Dwa dowolne języki: w języku niemieckim określenie blau potencjalnie odpowiada polskiemu niebieski, rozciąga się jednak także na obszar, w którym w języku polskim istnieje odrębne określenie, jak granatowyGazeta Wyborcza z 30 marca 1999 roku opisała piórem Małgorzaty Załogi badania brytyjskie dotyczące papuaskiego plemienia Berinmo. „Mehi, kel, wor, nol, wap- tak w swoim języku nazywają pięć podstawowych kolorów członkowie plemienia Berinmo. Granice między poszczególnymi kolorami stawiają oni w zupełnie innych miejscach niż Europejczycy, na przykład ich kolor nol obejmuje aż trzy nasze barwy- niebieską, fioletową i zieloną.”  W tym samym artykule przeczytać można, że Japończycy, nie mający wcześniej określenia na włosy koloru blond, opisywali je za pomocą porównania – „kolor średnio przysmażonej cebuli”. Cdn. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
The Hon. Sir Alan Mocatta, O.B.E., A High Court Judge.
A young man was just back from his first visit to Israel. When asked how he liked it, he said: It was splendid. We saw the whole country from Dan to Beer Sheba. Do you know I always thought they were husband and wife – just like Sodom and Gomorrah. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Poniedziałek, 29 lipca 2013
Cd. segmentacji. Interesującym przykładem jest segmentacja dnia i nocy (doby) przez różne języki. Poniższy przykład przytaczam za Barchudarowem. W każdym słowniku angielsko-polskim znajdziemy następujące odpowiedniki: morning-rano, day-dzień, evening-wieczór, night-noc. Wydawać by się mogło, że istnieje tu zupełna odpowiedniość. Tymczasem w tekstach angielskich napotkać można wypowiedzi określające godzinę 1.15 a.m. jako early morning, a godzine 9 p.m. jako nine o’clock at night. Po polsku powiemy „pierwsza piętnaście w nocy” i „dziewiąta wieczorem” (a nie w nocy). Okazuje się, że język angielski dzieli dwudziestoczterogodzinny cykl dobowy inaczej niż polski, niemiecki i rosyjski. Morning trwa od północy do południa, potem następuje afternoon (mniej wiecej do 18.00), a następnie evening (do północy). Niezależnie od tego podziału funkcjonuje rozróżnienie night-day, a więc jasna i ciemna część doby. Widzimy więc, że nawet w tak wydawałoby się jednoznacznych dziedzinach, jak struktura ciała ludzkiego, kolory czy pory dnia, istnieją w opisie językowym znaczne różnice. Problem dodatkowo komplikuje fakt, że ten sam konkretny przedmiot zaszeregowany może być do wielu różnych kategorii. Konkretne krzesło więc, to nie tylko krzesło, ale także mebel, przedmiot, rzecz. Z drugiej strony istnieje wiele krzeseł, które ze względu na swa formę naszemu wyobrażeniu o krześle zupełnie nie odpowiadają, na przykład pniaki przy ognisku, siodła w wiejskim zajeździe, lub twory artystów projektujących meble. O tym, że są one postrzegane jako krzesła, decyduje jedynie spełniana przez nie funkcja. Architekci wnętrz radzą sobie z tym problemem nazywając każdy element służący do siedzenia siedziskiem. Czy jednak bardzo typowe krzesło, w którego płaszczyźnie do siedzenia artysta zaprojektował duży, ostry bolec, nadal zasługuje na to miano? (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Wtorek, 30 lipca 2013
„Transformacje” w procesie przekładu. Cudzysłów w tytule oznacza, że w procesie przekładu nie  mamy do czynienia z transformacjami, tekst oryginalny nie ulega bowiem żadnym zmianom, pozostaje nienaruszony. To, co potocznie określa się mianem transformacji, to różnice między oryginałem i przekładem wynikające z obiektywnych uwarunkowań danego aktu translacji i subiektywnych decyzji tłumacza. Ponieważ jednak określenie „transformacja” jest ogólnie przyjęte, pozostaniemy przy nim, pamiętając o powyższym zastrzeżeniu. Wszystkie tego typu transformacje można podzielić na cztery bardzo ogólne kategorie: inwersje, substytucje, uzupełnienia, opuszczenia. Mają one charakter obiektywny (tzn. wymuszony normą języka docelowego, konwencją tekstową i sytuacyjną, horyzontem poznawczym adresata i wieloma innymi czynnikami determinującymi akt translacji) i subiektywny (odwołujący się do suwerennej decyzji tłumacza). Nie możemy ignorować faktu, że tłumaczenie jest także sztuką wyboru.
Inwersje- inaczej mówiąc przestawienia kolejności elementów; wymuszone zostają najczęściej przez normę języka docelowego. W języku angielskim na przykład, miejsce  elementu w szyku zdania często decyduje o jego znaczeniu. Jeżeli w zdaniu Mary hates John zmienimy kolejność elementów, zmieni się również sens- John hates Mary. Polski, jako język fleksyjny może sobie pozwolić na zmianę kolejności bez zmiany znaczenia. Jednak w języku polskim szyk zdania również nie jest całkowicie nieistotny i inwersja może zmieniać znaczenie. Porównajmy dwa zdania: Studentka siedzi w pokoju oraz W pokoju siedzi studentka. W pierwszym zdaniu informacją nową (remat) jest miejsce, w drugim zaś osoba.
Substytucje- stanowią bardzo szeroką kategorię, obejmują różnice między oryginałem a przekładem dotyczące wielu aspektów, zarówno ściśle tekstowych jak i językowych. Odnoszą się do struktur gramatycznych, składniowych, leksyki, stylistyki, pragmatyki, transferu kulturowego i podobnych zagadnień. W koncepcji ekwiwalencji funkcjonalnej wszelkie zabiegi tłumacza prowadzące do zrealizowania postulatuequivalence in difference jest właśnie substytucją. Substytucjami  są również generalizacja i konkretyzacja, a także, w pewnym sensie, kompensacja. Podobnie, jak inwersje i substytucje, uzupełnienia również mogą być dwojakiego rodzaju: obligatoryjne i fakultatywne. Norma języka docelowego wymaga niekiedy wyeksplikowania określonych treści, tzn. wyrażenia ich w tekście. Polski „podmiot domyślny” po niemiecku musi zostać wyrażony. Co robi Sonia? Przygotowuje się do egzaminu.- Was macht Sonia? Sie bereitet sich auf die Prüfung for. Zauważmy, że w powyższym przykładzie pojawił się także inny dodatek (w postaci rodzajnika). Uzupełnienia mają też charakter logiczny. Zdanie I began the book można przetłumaczyć, jako: Zacząłem czytać książkę albo Zacząłem pisać książkę. Treści wyrażone w języku A za pomocą kategorii gramatycznych w języku B są niekiedy wyrażone za pomocą środków leksykalnych. Opuszczenia- są niejako odwrotnością uzupełnień. Jeśli odwrócimy kierunek tłumaczenia w przytoczonych wyżej przykładach, stwierdzimy, że pewne elementy oryginału nie pojawią się w przekładzie. Są to elementy redundantne, czyli zbędne, nie zawierające nowej informacji, albo partie tekstu dla odbiorcy oryginału oczywiste. W tłumaczeniu poezji opuszczenia i uzupełnienia wykorzystywane bywają w celu oddania rytmu i odpowiednich struktur metrycznych. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Środa, 31 lipca 2013
Dr. David Landau was born in 1950. He has been a doctor specialising in cardiology who lost his faith in orthodox medicine. He decided he wanted to make money, he was the co-founder of an ice-cream business which went belly-up and later a chairman of Loot- the classified listings paper. Landau is now a multi-millionaire  and Loot has won awards for its ergonomic workplace where the staff are offered free massages and fresh fruit.On July 31st 2000, Loot was sold to Scoot.com for £189 m. When I asked my mother if it was possible to make lots of money without exploiting people she replied that, in fact, honesty was the only way of ensuring the longterm success of a business. Our family had been for many generations successful diamond merchants, she said, successful because of their honesty. If they had cheated their customers, it is unlikely that they would have kept many of them.  I was a Marxist at university and was always rather sceptical about the ethics of making serious money. But my mother’s timely advice greatly affected me and I would venture that she is in part responsible for the success of Loot. It is only through being honest with its customers and staff that Loot was so successful.
On that day, July 31st 2000, Loot was sold to Scoot.com. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Niedziela, 4 sierpnia 2013
Colin Shindler was born in Hackney, London, in 1946. He is currently a fellow in Israeli Studies at the School of Oriental and African Studies, University of London. He has been concerned  with human rights issues in many areas of the world and is a member of the standing commission on Disarmament and Security of the World Conference on Religion and Peace. He has edited several periodicals and his last book was a political history of the Israeli Right. Be on your guard against the ruling power, for they who exercise is draw no man near to them except for their own interests; appearing as friends when it is to their own advantage, they stand not by a man in the hour of his need. Colin Shindler adds: I have always appreciated  this 2,000-year-old comment which seems to personify for me not only the sense of Jewish dissidence down the centuries, but more universally the instinctive willingness of a few courageous human beings to ask awkward questions in difficult circumstances and not simply to blow in the wind with the majority.
On August 4th 1914, ordinary people put their trust in the ruling power and the First World War commenced, in which millions lost their lives in the cause of futility. From this, both Stalinism and Nazism sprang. The legacy of the First World War was the Gulag and Auschwitz. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Sobota, 10 sierpnia 2013
W każdym systemie językowym pojawiają się neologizmy- nowe, dotychczas nie używane słowa. Dzieje się tak z różnych powodów, przede wszystkim dlatego, że w otaczającej nas rzeczywistości przybywa nowych, dotychczas  nieznanych zjawisk, domagających się językowego określenia. Dotykamy tu ważnego problemu filozoficznego, mianowicie pytania, czy rzeczywistość „wyprzedza” język, a jeśli tak, to jak bardzo. Autor stoi na stanowisku, że język jest zasadniczo „wtórny” w stosunku do rzeczywistości. Może się jednak zdarzyć, żepomysł jakiegoś urządzenia czy zjawiska powstanie, zanim pojawi się ono faktycznie. Takim urządzeniem jest robot- nazwa zaistniała  zanim pojawiły się pierwsze roboty. Neologizmy często powstają również w przypadku tłumaczenia realiów. Takie twory są zgodne z tzw. duchem języka; z czasem, jeśli pozostają w użyciu, zatracają charakter neologizmu. Twórca neologizmu sięga bowiem na ogół do środków typowych dla systemu słowotwórczego. Wieżowiecdyskotekowiecszalikowiecoszołomkatolewicawałęsówka- wszystkie te określenia utworzone zostały zupełnie prawidłowo. System danego języka ma też ukryte możliwości, których dotychczas nie wykorzystał, co daje szanse na utworzenie neologizmu. Żartobliwe hasło „Bądź chlujny i mrawy!” wykorzystuje fakt, że w polszczyźnie istnieją jedynie formy zaprzeczone- niechlujny, niemrawy. Analogicznie, do terminu „macocha” możnaby utworzyć termin „babcocha”, a do termiu „ojczym” określenie „dziadym„. Bywają neologizmy „pozasystemowe”, absolutne, pozbawione oparcia w słownictwie. Te ostatnie to najczęściej zapożyczenia, skrótowce itp.- dawne neologizmy, takie, jak nylondederon,ortalion, oraz słowa wykreowane z wyobraźni np. tytuł powieści Gombrowicza Ferdydurke. Specyficznym przypadkiem neologizmu jest neosymantyzacja, tzn. nadanie istniejącemu wyrazowi nowego znaczenia. Neologizmy powstają też w miejsce zapożyczeń, np. lotnisko zamiast aerodromusamolot zamiast aeroplanu. Wdzięcznym polem do popisu w dziedzinie kreowania neologizmów jest literatura piękna. W światach fikcjonalnych nie zawsze skrępowanych odniesieniem do rzeczywistości, zwłaszcza w literaturze SF, neologizmy pojawiać się mogą niejako „bezkarnie”, a  często są wręcz pożądane. Stały się również przedmiotem żartów językowych i gier słownych. Dla tłumacza przekładającego z języka obcego istotny problem stanowi rozpoznanie neologizmów jako takich. Rodzimy użytkownik języka identyfikuje je niejako automatycznie, ponieważ są w jego doświadczeniu językowym czymś absolutnie nowym, dotychczas niespotykanym, tłumacz może natomiast uznać, że ma do czynienia z leksemem zupełnie zwyczajnym, którego dotychczas nie napotkał w lekturze czy rozmowie. W tekstach fachowych nie ma to większego znaczenia; tłumacząc jednak teksty literackie i pokrewne, powinniśmy zasadniczo zawsze oddać neologizm języka oryginału analogicznym neologizmem języka docelowego, zwłaszcza w przypadku, gdy pełni on określoną funkcję estetyczną czy artystyczną. To samo dotyczy gier słownych i żartów językowych. Lemowskie neologizmy nogizmrosolizacjapreczan i wiele innych domagają się wręcz neologizmów w języku przekładu. Muszą one zostać skonstruowane zgodnie z zasadami słowotwórczymi języka docelowego. Jedynie neologizmy „absolutne”, niezależnie od systemu, takie, jak ulder, czy gilder (Lem, Powrót z gwiazd) mogą zostać przejęte do tłumaczonego tekstu na zasadzie wykreowanych przez autora pseudoterminów. Neologizmy „absolutne” zawsze sugerują jakieś znaczenie. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 11 sierpnia 2013
Ernest John Pakes, C.B.E. Formerly President of the Associated Chambers of Commerce of India. I am now 81 years of age, so here’s a suitable story: Old age is golden, I’ve heard it said, But sometimes I wonder, as I get into bed, With my ears in a drawer, my teeth in a cup, My eyes on the table until I wake up. Ere sleep dims my eyes, I say to myself, „Is there anything else I should lay on the shelf?” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Wtorek, 13 sierpnia 2013
Wulgaryzmy i obscena. Tłumacz, a także filolog powinien poznać całość systemu językowego. Jest to czasem dość trudne, niektóre tego typu społeczności tego typu wyrażeń i zwrotów w słownikach nie zamieszczają. W Polsce dopiero niedawno ukazały się słowniki wulgaryzmów. Współczesna literatura, publicystyka, dialogi filmowe i teksty piosenek w znacznym stopniu nasycone są wulgaryzmami. Przekład wulgaryzmów, wyzwisk, przekleństw itp. wymaga od tłumacza bardzo dużego wyczucia, przede wszystkim, jeśli chodzi o zakwalifikowanie danego leksemu, zwrotu czy wyrażenia pod względem stopnia ich wulgarności. Gdy porównamy dowolną parę języków, często okazuje się, że różne nacje obrażają się w niejednakowy sposób. Oczywiście, najczęściej stosowane wulgaryzmy wywodzą się ze sfery fekalnej bądź seksualnej, do tworzenia sformułowań wulgarnych czy obraźliwych często służą także określone zwierzęta. Stopień wulgarności podobnych z pozoru określeń nie jest jednak w poszczególnych językach jednakowy. Polskie „gówno” jest nieco bardziej wulgarne niż francuskie merde czy niemieckie Scheiβe. Narody słowiańskie preferują w tego typu słownictwie sferę seksualną, germańskie zaś fekalną. Tłumacz napotykający wulgaryzm musi najpierw go rozpoznać, jako leksem właśnie tego typu, a następnie odpowiednio zaszeregować, aby znaleźć ekwiwalent o analogicznym stopniu wulgarności. Przykład: W ostatniej scenie I części Fausta- „Więzienie”- Małgorzata śpiewa ludową piosenkę zaczynającą się w oryginale od słów Meine Mutter, die Hur. Niemiecki wyraz Hure nie oznacza się tak dużym stopniem wulgarności, jak jego polski pseudoodpowiednik, zaczynający się na literę „k” i niezwykle popularny w pewnych środowiskach. Stylistycznym odpowiednikiem Hure- słowa, które już w XVIII wieku mogło pojawić się na scenie- jest mniej więcej „ladacznica”. Sandauer przetłumaczył jednak powyższy wers, ulegając sugestii, że Hure, to k…. : „Kurwa moja mać!”. Wulgaryzmy są często specyficzne dla danego języka i nie zawsze mają odpowiedniki w języku tłumaczenia, bywają też łagodniejsze, niż wynikałoby to ze znaczenia referencyjnego. Niemiecki Arschloch, to nie „dziura w dupie”, czy „odbyt”, ale „dupek”. Zdanie Du bist eine Flasche jest- przetłumaczone w sensie referencyjnym- zupełnie bezsensowne : „Jesteś butelką”, oznacza jednak „Jesteś nieudacznikiem” i jest poniekąd obraźliwe. Generalna zasada mówi, że tłumacz musi oddać wulgaryzm, obscenum czy przekleństwo na analogicznym poziomie stylistycznego nacechowania. A więc merde należałoby przetłumaczyć, jako cholera. Stylistyczne nacechowanie obscenów jest jednak zmienne kulturowo, środowiskowo i generacyjnie. Z czasem obscena niejako zużywają się, powszednieją, określenia, które w odczuciu starszej generacji uchodzą za bardzo wulgarne, młodzieży służą tylko do wyrażenia emocji, np. ale zaj..isty pies zawołał pewien nastolatek na widok buldoga francuskiego. Elegancka starsza pani, słysząc to zdanie, mogłaby popaść w omdlenie. Jest rzeczą oczywistą, że nasycenie wulgarnością w rozmowach toczonych w środowiskach przestępczych, więziennych, mafijnych itp. będzie większe niż w innych sytuacjach. W tłumaczeniu ustnym, np. w procesie sądowym o znieważenie, może się zdarzyć, że leksemy w danym języku neutralne, w innym przypominają obscena, np. cipesz (szewc po węgiersku), czy spiczki (rosyjskie zapałki), lub nazwa firmy OSRAM. Znajomość  obscenów i ich stylistycznej klasyfikacji jest dla tłumacza wiedzą niezbędną. (Vedemecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 18 sierpnia 2013
Brian Wilson Aldiss was born on August 18th 1925 in Norfolk. He writes science fiction and contemporary novels. He is a member of the Royal Society of Literature. When my wife died, I became one of the walking dead. But I had to tend the garden, which was beautiful, as I realised. I was astonished by the support my family gave- and needed. I found good new friends. I even became interested in discovering how resourceful I was. I realised I could live on without my dear wife. One day I perceived that grief was self-indulgence and not a duty. I should try to make others happy. So I pulled the lever! Of course there are times when I slip back into the old despair. Then I dispel all those negative thoughts which do no one any good. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Środa, 21 sierpnia 2013
Liczby i daty. Wiele liczb naturalnych ma dodatkowe znaczenia, które nie obowiązują jednak  we wszystkich wspólnotach używających liczb. Trójka zawiera odniesienie do trójcy Świętej (u chrześcijan), od starożytności uważana za liczbę wyjątkową- omne trinum perfectum, w polszczyźnie funkcjonuje porzekadło „do trzech razy sztuka”, w niemieckim „Aller guten Dinge sind drei”. Siódemka, to tajemnicza liczba kabalistyczna, trzynastka przynosić ma pecha, choć niektórzy twierdzą, że szczęście. Mówimy: „chłopak jak szóstka”, „zabawa na sto dwa”. Uprzywilejowane są również dwunastka (tuzin), dwudziestka jedynka(„oczko”), sześćdziesiąt sześć (popularna gra w karty) i w ogóle wiele liczb „okragłych”, mających często- zwłaszcza w odniesieniu do pieniędzy- swoje nieformalne, emocjonalnie i stylistycznie nacechowane określenia- dycha, stówka, bańka, patyk, melon, tauzen. Nie jest to oczywiście specyfika języka polskiego. Z określonymi liczbami kojarzymy też automatycznie stałe fizyczne czy inne wartości spotykane w nauce i życiu codziennym. -273, to zero absolutne, 3,14- to liczba pi, 18 stopni C, to temperatura pokojowa, a wspołecznościach posługujących się skalą Farenheita, to będzie 94. Różne skojarzenia wiążą się z określonymi datami. W tym przypadku ważniejsza jest przynalezność do określonej wspólnoty, a nie posługiwanie się danym językiem. Data 26 października ma dla Austriaka dodatkowe znaczenie „święta narodowego”, dla Niemca „świętem narodowym” będzie 3 października, dla Szwajcara 1 sierpnia. W Polsce powoli zapomina się o 22 lipca. Świadczy to o tym, że tego typu skojarzenia również mają charakter dynamiczny, zmienny, wraz ze zmianą daty, poprzednia staje się powoli zwykłą datą. Bodaj setka narodów byłego ZSRR długo będzie pamiętać 22 czerwca 1941 roku. To data historyczna. Każda wspólnota mająca wspólną historię wyróżnia pewne daty jako szczególne. Funkcjonują one często na zasadzie sygnałów, niosących za sobą cały balast skojarzeń, wiedzy i wspólnych doświadczeń. Przykłady: „Nigdy nie powtórzy się 13 grudnia!” polska brandy z datą na etykiecie 1410, numer wody kolońskiej 4711. Jeśli cudzoziemcem jest Niemiec, prawie na pewno nie pomyśli o bitwie pod Grunwaldem. Dla przeciętnego, nie zainteresowanego historią Niemca, jest to fakt nieznany, w historii niemieckiej określany, jako bitwa pod Tannenbergiem (Schlacht bei Tannenberg).  I nawet jeżeli wspomnimy w Niemczech o bitwie pod Tannenbergiem, to rozmówca pomyśli o zwycięskim boju, który w Prusach Wschodnich stoczyli Niemcy z Rosjanami w 1914 roku. Specyficzne skojarzenia mogą dotyczyć dni tygodnia. Piątek- dzień postu, ale tylko u katolików, w dawnej Anglii dzień wypłaty tzw. tygodniówki, dla chrześcijan dzień święty.  Ale dla Żydów dzień święty to sobota, dla muzułmanów piątek. Burzliwa historia Polski sprawiła, że niemal każdy miesiąc wiąże się z dodatkowymi skojarzeniami: styczeń (powstanie styczniowe 1863), marzec (konstytucja marcowa 1921, wydarzenia 1968 roku), kwiecień (konstytucja kwietniowa 1935), maj (konstytucja 3 Maja, przewrót majowy 1926), czerwiec (poznański czerwiec 1956, czerwcowe wybory do sejmu i senatu 1989), lipiec (22 lipca), sierpień (strajki Solidarności 1980, podpisanie umów), październik (polski Październik 1956), listopad (powstanie listopadowe 1931, 11 listopada), grudzień (grudzień 1970, 13 grudnia 1981). Sformułowania „Polska posierpniowa”, „marcowy docent”, „lipcowe święto”, „grudniowa noc stanu wojennego” zawierają implicytnie odniesienia do tych właśnie skojarzeń. Miesiące, też mają, w różnych kulturach i rejonach geograficznych, inne konotacje. W naszej szerokości geograficznej maj jest kojarzony z miłością, wiosną, we Włoszech jednak miesiącem miłości jest kwiecień, avrille. Warunki klimatyczne powodują, że różne zjawiska pogodowe czy atmosferyczne wywołują w różnych rejonach różne skojarzenia. Dla nas deszcz i cień, to zjawiska raczej negatywne. Długotrwały deszcz wywołuje melancholię; dla ludów pustyni deszcz i cień zabarwione są zdecydowanie pozytywnie. Śnieg  jest dla nas czymś oczywistym, dla mieszkańców sawanny czymś obcym, pojęciem abstrakcyjnym. Wiele innych słów, zwrotów, nazw, pojęć i znaków wywołuje automatyczne skojarzenia. Odpowiednikiem „Czerwonego Krzyża” był w czasie I wojny światowej dla oddziałów tureckich „Czerwony Półksiężyc”, imię cesarza Napoleona w Polsce i we Francji darzone jest estymą, we Włoszech, Anglii, Rosji, Niemczech i Hiszpanii, to postać najmniej ambiwalentna, rabuś dzieł sztuki, okupant, napastnik. (Vedemecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Czwartek, 22 sierpnia 2013
Litery.  Nawet poszczególne litery mogą przywoływać określone skojarzenia. W języku polskim D i G (pomijając inne) funkcjonują jako eufemizmy obscenów rozpoczyjanących się od tych właśnie liter: ” g…. mnie to obchodzi”, „siedź na d…. i nie podskakuj”. Litery rzadko pojawiające się w języku polskim, takie jak X czy Q sugerują kosmopolityzm, otwarcie na świat. Nie bez ukrytej intencji, po 1989 roku, wiele prywatnych firm włączyło do swoich nazw kosmopolityczne X; zgodnie z tendencją pan Marek zakładał firmę Marex. Podobną, choć nie tak olśniewającą karierę zrobiło Q. Na rynku wydawniczym pojawiło się czasopismoQchnia, przy ulicy Szewskiej w Krakowie otwarto bar o nazwie naleśniQi. Skądinąd miałem kolegę, który osoby rzadko używające mydła określał, z pozoru tylko nobliwie wyglądającym, skrótem SQNX. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 23 sierpnia 2013
Fred Emery was a longtime foreign correspondent for The Times, which he left as acting editor. He was then a presenter and reporter of BBC’s Panorama and wrote the book Watergate: The corruption and fall of Richard Nixon which inspired the BBC TV series. August 23rd is the date of his marriage, a date which, he notes, is „apposite to this tip as it is conveniently surrounded by the summer holiday”.  Take your holiday. No one ever thanks you for not taking your holiday. Fred Emery says: This advice was given to me at the outset of my career by John Buist, then foreign news editor of The Times. I suspect this main interest was to avert holiday pile-ups that could cause holes in coverage. But I took it literally and never missed a day of my holiday, and so- though working hard- never became a workaholic. This way I preserved family life and health and, I hope, sanity- unlike some American friends who, even in retirement, crave an office to go to. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people)
Niedziela, 25 sierpnia 2013
Eksperyment profesora Lipińskiego: Zajęcia ze studentami odbywały się zazwyczaj w typowych salach wykładowych, łatwo je sobie wyobrazić. Prosiłem jedną z osób uczestniczących w zajęciach, aby usiadła na stole stojącym przed audytorium. Zadanie reszty słuchaczy polegało na opisaniu tego, co widzą. Można było sądzić, że wszystkie opisy będą do siebie dość podobne, jeśli nie identyczne. Nic bardziej błędnego. Różniły się od siebie w istotny sposób. Pierwszą z przyczyn było to, że dany element rzeczywistości- w tym przypadku opisywaną osobę na tle sali wykładowej- przypisać można do wielu różnych referentów. Siedzący przed audytorium słuchacz określany był, jako studentchłopiecmłody mężczyznakolegaMaciek itd. Mebel, na którym siedział nazywany był stołembiurkiemkatedrą. To samo dotyczyło innych elementów wyposażenia sali- stojący w kącie rachityczny kwiatek był roślinąkwiatembadylem, umywalka okazywała się zlewem. Zróżnicowane były także opisy wyglądu i stroju osoby, kolor oczu, swetra itp. Drugą ważną przyczyną rozbieżności była wybiórczość opisu. Nie wszyscy zauważyli umywalkę i wiszącą na niej szmatę, opisy ubrania i zachowania się osoby różniły się dokładnością. Niektórzy pomijali tablicę, inni godło, byli tacy, co „nie popuścili” gąbce i umieszczali ją w opisie. Mimo wspomnianych różnic każdy z opisów mógł wywołać u potencjalnego czytelnika nie widzącego opisywanej rzeczywistości, bardzo podobne wyobrażenia. Dzieje się tak dlatego, że język jedynie zarysowuje, sygnalizuje pewne elementy rzeczywistości pozajęzykowej, a odbiorca wypełnia je treścią. Tak samo rzecz się ma, jeśli porównamy dwa dowolne języki. Każdy z nich zbliżał się będzie do opisywanej rzeczywistości w nieco inny sposób. Ale nasze doświadczenie umożliwi uzupełnienie luk. Porównajmy dwa zamieszczone poniżej zdjęcia:
img img_8045 Oba zdjęcia bez  wątpienia przedstawiają domy, choć w gruncie rzeczy są niekompletne, wyrywkowe. Nie zakłóca to jednak procesu percepcji. I właśnie dlatego możliwy jest również przekład z języka na język, mimo istniejących różnic. Rzeczywistość, doświadczenie, sytuacja pozwalają zazwyczaj na uzupełnienie luk i brakujących informacji. Dla tłumacza jest to konstatacja niezwykle pocieszająca. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Nieprzetłumaczalność. Jeżeli wsłuchamy się w argumentację zwolenników nieprzekadalności, powinniśmy im właściwie przyznać rację: granice mojego języka są granicami mojego świata, języki są zasadniczo nieprzekładalne, poezja jest absolutnie nieprzetłumaczalna, świat języka ojczystego zakreśla granice, których przekroczyć nie można. Wszystkie te twierdzenia są słuszne tylko wówczas, gdy przyjmiemy, że tłumaczenie dąży do dokładnego odwzorowania postaci tekstu oryginalnego w języku przekładu. I tutaj rzeczywiście tłumacz zawsze poniesie klęskę, oryginał i przekład nigdy nie są identyczne pod względem swej postaci językowej. Nawet tak hołubiona przez wielu obrońców dosłowność nie zapewnia identyczności. Tak bardzo rygorystycznej tezie przeczy praktyka tłumaczenia. Jeżeli istotnie tak rzecz by się miała, jak twierdzą zwolennicy nieprzekładalności, ludzkość od dawna rozpadłaby się na izolowane getta informacyjne i zapewne przestałaby istnieć, jako całość cywilizacji. Argumentów na rzecz ogólnej przekładalności dostarcza skoncentrowanie się nie na postaci językowej komunikatu, lecz na istocie jego przesłania. Okazuje się wówczas, że większość przypadków tzw. nieprzekładalnych to przypadki względne. Nie wszystkie bowiem cechy komunikatu są dla jego przesłania równie istotne. Wprowadzenie wśród tych cech (elementów) komunikacyjnie zorientowanej hierarchii pozwala na takie rozlokowanie koniecznych zmian, aby „straty”były jak najmniejsze. Te „straty” nie zawsze są rzeczywistymi stratami. Na przeciwległym, do tez o absolutnej nieprzekładalności, biegunie znajduje się koncepcja uniwersaliów, właściwości wspólnych dla wszystkich języków, podobieństw wynikających z tego, że wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy podobne problemy, podobne doświadczenia, sposób myślenia, podobnie funkcjonujace organizmy. Jak dalece te wspólne wyznaczniki są rzeczywiście wspólne, a na ile zależne od kultury i języka, pozostaje nierozstrzygniętym problemem. Wszystkie kultury dostrzegają słońce, księżyc i gwiazdy. To tak zwane realia kosmogoniczne. Ale w języku i w mitach te obiektywne elementy zewnętrznego świata funkcjonują różnie- gwiazdozbiory japonskie róznią się od starogreckich. Jak się więc okazuje, z tej samej mozaiki gwiazd można wyczytać różne rzeczy. Słońcu i księżycowi różne języki i kultury przypisują różną płeć, to samo ciało ludzkie podlega zróżnicowanej segmentacji, ze spektrum barw wyławiamy dowolne segmenty. Większość języków wyróznia takie zjawiska, jak przedmiotzdarzeniececharelacja. Błędem byłoby jednak założenie, że w każdym języku odpowiadają im te same lub podobne kategorie gramatyczne. Mimo wszystkich zastrzeżeń wysuwanych pod adresem koncepcji uniwersaliów o ich niewątpliwym istnieniu świadczy empirycznie potwierdzany fakt dokonującej się komunikacji pomiędzy ludźmi różnych języków i kultur. Tzw. semantyka prototypu zwróciła uwagę na fakt, że sposób opisu świata utrwalonego w naszych umysłach koncentruje się na kilku typowych cechach danego zjawiska czy przedmiotu, znanych z codziennego doświadczenia. A więc prototyp ptaka to wróbel czy gołąb; kura i pingwin już od tego wzorca odbiegają. Przeprowadźmy eksperyment- kilkadziesiąt osób ma narysować schematycznie dom, drzewo, kota, psa. Rysunki te zazwyczaj będą do siebie bardziej podobne niż rzeczywiście istniejące domy, drzewa, koty i psy. Właśnie z tego względu na siłę oddziaływania prototypu, wieloryb jest wielorybem, a nie „wielkossakiem”. Interesującym pomysłem odwołującym się bezpośrednio do teorii uniwersaliów jest koncepcja tertium. Tłumaczenie przebiega w ten sposób, że poprzez medium języka oryginału znajdujemy istotę jego przesłania i następnie tę właśnie istotę przesłania ubieramy w medium języka przekładu. Jeszcze jedno ćwiczenie. Każdy zna jakiś dowcip, mówiąc popularnie, kawał. Dowcipy, to bardzo pouczające teksty, są bowiem z natury „zanurzone” w konkretnej sytuacji i wspólnocie komunikacyjnej, operują grami słownymi, odwołują się do konotacji, a więc stanowią dla tłumacza twardy orzech do zgryzienia. W poufnej sytuacji kuluarowej niejeden tłumacz ustny dobrze się napocił przekładając opowiadane przez uczestników bankietu dowcipy, czasem zupełnie oderwane od rzeczywistości. Może dlatego warto się zastanowić nad tym, że dowcipy zazwyczaj są nieprzetłumaczalne, a raczej „wyjaśnialne”. Na podwórzu spotykają się kogut i kura. Pan ze mną na serio?- pyta kura. Odpowiedź koguta- Nie, dla jaj. Żart opiera się na dwuznaczności „dla jaj”. Potocznie oznacza to, dla zabawy, nie na serio, ale w kontekście ma znaczenie referencyjne. Typowa gra słów. Wszystko da się wytłumaczyć w dowolnym języku. Ale czy ktoś się zaśmieje? Chyba, że znajdziemy inne zwierzęta i inne jaja, które pasują do frazeologii. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Wtorek, 27 sierpnia 2013
Don’t waste the best hours of the day – a tip from Esther FreudDon’t waste the best hours of the day doing the washing up. Every one has a time when they feel most driven and creative. Work out when this is and use it to do what you most want. The other things will get done somehow, or if you leave them long enough someone else might even do them Esther Freud adds: For years I didn’t seem to have the self-discipline to write, and waiting for inspiration to strike wasn’t working. Eventually it occurred to me that I always felt at my best first thing in the morning, so I made a decision that I would work between breakfast and lunch and at no other time. Instead of sweeping the floor, putting the washing in and taking out the rubbish, I went straight to my desk. So now my house is much less tidy, but I have written four novels and I’ve stopped wondering how people have the discipline to sit down and write. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Środa, 28 sierpnia 2013
Professor Peter Victor Danckwerts, Emeritus Professor of Chemical Engineering, Cambridge University. The scene is the  Portsmouth Hippodrome on a Saturday night. An ageing beauty in a big hat sings sentimental ballads. Uproar, jeers and shouts of „Get off!”. A burly stoker rises in the gallery and yells out: „Shut up! Give the poor old cow a chance!” She looks up with melting eyes. „Thank you, sir. At least there’s one gentleman in the house.”  (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Piątek, 30 sierpnia 2013
Kolokacje, to najczęściej wyrażenia i zwroty, w których łączliwość poszczególnych składników jest silna, dla użytkownika języka wręcz obligatoryjna. Zatem list czy paczkę „nadaje” się, pieniądze „podejmuje”, podanie „składa”. Czasowniki składać, nadawać, podejmować współtworzą również inne kolokacje, np. nadawać tytuł, podjąć obiadem, podjąć decyzję, składać przysięgę. Norma językowa wymaga w określonych sytuacjach stosowania właściwych kolokacji. Są to (ogólnie rzecz biorąc) wyrażenia i zwroty stereotypowe, np. szaleńcza zabawa, ostra zima, surowy nauczyciel, nagłębsze wyrazy współczucia, naruszać prawo, zadawać pytanie. Stosujemy je najczęściej automatycznie i bezrefleksyjnie, co więcej, wydaje się nam oczywiste, że zima może być ostra niczym scyzoryk, a prawo można naruszać, jakby rzeczywiście było jakąś budowlą albo realnie istniejącym przedmiotem. Dopiero porównanie z innymi językami, a zwłaszcza proces tłumaczenia, unaocznia fakt, że kolokacje są specyficzne dla danego systemu językowego. Podstawowy błąd polega na tłumaczeniu kolokacji poprzez znajdowanie ekwiwalentów dla poszczególnych jej składników, czyli odwzorowaniu kolokacji języka oryginału za pomocą słownikowych odpowiedników, które najczęściej podane są bez kontekstu. Zapamiętanie i zautomatyzowanie jednego, słownikowego znaczenia nie wystarcza, aby go poprawnie używać. Jeżeli tłumaczymy na język obcy, musimy szczególnie uważać, żeby nie odwzorować rodzimych kolokacji przez oddanie ich poszczególnych składników, bez zwrócenia uwagi na to, czy takie połączenie jest w języku docelowym poprawne. Pułapki zdarzyć się mogą w sytuacjach zdawałoby się zupełnie bezproblemowych: myć zęby, myć samochód – Zähne putzen, das Auto waschen, święta wojna-holy war, święta krowa- sacred cow. Całkiem niespodziewanie wydarzyć się może sytuacja określana, jako „szok kolokacyjny”. Kolokacja przetłumaczona dosłownie brzmi wówczas nie tylko nienaturalnie, ale wręcz śmiesznie albo nawet absurdalnie, łączy bowiem leksemy, które w danym języku łączyć się nie mogą. Wyobraźmy sobie, że ktoś przetłumaczy dosłownie określenie „surowy nauczyciel” na język, w którym określenie surowy odnosi się jedynie do mięsa. Tłumacz powinien wyrobić w sobie szczególną wrażliwość na kolokacje, są to bowiem związki wyrazowe w danym języku skonwencjonalizowane, stereotypowe, a przez to obowiązujące użytkownika. Nawet jeżeli źle przetłumaczona kolokacja jest zrozumiała, wywołuje u odbiorcy zdziwienie, jest dla niego nienaturalna, nie do zaakceptowania. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński)
Niedziela, 1 września 2013
Invisible idiot albo mit tłumaczenia maszynowego. Zacznijmy od anegdoty na temat przekładu zwanego maszynowym, chociaż ostatnio pojawiło się określenie przekład komputerowy. Anegdota nie jest bynajmniej jedynym żartem na ten temat. „Uczeni radzieccy skonstruowali maszynę tłumaczącą. Prezentacja odbyła się w Moskwie, a może w Leningradzie. Zaproszono na nią znakomitego angielskiego specjalistę z dziedziny translatologii. Maszyna była wielka i zgodnie z radziecką gigantomanią samym wyglądem budziła podziw. Towarzysze radzieccy zaproponowali przeprowadzenie próby tłumaczenia. Anglik został poproszony o napisanie dowolnego zdania , które miało następnie zostać przetłumaczone na rosyjski. Mieszkaniec Albionu pomyślał o odległej ojczyźnie i napisał na kartce OUT OF SIGHT, OUT OF MIND – polskim odpowiednikiem funkcjonalnym byłoby mniej więcej co z oczu, to z serca. Kartka została wrzucona do maszyny, zaświeciły się różne lampki. Po chwili z drugiej strony urządzenia pojawił się wydruk z tekstem tłumaczenia. Rosjanie w skupieniu kiwali głowami. Anglik nie znał języka Puszkina i nie mógł sprawdzić jakości przekładu. Żaden problem, odpowiedzieli towarzysze. Dokonamy translacji z rosyjskiego na angielski. Znowu zaświeciły się lampki. Po chwili Anglik trzymał w ręku wydruk, na którym znajdował się następujący tekst: INVISIBLE IDIOT. Paradoksalnie w jakiś sposób tłumaczenie jest poprawne, bo out of sight to rzeczywiście także invisible, a out of mind to idiot.”  Maszyna pracowała dobrze, znalazła odpowiednie ekwiwalenty słownikowe, ale były one oderwane od sytuacji komunikacyjnej, od intencji autora komunikatu. Skąd maszyna istniejąca w swojej maszynowej izolacji od otoczenia może wiedzieć, co miał na myśli Anglik, czyli jaka była intencja jego komunikatu? Jeszcze raz potwierdza się prawda, że nie tłumaczymy słów a nawet sformułowań i tekstów, ale komunikaty osadzone w danej sytuacji i ten sam tekst może mieć różne realizacje jako transalt będący odpowiednikiem wyjściowego komunikatu. Maszyna jedynie, zgodnie ze swoją naturą, właśnie mechanicznie, przyporządkowuje ekwiwalenty językowe nie wiedząc co i w jakim celuod kogo i dla kogo, nie posiada wiedzy o rzeczywistości pozatekstowej, nie potrafi jej inerpretować. Do tego konieczna jest zdolność aktywnego poznawania i rozumienia rzeczywistości, nie tylko poprzez język. Przykład: Na pytanie „Poproszę o bilet do Rzymu na piątek o godzinie 12″ reakcja będzie prawidłowa. Ale jeżeli ktoś poprosi o bilet do Wiecznego Miasta, w najbliższy dzień katolickiego cotygodniowego postu, w momemcie odlotu, gdy słońce stoi w zenicie, pojawią się u komputera trudności. Człowiek-kasjer być może się zdziwi, ale zrozumie. Komputer nie zrozumie i…się nie zdziwi. Komputer, tłumacząc, zatrzymuje się zazwyczaj na poziomie słowa, a jeżeli tłumaczy grupy słów i zdania, to są to związki skonwencjonalizowane. Zwykle jednak nie dostrzega on relacji skłądniowych, szczególnie w językach syntetycznych, takich jak polski czy łacina, jeżeli nie zostało to uwzględnione w programie, ma trudności z polisemią i z pragmatycznym nacechowaniem wypowiedzi. Tłumacząc z angielskiego, zupełnie nie zwraca uwagi na subtelności gramatyki języka docelowego, nie mówiąc o relacjach intralingwalnych (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Poniedziałek, 2 września 2013
Professor Patrick G. O’Neill, Professor of Japanese, University of London. A film-producer friend went out for dinner with some business colleagues to an exclusive London restaurant which prided itself on its haute cuisine. When it came to his turn to order, he said that he would like fish fingers. „Yes, sir”, said the waiter without the slightest change of expression, „Birds Eye or Findus?” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 4 września 2013
Nowa ortografiaZdognie z nanjwoymszi baniadmai perzporawdzomyni na bytyrijskch uweniretasytch nie ma zenacznia kojnoleść ltier przy zpiasie dengao sołwa. Najwżanszjie jset, aby prieszwa i otatsnia lteria błya na siwom mijsecu, ptzosałoe mgoą być w niaedziłe i w dszalym cąigu nie pwinono to sawrztać polbemórw ze zorumierniem tkestu. Dzijee sie tak datgelo, że nie czamyty wyszistkch ltier a wazyrie, ale cłae sołwa od razu. Młeigo dina. Redkajca . Człowiek nie będzie miał ze zrozumieniem powyższego tekstu najmniejszych problemów, co więcej, przy szybkim czytaniu nie dostrzegamy większości błędów. Programy komputerowe mają bardzo często zaprogramowany „wyszukiwacz błędów”, podpowiadają nawet pseudowłaściwe rozwiązania, które często są bardzo zabawne, ale z pozycji myślącego człowieka. Czy komputer potrafi się śmiać, zrozumieć komizm wypowiedzi? Oczywiście, że nie, przynajmniej na naszym etapie tworzenia sztucznej inteligencji. A oto kolejny przykład. Nasz pseudomyślący przyjaciel zależny jest od klawiatury. Niektóre klawiatury po „t” zawierają „z”, inne mają w tym miejscu „y”. Pisząc i przeskakując z języka na język, zapominamy często o klawiaturze, „z” i „y” zamieniają się miejscami  bez świadomości piszącego, bo jest to utrwalona reakcja motoryczna. Pisząc recenzję pracy magisterskiej napisałem zupełnie nieświadomie „znakomite przeprowadzenie wzwodu” (zamiast wywodu). Konstrukcja klawiatury mnie zawiodła (wzwodła?), ale na szczęście w ostatniej chwili zauważyłem błąd. Byłoby dużo śmiechu, a może nawet mały skandal. Dla komputera, który oba słowa (wzwód i wywód) ma zapisane w słowniku, nie różnią się od siebie pod względem pragmatycznym, emocjonalnym. Sfera seksualna nie jest obojętna dla dość pruderyjnego społeczeństwa polskiego. Do interpretacji komunikatu konieczna jest wiedza, także pozajęzykowa. Człowiek, który znajdzie kawałek karty do gry, na przykład damy trefl, potrafi zrekonstruować całą kartę, pomimo, że znaleziony fragment zawiera jedynie około 5% całej karty. W powieści Julesa Verne’a Dzieci kapitana Grantawyjety z butelki list rozbitków, napisany w trzech językach (angielski, niemiecki, francuski) zawiera luki, i co więcej, każdorazowo w różnych miejscach. Lord Glenarvan i jego towarzysze, poszukujący kapitana, dokonują kolejnych rekonstrukcji, i są one za każdym razem błędne. Dopiero na końcu okazuje się, że rozbitkowie przebywali nie w Ameryce Południowej i nie w Australii czy Nowej Zelandii, lecz na wyspie Talbor. Ale niekompletny tekst (i to w trzech językach naraz!) dopuszczał te błędne interpretacje, inaczej niż w przypadku karty do gry, która jest dokładnie określona, tekst jest zaś strukturą interpretacyjnie otwartą (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Środa, 4 września 2013
John Bowen is a novelist who has also written plays for the theatre and for television and who writes occasional reviews. He has taught drama students at the London Academy of Music & Dramatic Art and sometimes gives talks to writers’ groups. Trust your unconscious. Whenever an image, a voice, a character comes unbidden into your mind- was not there at all at one moment, and suddenly is the next- go with it. And all of us, writers or not, should heed our dreams, because in dreams the unconscious mind tells us what we really want. John Bowen adds: This advice was given to me by my agent, the late Peggy Ramsay, who died on September 4th 1991: „Trust nobody in this business, dear. Not even me. But always trust your unconscious”. The image that comes out of nowhere has helped me many times, and I have always found that what comes easily to the page works better than what has needed labour.(Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Sobota, 7 września 2013
Relacja między słowem i światem zarówno tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym nie jest prosta. Na początku było Słowo, Słowo, które mieszkało u Boga i które było Bogiem. Tako rzecze Jan Ewangelista. Znana książka Zenona Kosidowskiego nosi tytuł Gdy słońce było Bogiem. W tradycji Objawienia miejsce Słońca zajmuje Logos, Verbum, a może język w ogóle. W nim tkwi tajemnica poznania, rozpoznawania i nazywania świata, kategoryzowania, wnioskowania, logicznego myślenia, co więcej, to właśnie Słowo, czyli język, mowa, umożliwiły gatunkowi ludzkiemu zdobycie statusu gatunku panującego. I może nawet ten aspekt ewolucji był najważniejszy. Grupy prymitywnych łowców zyskały dzięki niemu sporą przewagę  podczas polowań i innych sytuacji, jak przekazywanie informacji, informowanie o niebezpieczeństwie itd. Wiedząc jakie niebezpieczeństwo znajduje się za zakrętem ścieżki, mogę za pomocą języka dokonać precyzyjnego ostrzeżenia, np. :”Zaraz za skałą, po prawej stronie, wisi na drzewie na wysokości twarzy duży wąż”. Pies albo małpa, wyczuwszy obecność węża, też będą próbowały poinformować pobratymców o niebezpieczeństwie, np. okazując widomy strach. Bedzie to jednak informacja nieprecyzyjna, typu: „Uważajcie niebezpieczeństwo!” Ale jakie? Gdzie? To jednak nie wszystko, co zawdzięczamy językowi. Umożliwił on grupom ludzkim przakazywanie raz zdobytych doświadczeń z pokolenia na pokolenie. Najmądrzejszy pies zakończy żywot i jedyne co przekaże swoim potomkom w zakresie informacji o świecie, to zachowania instynktowne i zademonstrowane przez bezpośredni kontakt z pobratymcami. Natomiast każda następna generacja ludzi może dzięki przekazowi językowemu kumulować wiedzę o świecie. W ten sposób rodzi się tradycja i cywilizacja oraz kultura. Ich nośnikiem, w dużym stopniu, jest język. W wielkim skrócie: wynalezienie pisma , a więc utrwalenie informacji językowej nie w formie ustnego przekazu (pamięć, konieczność bezpośredniego kontaktu), ale w postaci materialnego zapisu otwarło wiele nowych możliwości (przekaz na odległość, gromadzenie), umożliwiło tym samym tworzenie pierwszych wielkich cywilizacji starożytnych- bez pisma nie byłoby starożytnego Egiptu, Babilonu czy Chin. Następnym skokiem informacyjnym było wynalezienie druku. Znowu przyspieszony został obieg i przetwarzanie infromacji, także naukowej, co było m.in. impulsem do powstania ery nowożytnej. Oświecenie, wiek XIX, wraz z rozwojem komunikacji, wzrastająca rola prasy, alfabetyzacja społeczeństw udoskonaliły i zintensyfikowały ten proces. Potem pojwiły się telefon, radio, telewizja i komputer osobisty, Internet, co powoli nolens volens prowadzi do globalizacji. Kartezjusz rozróżnił dwie kategorie: res extensa (materia) i res cogitans (duch)- rzecz myśląca i nie posiadająca wymiaru. A może DUCH to nic innego, jak INFORMACJA, czyli Bogiem, Duchem jest SŁOWO? Informacja nie ma wymiaru, nie jest rozciagła (constensa), nie jest też związana obligatoryjnie ze swoim materialnym nośnikiem; te same znaki mogą oznaczać co innego, zależnie od operacji myślowych, od kontekstu, od systemu, od użytkownika, od adresata (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 8 września 2013
Mark Rosenthal, a Hollywood screenwriter of many movies including: Mona Lisa Smile starring Julia Roberts, The Jewel of the NilePlanet of the Apes, and others, on Spain: …From cooking lessons to medieval castles, from the Guggenheim Museum in Bilbao to personal shoppers in Madrid, this family vacation kept us enthralled. Moreover, our tour director Dan O’Beirne, who knows more people than a Washington fund raiser, organized time with Spanish artists, a Flamenco dancer, teachers, vintners, chefs, opera singers, actresses and historians who gave us all an inspiring contact with the ‚real Spain’ beyond the tourist facade. ….truly a vacation our family will remember and cherish forever. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the hamous).
Wtorek, 10 września 2013
Tylko pozornie czynność wykonywana przez tłumacza jest czynnością stricte filologiczną. To też jeden z mitów, zgodnie z którym przekładoznawstwo „podpada” pod lingwistykę stosowaną. Język jest zasadniczym i podstawowym narzędziem w procesie translacji, jednak na samym języku sprawa się nie kończy. Znajomość języka oryginału i przekładu jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym do dokonania udanej operacji translatorskiej. Wymaga ona najczęściej od tłumacza wielu innych, pozajęzykowych kompetencji oraz rozległej wiedzy pozajęzykowej, zależnej od rodzaju tekstu tłumaczonego i kulturowej orientacji transferu. Akt translacji jest, zwłaszcza w przypadku komunikatów złożonych, operujących na kilku płaszczyznach wewnątrztekstowych równocześnie (forma, gra słów, reklama) oraz odnoszących się do nie wyeksplikowanej często wiedzy pozajęzykowej (intertekstualność, aluzje, inne informacje implicytne) procesem niezwykle skomplikowanym. Można powiedzieć, że dla pełnego opisu zjawiska konieczne sa liczne nauki pomocnicze, np. filozofia, ontologia, epistemologia, estetyka, filozofia języka, psychologia, fizjologia, socjologia, kulturoznawstwo, literaturoznawstwo i poetyka, psycholingwistyka, szeroko pojęta semiotyka, teoria komunikacji, aby wymienić choćby kilka najważniejszych dziedzin. Dlatego odwieczne pytania i mity powracają z uporczywością bumerangu, znajdując coraz to nowe niezadowalające wyjaśnienia. Co w ogóle wiemy?  CDN.
Czwartek, 12 września 2013
Co możemy opisać i w konsekwencji zrozumieć i przetłumaczyć? Można zacząć od Kanta i jego rzeczy samej w sobie (Ding an sich), czyli od epistemologicznej tezy, negującej eo ipso możliwości dotarcia do istoty zjawisk. Niejako na drugim biegunie znajduje się maksyma esse est percipi, a więc teza stwierdzająca, że to postrzeganie, kreuje byty. Tzw. Koło Wiedeńskie postawiło sobie za cel – mówiąc w uproszczeniu- stworzenie czy też określenie maksymalnie obiektywnego języka opisującego rzeczywistość. Dla naszych refleksji szczególnie interesujące są tezy Wittgensteina i jego sławne zdanie: Granice mego języka są granicami mego świata. Każde doświadczenie, aby stało się twierdzeniem, musi być wyrażone w jakimś języku. Toteż sprawa języka jest nie mniej ważna niż doświadczenia. Jeśli filozofia ma być nauką, to jako logiczna teoria języka i tylko tak. Nie jako metafizyka, jak chciały dawne czasy, ani jak teoria poznania, jak chciał wiek XIX. Zaczyna się i kończy się na analizie języka, jeśli chce być czymś więcej, staje się nonsensem. Neopozytywiści w początkach swej akcji walczyli z filozofią, później zaś, uznawszy tę walkę za zakończoną, zajęli się teorią języka. W okresie swego największego radykalizmu Carnap twierdził, że nie jest ważne, co język oznacza, ważne są tylko jego cechy formalne, jego składnia logiczna: do niej sprowadza się cała filozofia. Sprawa opisywalności świata nieuchronnie dotyka kwestii języka, przede wszystkim logiki, semiotyki i semantyki, i w oczywisty sposób dotyczy nie tylko języków naturalnych, lecz przede wszystkim systemów znaków służących do opisu rzeczywistości. Może uważniej należy przyjrzeć się zdaniu Słowackiego:”…aby nasz język powiedział wszystko, co pomyśli głowa”? A więc zdaniem wieszcza to, co może pomyśleć jest w stosunku do języka niezależne i autonomiczne. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 13 września 2013
Sir Duncan Oppenheim, Formerly Chairman, British-American Tobacco C. Ltd. At wedding receptions one is acuustomed to laughing politely at stale, feeble jokes retailed in the speeches. It was a pleasure, therefore, some years ago to listen to a charming, witty and appropiate speech made by the clergyman, uncle of the bride, at the end of which speech he said: „I suppose, being a clergyman, I am expected to conclude by giving some moral guidance to the young couple, I would, therefore, remind them that marriage is for once only- for life, that is what is called monotony- sorry, I mean monogamy„. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Sobota, 14 września 2013
John Michael Francis is a former nuclear scientist who, following a Damascus Road conversion in 1970, became a campaigning environmentalist and a leader of a project on society, religion and technology based in Edinburgh. He acted as a scientist, advisor to the World Council of Churches from 1971 to 1983 before being appointed as the director of the Nature Conservancy Council in Scotland. He now supports the John Muir Trust and is a member of the Global Look-Out Panel, Millenium Project, United Nations University. He describes himself as a futurist with concerns about ethics and values. September 14th is his wedding anniversary.
Dr. John Michael Francis’s tip is: Life’s a smile, if you can manage it. „Smile awhile- and while you smile, another smiles- and soon there’s miles and miles of smiles- and life’s worthwhile because you smile! From a great-aunt who was akin to someone out of Dickens. She belonged to a different era, but was capable of detecting something a little sad about the pace and struggles of contemporary life. John Michael Francis adds: This piece of advice was conveyed to me at an early age by a great-aunt called May and has always registered as a worthwhile maxim, It still strikes me as something helpful to carry forward to another generation because it reflects a certain idealism about the nature of personal relationships which is probably no longer expressed in such simplistic terms. However, it also restates a profound truth about the value and power of non-verbal communication and face-to-face interaction which currently we are inclined to neglect while sitting in front of high-speed networked computers in depersonalised work settings. To smile is a means of putting the other person at ease and thus encouraging and enabling the words to flow. Eyeball- to- eyeball meetings continue to be the stuff of corporate negotiation and international diplomacy alike, and the quality of the exchanges count a great deal. We should all aspire to smile a little more- even in the face of adversity. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Niedziela, 15 września 2013
Mit „jedynie słusznej prawdy”. Przekład starzeje się szybciej niż oryginał. Zastrzeżenie ma na celu uświadomienie faktu, że wspomniane szybsze starzenie się przekładu nie zawsze występuje, a jeżeli występuje, to czesto z różną intensywnością, zależną od rodzaju tekstu, danej pary języków i przyjętych przez tłumacza strategii translatorskich, żeby wymienić bodaj najważniejsze czynniki determinujące ów proces. Problem wiąże się przede wszystkim ze spojrzeniem na języki w ujęciu diachronicznym. Termin „starzenie się” jest oczywiście słuszny jedynie z punktu widzenia współczesności, teksty się starzeją, zmieniają się w czasie języki i to we wszystkich podsystemach, niejako wbrew woli użytkowników. Niektóre dzisiejsze błędy i niepoprawności będą zapewne normą jutra, nawet jeżeli puryści nie chcą się z tym zgodzić. Osobnym i nie mniej interesującym zagadnieniem jest fakt, że różne języki starzeją się w różnym tempie. Na przestrzeni ostatnich kilku stuleci francuski zestarzał się mniej niż niemiecki, niemiecki mniej niż polski, polski mniej niż rosyjski. To bardzo ogólna uwaga. Języki o bardzo długiej tradycji piśmiennictwa przechodziły wiele faz (np. niemiecki althochdeutsch, mittelhochdeutsch, frühnehochdeutsch, neuhochdeutsch), przy czym wczesne fazy są dla współczesnego użytkowanika całkowicie niezrozumiałe. Z kolei inne języki, szczególnie w dobie odrodzenia narodowego danej społeczności, przyjmowały częściowo nową, skodyfikowaną postać (np. czeski). Zmiana języka w aspekcie diachronicznym nie jest obojętna dla literatury. Każdy (lub prawie każdy) użytkownik języka jest w stanie rozpoznać archaizmy i zakwalifikować dany leksem, zwrot, frazę czy wyrażenie jako przestarzałe. Szczególnie młode pokolenie jest pod tym względem bardzo wyczulone, tworzy bowiem sui generis awangardę językową. Czytając teksty literackie mamy jednak do czynienia z dwojakim rodzajem występowania archaizmów. Pierwszy przypadek to tekst, który nazwiemy tu „archaicznym”, to znaczy takim, który został napisany bardzo dawno i zestarzał się niejako sam z siebie. Jest to autentyczny twór językowy dawnych wieków, dokumentujący określoną fazę ewolucji danego języka. Ale i tutaj spostrzegamy interesujące zjawisko, że teksty różnych autorów, nawet nie tak bardzo odległych w czasie, starzeją się w różnym stopniu. Wystarczy porównać Reja i Kochanowskiego. Rej, zakorzeniony jeszcze w średniowieczu, jest o wiele bardziej archaiczny od Kochanowskiego, który przez wieki nabrał wprawdzie szlachetnej patyny, jest jednak dla współczesnego czytelnika całkowicie niezrozumiały, a lektura jego tekstów dostarcza do dziś wspaniałych przeżyć estetycznych. Innym typem tekstu jest tekst archaizowany. Mamy tu do czynienia z tekstem powstającym współcześnie, którego autor pragnie jednak u czytelnika wywołać wrażenie, że ma do czynienia z utworem dawnym. Oczywiście, czytelnik znakomicie się w tym zamiarze zorientuje. Archaizacja jest zabiegiem stylistycznym, odwołującym się do wcześniejszych stadiów ewolucji języka, jednak autor takiego tekstu bynajmniej nie odtwarza z absolutną dokładnością języka powiedzmy, XVI czy XVII wieku, nie mówiąc już o okresach wcześniejszych. To raczej zabieg kosmetyczny, sugestia stylistyczna dla czytelnika, odwołująca sie do czasów dawnych. Bohaterowie Krzyżaków bynajmniej nie mówia autentyczną polszczyzną z przełomu XIV i XV wieku, tekst zawiera jednak szereg archaicznych elementów, świadomie wprowadzonych przez autora powieści, również w oparciu o gwarę podhalańską, która przechowała wiele takich skamielin językowych. Podstawowym dylematem tłumacza przekładającego tekst „archaiczny”, a więc autentyczny zabytek językowy dawnych czasów, jest dokonanie wyboru pomiędzy archaizacją a modernizacją. Wybór taki wcale nie jest jednoznaczny, należy się bowiem zastanowić, czy elementy archaiczne wystepujące w tekście oryginalnym pełnią istotną funkcję czy też są raczej zbędnym balastem, utrudniającym zrozumienie komunikatu. Autor piszący przed wiekami starał się zapewne o maksymalnie komunikatywne sformułowanieswojego przesłania. Cóż więc może uczynić tłumacz? Może podjąć się archaizacji tekstu,nie będzie to jednak pełna rekonstrukcja wszystkich archaicznych elementów oryginału, bo to jest niemożliwe. Konkretne języki starzeją się w różnych miejscach systemu i może sie często zdarzyć, że archaiczny element oryginału nie ma w języku docelowym odpowiednio archaicznego odpowiednika, np. polskie słowo „chędogi” zostanie przez tłuamcza oddane zgodnie z sensem, ale bez archaicznego sygnału dla czytelnika. Archaizując, tłumacz może stosować tzw. zasadę kompensacji, to znaczy wprowadzać do tekstu tlumaczenia elementy archaiczne w innych miejscach niż w oryginale, zachowując jednak w przybliżeniu intensywność ich występowania. Decydując się na modernizację, tłumacz powinien pamiętać, aby nie wprowadzić do tłumaczenia elementów anachronicznych (późniejszych), np. średniowieczny chłop francuski nie może z oczywistych powodów używać określenia „kilometr”. CDN.(Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński)
Wtorek, 17 września 2013
Professor Edward John Kenney, Kennedy Professor of Latin in the University of Cambridge
Two professors booked into a convention. The first wrote his name in the usual way; the second merely put two crosses on the form. „Why didn’t your friend sign the form?” whispered the receptionist. „Well, you see”, said the professor, „he’s a sociologist, they don’t have to be able to read and write. He always signs himself with a cross”. „But he’s put two crosses; what’s the other one for?” „Oh, that’s his Ph.D”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Środa, 18 września 2013
Richard Harries became Bishop of Oxford in 1987 after being dean of King’s College, London. He has done a regular „Thought” on the Today programme for many years, as well as other radio and TV work. He is the author of many books and has been elected a fellow of the Royal Society of Literature. His current responsibilities include chairing the Church of England’s Board for Social Responsibility and the Council of Christians and Jews. He was a member of the recent Wakeham Commission on the reform of the House of Lords.
September 18th 1709 was the birthday of Dr. Samuel Johnson, the famous lexicographer and conversationalist. When to give things up- a tip from the Rt Revd Richard Harries. If you want to give up anything or change the direction of your life, timing matters. It is no good simply saying you will do something with the top of your head. It needs to feel the right time to do it with your emotions and spirit as well as your mind and will. Otherwise you will quickly get knocked off course. You also need to look at your diary and anticipate points of difficulty. It is no good trying to give something up if you are going through a bad path. Then you need to pamper yourself with little treats. Richard Harries adds: Dr. Johnson was once asked whether he would like a little wine and he replied „Certainly not. I would like a lot or none at all”. For this reason I find it difficult, for example, to try to give up alcohol for Lent if I allow myself a number of built-in exceptions. Nor can I enter into the spirit of Lent unless the whole body is ready to be more disciplined. I also need to look at the diary and ask myself whether I am really prepared to forego delicious wine on a number of agreeable social occasions. But the church’s rhythm of feast and fast is a great help and adds enormously to the richness of human existence. As well as Lent, I find it helpful to try to give up alcohol for Advent. It is such a relief not having to drink anything at those pre-Christmas parties. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Piątek, 20 września 2013
„Środowiskowość”. Tytuł oznacza, że oprócz standardowej, ogólnie obowiązującej postaci języka, istnieją dialekty, języki środowiskowe, branżowe i tym podobne warianty, obowiązujące nie tylko w określonych wspólnotach komunikacyjnych. Istnieją zatem dialekty i gwary, języki subkultur młodzieżowych i więziennych, żargony określonych grup zawodowych, język myśliwych, aktorów, informatyków itp. Język docelowy dysponuje zazwyczaj funkcjonalnym odpowiednikiem takiego „podjęzyka”, zdarza się nawet, że istnieją monolingwalne czy bilingwalne słowniki języka myśliwych, młodzieżowego, więziennego itp. Bez większego trudu tłumacz znajdzie mniej więcej zbliżony ekwiwalent. Język młodzieży, język mysliwych czy subkultury więziennej są zjawiskami występującymi w wielu społecznościach i wykazującymi podobne cechy. Język młodzieżowy na przykład, niezależnie od danego języka narodowego , a przynajmniej w kulturze „europejkso-anglosaskiej”, czyli tzw. zachodniej, dąży do maksymalizacji ekspresji, unika sformułowań uznawanych za sentymentalne, przejmuje słownictwo innych subkultur, kreuje własne, często bardzo obrazowe i emocjonalnie nacechowane określenia dotyczące szkoły, rodziny czy seksualności i dość szybko się starzeje. Podobnie ogólnie charakterystyczne cechy wykazuje język myśliwych, którego istotną tendencją jest zastępowanie określeń z normalnego języka innymi, na przykład uszy zająca, to słuchy, serce, tokomora, a krew, to farba. Celem takiej podmiany jest być może psychologicznie zrozumiała tendencja do eufemizacji, do wyparcia ze świadomości faktu, że oto tego sympatycznego przecież dzika trafiło się prosto w serce i broczy krwią. Znacznie prościej byłoby powiedzieć i pomyśleć komora. Teksty literackie czy filmy często posługują się tego typu językami środowiskowymi. Tłumacz powinien postarać się przede wszystkim o to, aby oddać środowiskowe zabarwienie wypowiedzi. Nie zawsze będzie mógł to osiągnąć za pomocą identycznych środkówi w tych samych miejscach dialogu czy całego komunikatu, czyli zmuszony będzie zastosować zasadę kompensacji. O wiele trudniejsze jest  zadanie polegające na tłumaczeniu „środowiskowości” związanej z konkretną niepowtarzalną społecznością, z miejscami, które, jeżeli nawet mają odpowiedniki w innych kulturach, krajach i językach, są jedyne w swoim rodzaju. Czy przekładając np. powieść wolno dialekt warszawski zastapić dialektem berlińskim albo wiedeńskim? Albo gwarę górali podhalańskich gwarą górali alpejskich? Byłoby to bardzo karkołomnym zadaniem, są to bowiem zjawiska tak silnie związane z konkretnym miejscem, że czytelnik tego rodzaju przekładu na niemiecki mógłby słusznie zapytać, dlaczego ci panowie z Zakopanego mówią, jak Bawarczycy. Tłumaczowi nie pozostaje nic innego, jak dokonanie ostrożnej stylizacji w rodzaju „język wielkiego miasta”, „język kojarzący się z oklicami górskimi”, ale bez wyraźnego przyporządkowania lokalnego. Na pociechę anegdotka o cudzoziemcu, który studiował w Poznaniu i uznał język polski za niezwykle trudny: „Zupełnie inaczej się u was pisze, a inaczej wymawia. Napisane jest wątrobianka, a wymawia się leberka…” ( z niem. Leberwurst, wątrobianka). (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 21 września 2013
Relacje intralingwalne bywają bardzo często wykorzystywane w tzw. żartach językowych. Oto przykład takiego żartu, którego przedmiotem są właśnie znaczenia wewnątrzjęzykowe: Jaka jest różnica między koniem i koniakiem? Taka sama, jak między rumem i rumakiem. I rzeczywiście tak jest. Przyrostek -ak w obu przypadkach zamienia trunek w zwierzę, relacja jest więc symetryczna. Inny żart językowy- Jaka jest różnica między słoniem a wystawą? Żadna, bo słonia można wystawić, a wystawę zasłonić. Gra słów możliwa jest dzięki podobieństwu leksemów słoń i zasłonić. Takie podobieństwa wykorzystywał Tuwim w jednym z wierszy dla dzieci, w którym występują raki raczące się winkiem, zając, który zajęczał i kurczę, co się skurczyło. Zgodnie z tą tendencją byk, który zmalał, to skurczybyk. Na wieloznaczności i podobieństwie leksemów opiera się większość gier słownych. Zdanie: Konduktor miał pociąg do wódki uświadamia nam, że słowo pociąg ma dwa znaczenia, odnosi się do dwóch możliwych znaczeń, kolejowego i nałogowego naraz. Podobieństwo znaków językowych prowadzi czasem do błędnych skojarzeń, a w konsekwencji do powstania form niepoprawnych, które w pewnych środowiskach jednak się przyjmują. Na polskiej wsi funkcjonowałnizinier, a sferach małomiasteczkowych dzińdzinier (zamiast inżyniera). Analogiczna jest geneza takich niepoprawnych form, jak dania rajskie (zamiast  jarskie), lewozmywak(zamiast zlewozmywak), fermentyczny (zamiast hermetyczny). Tego typu zniekształcenia są wdzięcznym tematem dla autorów tekstów kabaretowych. Podobieństwo postaci fonetycznej niektórych sformułowań do charakterystycznych cech określonych języków obcych umożliwia kreowanie żartobliwych sentencji czy nazwisk. Kilka przykładów: pseudołacina- „Kra krę mija, tu lis ma norę, a ja nos trę”, nazwiska niby-hiszpańskie- don Valgo Desco (wal go deską), senorita de Varga y Mocra. Zbliżonym zjawiskiem są tzw. nazwiska znaczące, nadawane bohaterom literatury pięknej: Dyndalski, Milczek, Zołzikiewicz. W życiu codziennym nazwiska odbieramy bez skojarzeń odnoszących się do ich postaci językowej. Zdarzyć się jednak może, że kontekst lub sytuacja zaktualizują znaczenie danego nazwiska, jak na przykład w następujących zdaniach: „Kolega Mazgaj o mało co się nie popłakał na zebraniu”, „Dyrektor Sokół pojedzie pociągiem, bo boi się latać”, albo wykreowane przez Lema żartobliwe nazwiska, których postać fonetyczna zbieżna jest ze słowami żyrandol i kandelabr, pisownia sugeruje natomiast arabskie, francuskie bądź angielskie pochodzenie ich właściciela: Khand el Abr, Canne de la Breux, Guirre Andaule, G.I.R. Andoll. Podobny zabieg graficzny zastosował Lem parafrazując ortograficznie nazwiska znanych postaci: A. Tylla, H.Errod, H. Ohmer, P. Latton, Eug. Clydes, H. Yobb i inne. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 22 września 2013
Kształtowanie rzeczywistości poprzez język odnosi sie do aktywnych form zniewolenia językowego, propagandy, reklamy, publicystyki, a więc manipulacji środkami językowymi. Operacje tego typu sa jednak bardzo ryzykowne. Natrętnie powtarzane hasło propagandowe lub reklamowe przkształca się w swoje przeciwieństwo, apel nie dostosowany do wyobrażeń kultury docelowej może trafić w próżnię, a nawet zostać świadomie przez odbiorców potraktowany ironicznie. Porównajmy: Program Partii Programem Narodu- Pogrom Partii Programem Narodu. Zakusy kreowania rzeczywistości poprzez język siegają jednak dalej. Puryści i czyściciele języka dążą do wydobycia jego narodowego charakteru, tępiąc zapożyczenia i słowa obce. Jest to o tyle beznadziejne przedsięwzięcie, że wiele słów uznawanych np. za rdzennie polskie (żegnać, bigos, żur, chleb, łuk), także jest zapożyczeniami. Z kolei polityczna albo społeczna poprawność domaga się zdaniem wielu środowisk, aby określenia pewnych nacji, zawodów itp. językowo uszlachetnić lub zneutralizować. Po drugiej wojnie światowej, w dobie socjalistycznej sprawiedliwości społecznej, pojawił się kierowca zamiast szofera, doręczyciel zamiast listonosza, a zamiast stróża czy ciecia najpierw dozorca, a potem nawet gospodarz domu. Określenie pani sprzątająca zamiast sprzątaczki było bardzo poprawne społecznie, delikatesy pozostały w odbiorze klientów zwykłym sklepem spożywczym, Dom Chleba była nadal piekarnią, a Salon Fryzjerski-zakładem fryzjerskim. Tendencja ta występuje nie tylko w Polsce. W Niemczech używa się zamiast Putzfrau często określenia Reinemachefrau, są Instytuty Pogrzebowe (Bestattungsinstitut), oczywiście salony fryzjerskie (Friseursalon a nawet Haar Studio), ale rzeczywistość pozostaje taka, jaka jest. Dlatego sugerowałbym wszystkim, którzy pragną kreować rzeczywistość przez zmianę sposobu używania języka, aby najpierw postarali się zmienić rzeczywistośc. Poza tym, wszelkie wypowiedzi językowe, którymi nadawca chce wpłynąć na odbiorcę, zasugerować mu coś, obudzić określone uczucia, wszystkie one dość szybko tracą siłę oddziaływania. Autorzy reklam i sloganów, także politycznych, sięgają po coraz bardziej ekspresywne i sugestywne środki językowe. W Niemczech można było zaobserwować następującą ewolucję:GeilAffengeilOberaffengeil. Właściciel sklepu z butami w Krakowie siegnął po ekspresywne  wyrażenie z języka młodzieżowego, co jednak spotkało się z krytyką w prasie: Zajebisty wybór butów.  Polityczna poprawność chroni nawet słodycze. Przekonała się o tym właścicielka cukierni w Sjöbo na południu Szwecji, sprzedająca negerbollar czyli „murzyńskie kulki”, przysmak dzieci od wielu pokoleń. Przebywająca tam na urlopie mieszkanka Sztokholmu Sara Kander domagała się zmiany nazwy łakoci, rzekomo dyskryminującej ciemnoskórych obywateli, a kiedy spotkała się z odmową, złozyła skargę do rzecznika praw obywatelkich. Właśnie w tłumaczeniu bardzo często obnażone zostają takie pozorne zróżnicowania, uwznioślenia, które czasami bywają niemożliwe do zrealizowania w języku docelowym. W czasach PRL-u istniała jedna partia (PZPR), dwie inne (ZSL, SD) musiały zadowolić się określeniem stronnictwa. Ale w tłumaczeniu słowa stronnictwo na niemiecki, musiało pojawić się słowo Partei, bo stronnictwo to nic innego, jak partia. Być może narażę się bardzo zwolenniczkom poprawności politycznej, ale również one próbują narzucić poprzez określone sposoby używania języka, swój punkt widzenia, co mimo wszystko nie zmienia rzeczywistości, a jedynie sposób mówienia o niej. Na uniwersytetach niemieckich często dostrzec można formę StudentInnen, z punktu widzenia ortografii, niepoprawną. Ma ona jednak sugerować, poprzez obecność dużego I w środku słowa, że chodzi zarówno o studentów jak i studentki. Podobnie zaleca się, aby w ogłoszeniach o pracę nie informować o płci osoby. Tendencja ta zrodziła się w świecie anglofońskim i zaczyna zataczać coraz szersze kręgi, ale jej propagatorzy nie przewidzieli, że niektóre języki muszą wyrazić informację o płci, formy męskie i żeńskie zróżnicowane są też pod względem pragmatycznym i semantycznym. Maszynista i maszynistka , to po polsku dwa różne zawody , szofer, to człowiek, a szoferka, to kabina ciężarówki. Również ze słowemkierowca byłby kłopot, bo jak brzmi jego forma żeńska? Kierownica? Kierowniczka? Kierowczyni? Osoba prowadząca pojazd? W klepsydrze dotyczącej osoby płci żeńskiej napisano” więzień obozów koncentracyjnych”. Istnieje co prawda słowo „więźniarka”, ale nie jest tak prestiżowe. Mówimy pani minister, pani dyrektor, a dyrektorka i kierowniczka nie brzmią tak dostojnie. Musimy, mówiąc po polsku o sobie, mówić w pierwszej osobie, na przykład: byłam w domu, jestem ci życzliwa, nie wiedziałam, jestem zamężna, jestem żonaty, wyszłam za mąż, ożeniłem się, poszłyśmy na spacer. Język angielski nie zmusza użytkowników do tak konsekwentnego podawania informacji o płci. Jeżeli powyższe przykłady przetłumaczymy na angielski w większości pojawią się odpowiedniki neutralne. Pewna amerykańska autorka napisała powieść, w której głównym zabiegiem artystycznym była niepewność co do faktu, czy narrator(ka) jest kobietą czy mężczyzną. Gdy książka miała ukazać się po polsku, stało się oczywiste, że tłumacz musi zdecydować się na wybór płci głównego bohatera. Z bólem serca Amerykanka zgodziła się na to, aby po polsku być kobietą, dziwiła się jednak, że istnieją takie dziwaczne języki. Język jest elementem naszego świata, naszych światów, zewnętrznych, wewnętrznych, społecznych. Nie okresla nas do końca, ale czasem wpływac może na fakty pozajęzykowe i nawet je determinować. Przykład: Dodali ogonek i … obłąd podatkowy- Kolejny bubel prawny. Sejm zamienił „a” na „ą” w jednym z przepisów o PIT. W efekcie tysiące firm, które sprzedają swój majątek trwały: komputery, meble biurowe, służbowe samochody czy linie technologiczne za ciężkie miliony, nie będzie musiało płacić podatku od pieniędzy zarobionych w ten sposób. Zacząć należy od tego, że autor w słowie OBŁĄD umiejętnie łączy obłęd i błąd. Ważniejszy jednak jest ogonek, który zamienił słowo powiększona na powiększoną. Wynika stąd, że nawet przecinek postawiony niewłaściwie może zadecydować o losach świata. Ale tylko wtedy, gdy nazbyt ufamy tekstom jako wykładniom rzeczywistości. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Wtorek, 24 września 2013
Lady Geraldine Lister. A commercial traveller arrived in town rather late one evening, in time for business the next day. He decided it would be a nice evening for a stroll and as he walked along he looked up and saw the moon was up. A couple were passing at the time and the commercial traveller said to the fellow: „Excuse me, could you tell me please if that is a new moon?” To which the fellow replied: „I’m sorry, sir, but I’m stranger here myself!” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Środa, 25 września 2013
Professor Stafford Beer was born on September 25th 1926. He was the founder of managerial cybernetics and remains an international consultant in the management sciences- working at government level in 25 countries. In Chile he directed the project to reorganise the social economy for President Allende. He has published 11 books (one of poetry) and 250 papers. He preaches holism and practises it through philosophy and science, but also through recitals of his poetry, exhibitions of his pointings and his teachings of meditative yoga.
A tip from Professor Stafford Beer- Do not do what you hate! Stafford Beer adds: In 1974 I took stock of my life. I had been twice married and had eight children. In the course of my business career I had commanded large staffs of professionals and was well-known internationally both as a cybernetician and as a management scientist. I had owned five houses and my lifestyle had escalated accordingly. I had owned a swimming pool and a Rolls-Royce, and had employed at times a gardener and a chauffeur. Well-known in London restaurants I was a wine connoisseur and smoked 30 cigars a day. The wickedness of the destruction of constitutional government in Chile, and the murder of Allende and other friends, shook me profoundly. Although I had left the institutional church. Ii had always seemed likely that he actually meant the parable of the rich man who could as readily enter the kingdom of heaven as pass through the eye of a needle, but I had „gone my way sorrowing”. During this year of meditation, the passage quoted above insistently recurred- do not do what you hate. And I Had to face it: I hated absolutely everything about hate life in which I was now entangled. In 1975 I renounced possessions, except for a primitive stone cottage in mid-Wales and a 20-year-old Land-Rover, both of which I bought. I gave almost everything else to my estranged wife, who bought her own house with the money. I now have a third spouse and we are based in Toronto. I still live in the Welsh cottage for about six months a year, and am celebrating its Silver Jubilee by installing a water supply. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Piątek, 27 września 2013
Tłumaczenie na język polski prowokuje wiele pozornych trudności. Tak zwane dosłowne tłumaczenie brzmi co najmniej bezsensownie: Ulli i Ulla siedzą na ławce w parku i spoglądają na wygwieżdżone niebo. Ulli pyta cicho- czy mam ci pokazać Wielką Niedźwiedzicę? Ulla odpowiada nieśmiało- a jak ktoś będzie tu obok przechodził ? Niemiecki Wielki Niedźwiedź (Großer Bär), możliwy substytut fallusa to jednak po polsku Wielka Niedźwiedzica, a więc femininum zgodny z łacińską nazwą Ursa Maior. Jak zatem mamy przełożyć powyższy żart nie zapominając notabene o astronomii? Mam ci pokazać Wielki Wóz? A może zmienimy role i dziewczyna chce pokazać chłopcu Małą Niedźwiedzicę (Ursa Minor). A ambitny chłopiec wobec takiej propozycji na pewno nie będzie się płoszył. Proponuję następujący przekład astronomiczny: Ulli i Ulla siedzą na ławce w parku i spoglądają na wygwieżdżone niebo. Ulli pyta cicho- czy mam ci pokazać Oriona? Ulla odpowiada nieśmiało- a jak ktoś tu będzie obok przechodził? Udało nam się znaleźć ekwiwalent astronomiczny z możliwą konotacją erotyczną. Inny przykład również odnoszący się do obscenów. Żartobliwe stwierdzenie Są dziewczyny zdolne, zgórne i zboczne sugeruje za pomocą skojarzeń językowych sytuacje erotyczne, a nawet perwersyjne. Wydawać by się mogło, że zdanie to jest nieprzetłumaczalne z uwagi na splot formy i treści. Można jednak podać przynajmniej dwie komunikatywnie równoważne propozycje przekładu, w tym przypadku na język niemiecki. Istnieje nawet niejako gotowa, w dużym stopniu analogiczna trójstopniowa formuła odnosząca się do dziewcząt: Ein gefallendes Mädchen, ein gefälliges Mädchen, ein gefallenes Mädchen, czyli mniej więcej: dziewczyna podobająca się, dziewczyna chętna i dziewczyna upadła. Treść komunikatu jest nieco inna, stopniowanie prowadzi od podobania się do upadku, analogiczna jest jednak gra słów. Generalną przekładalność żartów i gier słownych udowodnił bardzo przekonująco Zygmunt Tęcza posługując się korpusem twórczości Stanisława Lema, jak wiadomo genialnego kreatora językowego. Według niego 89% gier słownych udało się przełożyć, aczkolwiek za pomocą różnych metod. Tęcza wymienia następujące techniki: transplantację, adaptację, imitację, kreację, dyslokację, neutralizację, eliminację, indykację i eksplanację. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 28 września 2013
George Clouston, Director, London Broadcasting Ltd., Formerly Musical Director, BBC. All of his life, a dignified English barrister-widower, with considerable income, had dreamed of playing Sandringham, and one day made up his mind to chance it, although he was well aware that it was very exclusive. When he asked the secretary at the desk if he might play the course, the secretary enquired: Member? No, sir. Guest of a member? No, sir. Sorry- the secretary said. As he turned to leave, the lawyer spotted a slightly familiar figure seated in the lounge reading The Times. It was Lord Wellesby Partham. He approached and, bowing low, said: „I beg your pardon, your Lordship, my name is Higginbottom of the London firm of Higginbottom, Willoughby and Barclay. I should like to ask you a great favour, sir, whether I might play this delightful course of yours as your guest?” His Lordship gave Higginbottom a long look, put down his paper and asked: 1) „Church?”. Episcopalian, sir, and my wife Church of England. 2) „Education?”. Eton, sir, and Oxford. Magna Cum Laude. 3) „Athletics?”. Rugby, sir, spot of tennis, and rowed No. 4 on the crew that beat Cambridge. 4) „Military?”. D.C.C.E., sir, Coldstream Guards, Victoria Cross, Knight of the Garter. 5) ” Campaigns?”. Dukirk, El Alamein, Normandy, sir. 6) „Languages?”. Private tutor in French, fluent German, and a bit of Greek, sir. His Lordship considered briefly, nodded to the secretary and said: „NINE HOLES”.  (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Niedziela, 29 września 2013
Co małpy, delfiny, konie i inne zwierzęta mają wspólnego z przekładoznawstwem? Może niewiele, a jednak tak. Codzienne doświadczenie wykazuje, że oprócz trzech rodzajów tłumaczenia zdefiniowanych przez Jakobsona, istnieje jeszcze jeden rodzaj komunikacji, porozumiewanie się ludzi i zwierząt, co można by określić, jako komunikację międzygatunkową. W wierszu o zaczarowanej dorożce K. I. Gałczyński zapytywał:Czy to możliwe z koniem? Okazuje się, że w ograniczonym zakresie niewątpiwie tak. Prr, hetta, wiśta, wio, nazad, nastąp się – koń rozumie te komendy precyzyjnie i właściwie. Dokonuje się zatem akt komunikacji międzygatunkowej, aczkolwiek w oparciu o prosty, pięcioelementowy system znaków. Znacznie więcej informacji dostarcza obserwacja psów. Zacznijmy od żartu: Rozmawiają dwaj angielscy dżentelmeni. Jeden z nich mówi: Wiesz, jednak psy nie są inteligentne. Powiedziałem mojemu Lordowi, żeby mi przyniósł laskę, a on poszedł do kuchni i zaparzył kawę! Oczywiście nie można wymagać zbyt wiele, ale psy rozumieją nie tylko intonację, ale także konkretne słowa. Moje psy (buldogi francuskie o imionach Bully i Max) reagują na komendy wydawane po polsku, nie tylko na pojedyncze słowa ( siad, łapa, chodź, zostaw), ale także na całe zdania ( Bully, idź do kuchni). Te same komendy wydawane po niemiecku lub po angielsku, a nawet po francusku i po rosyjsku nie wywołują analogicznej reakcji. Stanley Coren przytacza dość obszerny „słownik” swojego psa, większość naszych czworonożnych ulubieńców rozumie zapewne 20-30 sygnałów. Aby je zrozumieć i odpowiednio reagować, psy muszą dokonać pewnych interpretacji (chodź, zostaw, nie wolno), reagują też emocjonalnie na naganę, albo na pochwałę. Komunikacja międzygatunkowa nie przebiega tylko w jedną stronę. Max, którego nigdy do takiego zachowania nie przyuczałem, często wysyła pod moim adresem naspępujący apel-komunikat. Gdy zbyt długo szukam klucza do drzwi wejściowych klatki schodowej, Max drapie drzwi przednią łapą i równocześnie podnosi głowę patrząc mi w oczy. Przetłumaczony na język ludzki, ten komunikat miałby mniej więcej następującą postać: No otwórz wreszcie te drzwi, dlaczego tak się grzebiesz? Bully wykazał sie też umiejętnością segmentacji ciągu akustycznego wypowiedzi. Przechodziliśmy z Bullym obok kiosku z warzywami i wtedy właśnie kobieta dokonująca zakupów, obdarzona donośnym i wyraźnym głosem, zapytała sprzedawcę: Czy ma pan jeszcze trochę cebuli? W tym momencie Bully rzucił się bardzo spontanicznie w stronę klientki, ponieważ najwyraźniej usłyszał swoje imię. Jeśli idzie o behawioryzm, to moim skromnym zdaniem jest to teoria skrajnie redukcjonistyczna i nacechowana intelektualnym prymitywizmem, podobnie, jak niektóre inne pomysły rodem z USA, jak choćby test IQ. Zainteresowane osoby przepraszam, pozostaję jednak przy swoim zdaniu. Obok inteligencji pojmowanej, jako umiejętność rozwiązywania problemów istnieje według nowszych badań także inteligencja społeczna, socjalna, czy emocjonalna. Osławiony test IQ wykazuje wiele słabości. Po pierwsze, nie jest rzetelny w sensie naukowym. Człowiek, który rozwiązał sto testów tego typu osiągnie niewątpliwie lepsze wyniki  niż nowicjusz. A przecież test tego rodzaju powinien określać inteligencję w sposób obiektywny, jako cechę niezależną od procesu uczenia się. Drugim elementem nierzetelności testu IQ jest konieczność wykonania go w określonym czasie, co jest dla niektórych ludzi czynnikiem stresogennym, wpływającym na wynik. Genialne rozwiązanie wymaga czasem długiego namysłu. No i wreszcie koronny argument- wielu koryfeuszy nauki i kultury osiągnęło w teście IQ mierne wyniki. Moim skromnym zdaniem ów test nie jest testem na inteligencję, ale testem na umiejętność rozwiązywania krzyżówek i innych gierek umysłowych.
Tym samym tropem poszła Joanna Szczepkowska w Wysokich obcasach, opisując swoje perypetie z tzw. Narodowym Testem Inteligencji: Pytanie 6: Które z podanych słów ma to samo znaczenie co konflikt? Sprzeczność, przeszkoda, przymus, problem. Prawidłowy wynik brzmi: sprzeczność. Ale przecież u ludzi kulturalnych, sprzeczność nie musi budzić konfliktu. Natomiast kiedy już nastąpi konflikt, to niewątpliwie wynika problem. Według mojego doświadczenia i moich obserwacji, konflikt ma to samo znaczenie co problem. Pytanie 56: Rodzina wygrywa na loterii 70 000 PLN. Rodzice dzielą wygraną między troje dzieci. Najstarsze otrzyma dwa razy więcej niż środkowe, a najmłodsze połowę tego, co środkowe. Ile dostanie środkowe dziecko: 10 000, 16 000, 20 000, 15 000. Ja tego nie mogę obliczyć spokojnie w ciągu 40 sekund! I ja żądam sprawiedliwości dla środkowego dziecka! I dla najmłodszego! Jak już się dzieli między dzieci, to równo! Przecież to się odbije na stosunkach w przyszłości! Podsumowując: na 65 punktów mam dobrych odpowiedzi 25. Włosy mi stają na głowie, kiedy pomyślę, że dano mi dyplom wyższej uczelni, jestem hasłem w encyklopedii, jurorem NIKE i autorką felietonów na całą stronę. Jeżeli to wszystko pomnożyć przez liczbę ludzi, którym udzieliłam jakichś rad listownie bądź przy kawie, to szkody, które mogłam wyrządzić nieświadoma swojej klinicznej głupoty, są paraliżujące. Przerażające są jednak uproszczenia dokonywane przez autorów testów, istotne również, jako zjawisko dla problemu przekładu. Zadanie zawarte w teście jest swoistym komunikatem i domaga się interpretacji przez odbiorcę. Zastrzeżenia sformułowane przez Joannę Szczepkowską są najzupełniej słuszne. Autorzy testu nie uwzględnili bowiem potencjału interpretacyjnego swoich zadań, zakładając niesłusznie, że istnieje jedyne poprawne rozwiązanie, jedyna możliwa i dopuszczalna interpretacja. Jeżeli spytamy, które z poniższych słów nie pasuje do pozostałych, odpowiedzi mogą być różne i zależne od sposobu interpretacji zadania: człowiek, piesek, żaba, krzew. Na przykład: 1) nie pasuje człowiek, boma duszę, reszta to przedstawiciele flory i fauny; 2) nie pasuje krzew, bo to roślina, pozostali, to przedstawiciele fauny; 3)nie pasuje piesek, bo to jest zdrobnienie, a inne nie; 4) nie pasuje krzew, bo to jest słowo jednosylabowe, pozostałe są dwusylabowe; 5)nie pasuje żaba, bo jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego. Okazuje sięz zatem, że test IQ, tak samo, jak proces tłumaczenia, zawiera zależnie od interpretacji wiele możliwych rozwiązań. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Poniedziałek, 30 września 2013
W wielu kulturach, język sugeruje istnienie różnicy między człowiekiem i zwierzęciem, chociaż już Linneusz odważył się zaliczyć gatunek homo sapiens do fauny. Po polsku krowa zdycha, ale człowiek umiera. Natomiast po niemiecku czynności takie jak picie i jedzenie w odniesieniu do zwierząt nazywają się inaczej (saufen, fressen). Po niemiecku FriedhofAutofriedhof i Hunderfriedhof to cmentarze. Język polski dokonuje zróznicowania: cmentarz, cmentarzysko samochodów i grzebowisko dla psów. Widocznie nie wszyscy chcą uświadomić sobie na poziomie użycia języka marność własnego przemijania. Gdy porównamy inteligencję zwierząt z inteligencją komputerów, dostrzeżemy istotne różnice. Zwierzęta odczuwają emocje (strach, radość, agresję), co jest potwierdzalne i sprawdzalne na płaszczyźnie fizjologicznej i hormonalnej, dokonują działań wolicjonalnych, zmierzających do osiągnięcia określonego celu, mają doświadczenie i wiedzę o otaczającym ich świecie. I następne pytanie: czy umieją kłamać? Umiejętność kłamania jest swoistym testem na inteligencję, oznacza bowiem dwutorowość myślenia, na zasadzie „myślę co innego, niż mówię”. Czym jest kłamstwo? To pozornie proste pytanie wcale nie jest łatwe. Wypowiedź ewidentnie fałszywa i jako taka postrzegalna dla odbiorcy nie jest kłamstwem. Jeżeli powiem, że mam cztery głowy, nikt tego nie potraktuje jako kłamstwa. Natomiast, jeżeli powiem do żony, że mam ważną naradę, a mówiąc to, wiem, że wybieram się do kochanki, będzie to typowe kłamstwo, w którym intencja nadawcy komunikatu i zawarta w nim informacja oraz rzeczywista wiedza są ze sobą sprzeczne. Nie zawsze jednak komunikat wysłany, jako świadomie zastosowane kłamstwo osiąga pożadany skutek. Kłamstwo czy mimikra sugerują, że zdolność komunikowania się (mniej lub bardziej świadomie) dana jest nie tylko człowiekowi. Ale mimo wszystko w mocy pozostaje początek Ewangelii św. Jana: Na początku było słowo, z którym nadaremnie zmagał się Faust. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Wtorek, 1 października 2013
Sir Patrick Macrory, formerly a Director of Unilever and the Bank of Ireland. A jeweller’s shop in Dublin was robbed in broad daylight and Pat, an eye-witness, rushed to the police station panting with excitement. „I saw it all” he said „and, ma, ye’ll never believe it! There was this damned great elephant comes lumbering down Grafton Street, smashes the window with his tusks, puts in his trunk, scoops out all the jewels and away he goes” „Boys, oh boys!” said the sergeant, „I’ve never heard the like of that. Was he an Indian elephant or an African elephant?” „How do ye tell the difference?” asked Pat. „Well, you see”, said sergeant, „an Indian elephant has wee small ears which keeps close to his head, but an African elephant has great big floppy ears which stick out. Which sort of ears did this fella have?” „Oh, I couldn’t tell ye that”, said Pat, „sure, wasn’t he wearing a stocking mask!” (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 2 października 2013
After Christ’s College, Cambridge, Colin Dexter spent his life in education. He also wrote detective stories featuring a certain Chief Inspector Morse, for which he was fortunate enough to win several awards. On October 2nd, 1999, Colin Dexter said of the death of Inspector Morse: „I’m sad to see Morse go, but in the end it  was the only way to end the era and I am quite content with the final result”. A tip from Colin Dexter: The beginning is one half of the deed. If you are faced with a difficult or lengthy assignment, do something about it immediately. Get started. Almost every language has its own variant on the Latin proverb „Initium est dimidium facti”- The beginning is one half  of the deed.
Colin Dexter adds: It was in particular as a writer that I found this as good a piece of advice as any I ever received. Where stuck with starting a book, a chapter, an essay, an article- anything- I learned to forget about writing the finest sentence ever penned, and learned instead to write the worst sentence ever penned. Provided that I started, provided that I did something, the gods seemed generally to smile upon me and show me the way forward. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Czwartek, 3 października 2013
Tłumaczenie jest procesem, w wyniku którego powstaje nowy tekst. Zarówno sam proces, jak i ostateczna postać tekstu tłumaczenia zdeterminowane są przez wiele-często nieprzewidywalnych- czynników, wynikających z „zanurzenia” oryginału w sytuacji komunikacyjnej A i koniecznego „dopasowania” przekładu do sytuacji komunikacyjnej B. Proces tłumaczenia wymaga nie tylko optymalnej znajomości obu języków, zbliżonej do bilingwizmu lingwistycznego i kulturowego, ale także specyficznej kompetencji translatorycznej, wiedzy merytorycznej i terminologicznej, a także wiedzy dotyczącej konkretnego procesu przekładu. W trakcie procesu tłumaczenia translator dokonuje szeregu rozstrzygnięć określonych przez dany proces przekładu, co jest swego rodzaju sztuką. Proces ten wymaga hierarchizacji elementów komunikatu (na wszystkich poziomach) i wypracowania odpowiednich strategii. Wiele decyzji zdeterminowanych jest przez normę języka docelowego, sytuację i rodzaj komunikatu, oczekiwania adresata, niektóre jednak zależą od subiektywnej oceny dokonującego przekładu. Teksty oryginału i przekładu nigdy nie będą identyczne. Tak zwana dosłowność jest w tym przypadku kryterium prowadzącym na manowce. Pożądana jest tożsamość efektu komunikacyjnego (we wszystkich możliwych do osiągnięcia aspektach), realizowana często za pomocą bardzo różnych środków językowych. Wszelkie ustalenia teoretyczne mają w praktyce jedynie charakter pomocniczy, niemożliwe jest bowiem stworzenie teorii przekładu przewidującej a priori wszelkie możliwe problemy. Mimo to pewna powtarzalność określonych trudności może ostrzec tłumacza przed popełnieniem typowego błędu. Mimo koniecznych i nieusuwalnych różnic miedzy oryginałem i przekładem, tłumaczenie jest jedynym możliwym- i w rezultacie bardzo pożądanym- sposobem komunikowania sie ludzi posługujących się różnymi językami i należącymi do różnych kultur. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 4 października 2013
The Hon. Sir Alan Mocatta, O.B.E., a High Court Judge. A young man was just back from his first trip to Israel. When asked how he liked it, he said: „It was splendid. We saw the whole country from Dan to Beer Sheba. Do you know I always thought they were husband and wife- just like Sodom and Gomorrah”. One woman talking to another: „I always take two hot water bottles to bed- in case one leaks. On of gin, another of tonic”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Sobota, 5 października 2013
Interferencja. Najogólniej jest to wpływ jednego języka na drugi. Jest to tzw. interferencja zewnętrzna, albo międzyjęzykowa czyli interlingwalna. Każda osoba ucząca się języka obcego doświadczyła negatywnegowpływu języka ojczystego na opanowanywłaśnie język obcy. Ten negatywny wpływ dotyczy wszystkich podsystemów języka, zarówno w planie wyrażania, jak i w planie treści. Tak zwany obcy akcent wynika właśnie z interferencji – automatycznego przenoszenia nawyków artykulacyjnych języka ojczystego na język obcy. Nawyki te są u osoby dorosłej tak silne, że tylko długotrwałe ćwiczenia doprowadzić mogą do, w miarę, poprawnej artykulacji w języku obcym. Jedynie dzieci, u których wykształcenie nawyków artykulacyjnych jeszcze się nie zakończyło, są w stanie bez większych trudności opanować wymowę języka obcego. Są to prawdy powszechnie znane. Tłumacz dokonujący tłumaczeń ustnych powinien zwracać szczególną uwagę na fonetyczną poprawność wypowiedzi i dążyć do możliwie najdoskonalszej wymowy, jest to bowiem nie tylko „wymowne” świadectwo jego kompetencji, ale także ważny czynnik ułatwiający zrozumienie komunikatu nadawanego „kanałem akustycznym”, często za pomocą urządzeń technicznych (konferencje), w przypadku których, błędna wymowa, akcentowanie czy intonacja doprowadzić mogą do istotnego zniekształcenia sensu wypowiedzi. Wpływ języka ojczystego na język obcy nie kończy się na kwestii fonetycznej realizacji wypowiedzi. Ulegając językowym nawykom, tłumacz bardzo często dosłownie odwzorowuje kolokacje języka ojczystego w obcym, preferuje struktury gramatyczne właściwe dla języka ojczystego, przenosi bezrefleksyjnie związki frazeologiczne i idiomy na grunt języka docelowego. Ten negatywny wpływ języka ojczystego jest w tekście tłumaczenia na ogół rozpoznawalny i sprawia, że przekład brzmi nienaturalnie. Pragnąc uniknąć błędów typu interferecyjnego, tłumacz powinien wykorzystać kontrastywny opis danej pary języków. W ujęciu kontrastywnym ważne są różnice systemowe , powtarzające się na zasadzie ogólnych prawidłowości. Specyficznym problemem jest interferencja typu kulturowego. Tłumacz przenosi wtedy określone zachowania językowe własnej wspólnoty komunikacyjnej na teren społeczności docelowej. Może to być np. natrętne używanie nazwiska albo nadmierna tytułomania. Istnieje także interferencja wewnętrzna, intralingwalna. Przyswajając sobie dany system językowy, dokonujemy tego za pomocą kolejnych przybliżeń, czyli aproksymacji. Każde z takich przybliżeń traktujemy na danym etapie nauki jak prawdę absolutną, nie dopuszczając istnienia wyjątków. Ucząc się angielskiego, dowiadujemy się stosunkowo szybko, że liczba mnoga tworzona jest przez dodanie -s do rzeczownika. Powoduje to tworzenie błednych form typu womans i mans albo kwalifikowanie form typu news jako liczby mnogiej. „Winien” jest tu sam system języka angielskiego sugerujący takie podejście. A oto kilka przykładów interferencji wewnętrznej dotyczacych nauki języka polskiego przez pewną Niemkę. W jej wypowiedziach przez długi czas uporczywie pojawiało się wyrażenie „herbata z cytrynem”, co mogło dziwić, bo po niemiecku cytryna to też dziewczyna (die Zitrone). W tym jednak wypadku interferencja języka ojczystego, a więc zewnętrzna, okazała się słabsza niż wewnętrzna. Wyrażenie „herbata z cytrynem” wraz z rozszerzeniem się kompetencji językowej po pewnym czasie zanikło. Podobny problem stwarzały Niemce jednosylabowe feminia polskie  typu rzecz, kość, twarz, będące w istocie wyjątkami. Ale interferencja wewnętrzna była źródłem wypowiedzi w rodzaju: Ona ma koński twarzPies dostał dobry kośćPoproszę o jodowany sól. Inaczej rzecz się miała ze zdaniem: Ten pieczeń rzymski był dobry, bo pieczeń po niemiecku der Braten,zadziałała więc interferencja zewnętrzna. Na koniec przytoczę jeszcze jedno autentyczne zdanie, świadczące o niewątpliwych trudnościach z nauką języków: Oczekiwam przeprosin. Mój honor uszczerbnął. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 6 października 2013
Stephen Hearst was born on October 6th 1919. He has worked  in broadcasting since 1954, first as writer and producer of documentaries, then as Head of Arts Feature, BBC and Controller Radio 3. He has also written essays and contributed articles on broadcasting issues.
A tip from Stephen Hearst: Don’t lose your capacity for doubting. Faith is the distance spanning belief and evidence. Sod’s law tells us that what can go wrong, will. The law of unforeseen consequences says that effects of deliberate actions are unpredictable. Doubting helps us to bear the burden of both laws. Stephen Hearst adds: As a rough contemporary of Hitler, Stalin, Mao Tse Tung and Pol Pot, doubting their fanatical ideologies made it easier for me to resist them and to think that democracy, with all its weaknesses, would eventually prevail. The moment somebody, in public or private, says „Let me make it absolutely clear”, start doubting at once. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Poniedziałek, 7 października 2013
Lieut.-Colonel Sir John Dring, Indian Political Service (retired) In the depths of winter, years ago, the newly appointed Governor-General of Canada was due to be welcomed on his arrival in Ottawa. The train drew to a halt opposite the red carpet, some A.D.C.s jumped out, the local dignitaries stood to attention, the guard of honour presented arms and the band prepared to play the National Anthem, but, alas, there was no Governor-General. He had not been warned of the weather extremes and at the last moment had found his teeth frozen solid in their bathroom glass! (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 9 października 2013
Joe Ashton was born on October 9th 1933. He has been a Labour Member of Parliament representing Bassetlaw for over 30 years. He was the winner of the What the Papers Say award for Columnist of the Year in 1984 and is the author of a novel, and a play, A Majority of One. Distress, not stress, is the killer. It is not stress that kills you. It is distress. Enjoy the stress. Realise that distress is the killer.
Joe Ashton adds: The job span of an average football manager is about two years- highly paid, but totally dependent on the performance of other people in highly competitive business where league table statistics don’t lie and are the only criteria. All new managers are told that it is distress, not stress, which brings on heart attack. Stress is when their team is playing at Manchester United and winning 1-0 with five minutes to go. Distress is playing at Manchester United and losing 5-0 half an hour to go. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Czwartek, 10 października 2013
Mit nieprzetłumaczalności. Istnieje utrwalone przekonanie o  zjawisku nieprzetłumaczlności absolutnej, to znaczy, że pewne teksty lub ich rodzaje są ze swojej natury niemożliwe do przełożenia. Problem jest względny. Powołując się na Romana Jakobsona, można przywołać jego koncepcję equivalence in difference. W odniesieniu do przekładu dobrze nie oznacza tak samo, wręcz przeciwnie, ten sam efekt osiągamyróżnymi środkami i tak być musi, ponieważ oryginał i przekład różnią się od siebie jako teksty (ale nie powinny się od siebie różnić jako komunikaty). Tłumacze posługują się też z natury rzeczy innym kodem językowym, różnym od języka wyjściowego zarówno jako system znaków i jego reprezentacja w mowie (langue et parole) jak i innym usytuowaniem w odniesieniu do rzeczywistości pozajęzykowej. Sam terminwierność jest więc wielce mylący, sugeruje bowiem odwzorowanie, kopiowanie i stąd wielokrotnie przytaczane słowa o kobietach albo pięknych, albo wiernych, o arrasach flamandzkich widzianych z drugiej strony (mit brzydkiego kaczątka), o przejrzystej szybie (tłumaczu, którego istnienia nie powinno się z pozycji czytelnika zauważać). Także pozornie bardzo precyzyjny i naukowo brzmiący termin adekwatny jest zawoalowanym synonimem określenia wierny-spytajmy tylko: adekwatny wobec czego? Postaci językowej oryginału? Intencji autora? Zawartości treściowej komunikatu? Jego walorów estetycznych? Jakobsonowskie equivalence in differencebardziej oddaje, moim zdaniem, istotę zjawiska; ekwiwalent najczęściej jest paradoksalnie „bytem nieidentycznym”, a więc ze swej natury w jakiś sposób różnym…nieadekwatnym?!  (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 11 października 2013
Języki opisujące kontinuum rzeczywistości pozajęzykowej czynią to w sposób charakterystyczny dla każdego z nich. Dla tłumacza oznacza to specyficzne trudności polegające na konkretyzacji, różnicowaniu znaczenia, konieczności wprowadzenia nowych, nieznanych terminów, wręcz kreatywności językowej umożliwiającej przyswojenie nieznanych zjawisk przez odbiorcę przekładu. W zakresie znaczeń pragmatycznych trudności te jeszcze bardziej się nawarstwaiją. O ile w przypadku znaczeń referencyjnych istnieje tertium w postaci wielu doświadczeń wspólnych dla wszystkich ludzi, o tyle znacznie bardziej dowolne są relacje typu pragmatycznego wynikające z relacji emocjonalnych, socjologicznych i historycznych włąściwych dla danej wspólnoty komunikacyjnej. Można przyjąć a priori, że chyba każdy język atworzył okreslenie na głowę, nie każdy jednak język musiał wykształcić synonimy o konkretnym nacechowaniu stylistycznym. I tak w niemieckim mamy określenie Kopf (neutralne) i Haupt (podniosłe). Polszczyzna nie dysponuje takim podniosłym odpowiednikiem, niemieckie złożenia typu StaatsoberhauptFamilienoberhaupt tłumaczymy więc jako „głowa państwa”, „głowa rodziny”. My z kolei mamy w zasobie leksykalnym słowo „łeb”, które w odniesieniu do zwierząt jest neutralne, przeniesione na ludzi może być nacechowane pejoratywnie, np. w sformułowaniu „co ci do łba strzeliło”. Za jego pomocą można również wyrazić podziw- „Kowalski to ma łeb”. Porównując dowolną parę języków dostrzeżemyw sferze znaczeń pragmatycznych bardzo istotne różnice , co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na proces tłumaczenia. Tłumacz powinien możliwie adekwatnie oddać nie tylko znaczenie referencyjne przekładu, ale także znaczenie pragmatyczne, zabarwienie stylistyczne i konotacje. Dotyczy to zwłaszcza tekstów z zakresu literatury pięknej, publicystyki i reklamy. Zadanie to jest niekiedy bardzo trudne. Nawet rodzimy użytkownik języka nie zawsze jest w stanie okreslić zabarwienie stylistyczne danego leksemu. W Siedlcach przeprowadzono test, w którym oznaczenia z zestawów zapisanych w porządku alfabetycznym lub dowolnym trzeba było ustawić w ciągu od minimum cechy gradacji do maksimum, np. 1) antypatyczny, nieestetyczny, nieapetyczny, brzydki, niegustowny, niemiły, nieprzyjemny, okropny, nieurodziwy, obmierzły, odrażający, odpychający, obskurny, nieładny; 2) bałwan, cielę, cymbał, ciemięga, gamoń, kretyn, debil, hebes, imbecyl, matoł, matołek, półgłówek, tępak, tuman, głupiec, głuptas, głupek, duren, jołop, kiep, osioł, zakuty łeb, zakuta pała; 3) stukać, kołatać, tłuc, bębnić, walić, bić. Rozrzut między odpowiedziami była bardzo znaczny. Niejednokrotnie wystapiły różnice nawet o kilkanaście pozycji w szeregu. Tłumacz przekładający z języka obcego na ojczysty nie zawsze właściwie wychwytuje stylistyczne nacechowanie danego wyrażenia czy zwrotu, mimo, że w pełni rozumie jego znaczenie referencyjne. Niejako „na wszelki wypadek” daje odpowiednik neutralny, nienacechowany pod względem pragmatycznym. Powoduje to swoiste spłaszczenie stylistycznego zróżnicowania tekstu. Czasami zdarza się, że tłumacz błędnie interpretuje kwalifikację stylistyczną i na przykład zamiast żartobliwego daje odpowiednik podniosły. Jest to – wbrew pozorom- zjawisko bardzo częste. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 12 października 2013
Norman Tebbit was born on March 29th 1931. An airline pilot by profession, he later served 22 years in the House of Commons, eight years as an MP and six years in the Cabinet. He was secretary of state for employment, secretary of state for trade and industry and chairman of the Conservative Party. He is now a journalist and columnist. So long as you survive is a tip from The Rt Hon. Lord Tebbit. Remember, no experience, however awful, is entirely bad- as long as you survive. October 12th 1984 was the day of the Brighton bombing, when Norman Tebbit and his wife, who remains wheelchair-bound, were seriously injured in the IRA attempt to murder Margaret Thatcher and her Cabinet. (Seize the Day. 366 tips from extraordinary ordinary people).
Niedziela, 13 października 2013
Sir Olaf Caroe, K.C.S.I., Governor, N.W. Frontier Province, India 1946-47 David Somervell, scion of the famous Quaker family that founded „K” shoes at Kendall, Cumbria, was the eldest son of a Harrow schoolmaster and did the well-known abridgement of the Great History by Arnold Toynbee. David was also a notable wit, in a solemn way. He had been a master at Tonbridge School. On retirement he went to close-by Benenden, a well-known girls’ school. On being asked what it was like at Benenden, he replied: „Like a calm in a teacup”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Poniedzialek, 14 października 2013
Martin Palmer was born on October 14th 1953. He is secretary general of the Alliance of Religions and Conservation which works worldwide on religiously-based environmental projects. He has written over 30 books on all aspects of religion and is a particular expert on Chinese religion. He notes that October 14th is also the date of the Battle of Hastings.
A tip from Martin Palmer: Let your soul catch up with your body. Never leave for a journey without sitting still for a few minutes to let your soul catch up with your body. This piece of traditional Russian Orthodox wisdom was given to me by a dear friend in Moscow. I spend a great deal of time travelling, leaping from one country and culture to another. His advice means that as you are about to leave the hotel room, or home, to travel and your bags are packed, sit down and stop for just a minute or two. This has two wonderful consequences. It does allow your soul to catch up with your body. You focus and rest and prepare all at once. The other useful consequence is that you often suddenly spot something you meant to pack. Martin Palmer adds: This works, believe me. It may seem crazy to stop and sit at exactly the moment you feel you should be rushing. But perhaps the reason this works and leaves you feeling little more relaxed is because it reminds you of what is important in life- your well-being- and puts all those pressures of time and life in a slower perspective. I just wish I always remembered this tip- but I don’t. (Seize the Day.366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Wtorek, 15 października 2013
Professor John H. Horlock, F.R.S., Vice-Chancellor, Open University On my first visit to the university, I lost my way in South Manchester. I stopped and asked an elderly policeman: „How can I get to Salford University, please?” „Young man”, he replied, „you have to work hard”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 16 października 2013
Allegra Taylor was born on December 23rd 1940. She is the author of several books, also a practising healer and workshop leader. She is married to filmmaker Richard Taylor and they have six grown-up children and 11 grandchildren. August 16th is their wedding anniversary.
A tip from Allegra Taylor: Loving the distance. My tip is taken from Rainer Maria Rilke’s Letters: „Once the realisation is accepted that, even between the closest of human beings, infinite distances continue to exist, then a wonderful living side by side can grow up- if they succeed in loving the distance between them which makes it possible for each to see the other whole against the sky”.
Allegra Taylor adds: I have given this tip to quite a few young friends starting out on the relationship path. I’m sure it is a major contributory factor in my enduring love for my partner Richard and his for me in our 40-odd years of marriage. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Piątek, 18 października 2013
Zdrobnienia. „Kubuś Puchatek różni się znacznie od swego angielskiego pierwowzoru. Irena Tuwim, pragnąc przybliżyć polskiemu czytelnikowi tekst oryginału, dostosowała go do kanonów obowiązujących w polskiej literaturze dziecięcej. Zmieniona została warstwa stylistyczna utworu. W polskim tekście pełno jest spieszczeń i zdrobnień, które nie występują w oryginale, bohaterowie przemawiają językiem dziecinnym”. (Od tłumacza, Monika Adamczyk). W wypowiedzi tej niedostrzezona zostaje pragmatycznie i socjolingwistycznie uwarunkowana konieczność używania zdrobnień w tekstach adresowanych do dzieci i opisujących świat dziecięcy w językach takich, jak np. polski i czeski. O ile w angielskim i niemieckim Bear i Bär nie są zdrobnieniami, o tyle nie sposób po polsku i po czesku pisać zawsze Niedźwiedź i Medved, musi pojawić się też Miś, Misiek i Misio, i wynika to z systemowych możliwości języka i skonwencjonalizowanych sposobów jego użycia w konkretnych sytuacjach. Nawet przeciwna zdrobnieniom Monika Adamczyk używa słowa Misiek. Co począć z Misiem o Bardzo Małym Rozumku, który zgodnie z oryginałem mógłby nawet być Niedźwiedziem o Bardzo Małym Umyśle… Tekst mówiący o zwierzątkach ze Stumilowego Lasu opisuje z konieczności części ich ciała i ubrania oraz inne przedmioty. Konwencja językowa polszczyzny i również języka czeskiego wymaga niejako użycia zdrobnień: uszko, płaszczyk, kapelusik, serdaczek, łapa, łapka, pracka. Zdrobnienia odnoszą się także do imion własnych. Irena Tuwim, oprócz podstawowej formy Kłapouchy, używa też innych, emocjonalnie nacechowanych spieszczeń, wzmagających niewątpliwie oddziaływanie tekstu na polskojezyczne dziecko: Kłapouchy, Kłapounio, Kłapousio, Kłapouszek. Podobną metodę emocjonalnej intensyfikacji poprzez zdrobnienia zastosowała I. Tuwim w pamiętnej scenie, gdy grający na moście uczesticy zabawy w „Misie-Patysie” oczekiwali na pojawienie się zwycięskiego patyka. Rozentuzjazmowany Prosiaczek, mający szansę na wygraną, zaklinal swój patyk trzykrotnym powtórzeniem stick, stick, stick. Irena Tuwim, jako jedyna spośród analizowanych tłumaczy, oprócz powtórzenia, dokonała też emocjonalnego wzmocnienia poprzez użycie zdrobnień na zasadzie „odwróconego komparatywu”- patyku, patyczku, patysiu.Było to mozliwe dzieki systemowym możliwościom języka polskiego. Winnie-the-Pooh Milnego zawiera liczne błędy językowe i ortograficzne, które są błędami świadomymi i estetycznie sfunkcjonalizowanymi. Naśladują one typowe blędy popełniane przez dzieci, zarówno  w pisowni, jak i w oglądzie i postrzeganiu świata. Typowym przykładem jest pisownia słowa honey (hunny) na garnku z miodem. Tłumacze starają się zrekonstruować błąd na zasadzie pisowni fonetycznej: hunny, honich, mjut, met. Nieco bardziej skomplikowane są wysiłki Sowy, która próbuje napisać happy birthday to you. Co z tego wychodzi, widać we wszystkich przekładach: Hipy papy bhthuthdth thuthda bthuthdy Z pąwiąsząwaniem urorurodziurodzin (Tuwim) Spo popo sopopoposopo wawa awanjem rouro rourodzin (Adamczyk) Hiry lerz Nuckwünsch uzm Bubu bugebu burzkat Mnomo hoho šete zetĭ (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński)
Sobota, 19 października 2013
October 19thBeing Your Higher Self. Your Higher Self is the part of you that connects with the universal power source: it connects you spiritually. It can transcend the minutiae of life and is able to see the larger perspective. It speaks to you through you intuition and flashes of insight. Become your Higher Self and become aware of the Higher Selves of everyone you meet. Know that we all have a wise and knowing Self that gives us faith, endurance, compassion and kindness. Reach for the best in others- we are all spiritual beings. (365 Inspirations for a Great Life, Lynda Field).
Poniedziałek, 21 października 2013
Walter James, Principal, St. Catharine’s, Windsor Great Park; Former Editor, The Times Educational Supplement. 1) Sir Robert Waley-Cohen, when he was Chairman of Shell, was asked why the company recruited so many young men who had got „First” in Greats (Philosophy and Ancient History) at Oxford. „It is because”, he replied, „they sell more oil”. 2) Noël Coward was listening to a famous, even notorious, actress extolling her husband’s virtues. „As soon as I saw George”, she said, „I knew he was the man I wanted to be the father of all my children”. „And was he?” Noël asked. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous)
Środa, 23 października 2013
Anita Roddick was born on October 23rd 1942 in Littlehampton, on England’s south coast. In 1976 she opened The Body Shop, a small shop in Brighton where she sold naturally-based cosmetics inspired in part by ingredients she had come across on her world travels. Over two decades, The Body Shop has grown into a global business with over 1,700 shops in 48 countries. It campaigns internationally on behalf of human rights and animal protection. A tip from Anita Roddick, OBE: Travel: a university without walls. Get out of your chair and move. Travel turns your whole life into an experiential education. It makes you think for yourself and helps you challenge everything you’ve been taught in school. Travel is an essential rite of passage for the activist.
Anita Roddick adds: I trained as a teacher. In 1962 I won a scholarship to study on a kibbutz in Israel to complete my thesis. My experiences in Israel convinced me that teaching was never going to be enough for me. I had a bad case of itchy feet. I worked for the United Nations in Geneva for a year and saved enough money for a ticket to Tahiti. Then I roamed around the Southern Hemisphere for a while. It was a seminal time in my life. The people I met, the things I saw, became the foundation for everything I subsequently did. Plus. I learned how truly advantageous  fearlessness is. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Czwartek, 24 października 2013
Tłumaczenia literackie cd. Utrwalone w tradycji literackiej wielu kultur systemy wersyfikacyjne są strukturami o zasięgu ponadjęzykowym. Sonet na przykład, pojawia się w literaturach europejskich w podobnej postaci niezależnie od języka danej literatury. Język nie jest jednak bez znaczenia. Sonet włoski i sonet szekspirowski różnią się od siebie schematem rymów. Odmienność układu rymów wynika z niejednakowego „potencjału rymotwórczego” języka włoskiego i angielskiego. Włoszczyzna dysponuje, dzięki końcówkom fleksyjnym, bogactwem rymów nieporównywalnym z analitycznym językiem angielskim, stąd schemat rymów angielskich jest znacznie bardziej liberalny niż włoski. Prozodia i system wokaliczny danego języka determinują w sposób oczywisty możliwość stosowania określonego metrum, co sprawia na przykład, że heksametr jedynie z trudnością da się przeszczepić na grunt języka polskiego, nie znającego samogłosek długich i krótkich. Podobnie, stały akcent na przedostatniej sylabie powoduje w polszczyźnie ubóstwo rymów męskich. Tak więc, mimo pozornej tożsamości schematów wersyfikacyjnych spełniają one w różnych językach różne funkcje i nieporozumieniem jest częste ich porównywanie tylko ze względu na identyczność układu miar metrycznych, budowy stroficznej i rymów. Aleksandryn ma inne znaczenie w poezji francuskiej (wers epicki), inne zaś w niemieckiej tradycji literackiej (poezja baroku i rokoka), a próby „wiernego” naśladowania trzynastozgłoskowca w niemieckich przekładach Pana Tadeusza dały efekty co najmniej mizerne. To samo dotyczy przekładu Fausta na język polski. Niektóre typy wiersza, jak na przykładknittelvers, w ogóle nie mają w polszyźnie odpowiednika, inne (pieciostopowy wers jambiczny, trymetr, tetrametr) są słabo ugruntowane. Tak więc, również w przypadku przekładu miar metrycznych uzasadnione wydaje się stosowanie zasad ekwiwalencji fukcjonalnej. Słusznie postapił zatem Herman Buddensieg tłumacząc Pana Tadeusza heksametrem, a więc wersem w zasadzie epickim, tym bardziej, że pierwotną inspiracją Miczkiewicza był epos Goethego Herman i Dorota, w tym właśnie metrum napisany. Trudność przekładu mowy wiązanej skłania wielu tłumaczy do rezygnacji z rekonstrukcji rymów. Jest to być może rozwiązanie słuszne w przypadku języka angielskiego dysponującego niewielkim potencjałem rymotwórczym, jednakowoż giętka i fleksyjnie bogata polszczyzna ma niewątpliwie dostateczną moc środków wyrazu, by zrekonstruować bardzo skomplikowane nawet struktury wersyfikacyjne. Z tej przyczyny, sonet czy oktawa są w literaturze polskiej od dawna zadomowione. Współcześni tłumacze sięgać też mogą po ugruntowane w nowszej poezji polskiej asonanse, co dodatkowo wzbogaca potencjał rymotwórczy. Przekład utworów rymowanych, mowy wiązanej, z rzeczy samej daje tłumaczowi znaczną wolność dokonywania substytucji, opuszczeń, uzupełnień i inwersji, a więc czterech podstawowych „transformacji” zachodzących w procesie translacji. Nadmienić należy, że napisanie sonetu jest- abstrahując od treści- czynnością znacznie łatwiejszą niż przekład tego typu wiersza, albowiem nie zdeterminowaną istnieniem oryginału. Tylko za cenę wolności dokonywania określonych transformacji i przekształceń zadanie to w ogóle jest wykonalne. (Mity przekładoznawstwa, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 25 października 2013
Renée Asherson graduated from the Webber-Douglas Academy of Dramatic Art and her first big break was to play the part of Princess Katherine in the Laurence Olivier film of Shakespeare’s Henry V- hence the placing of this tip on St Crispin’s Day, the anniversary of Henry V’s victory at the Battle of Agincourt on October 25th 1415. Renée Asherson married the actor Robert Donat and is still active in the theatre after a long career in theatre, film and television. Tips from Renée Asherson: „To thine own self be true, And it must follow, as the night the day, Thou canst not then be false to any man” (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people)
Sobota, 26 października 2013
Sir Robert Booth, C.B.E., T.D. Chairman, National Exhibition Centre. It was one of those late-night flights and soon after take-off I was about to settle down when the stewardess appeared. She was exceedingly good-looking and wearing a uniform which was so tight I could hardly breathe. Maybe it was the champagne, but I suddenly heard myself speaking aloud the subconscious thought: „Where have you been all my life?” The beautiful creature must have heard, for she paused, smiled and said: „Well, I don’t really know sir, but I guess that for about two-thirds of it, I hadn’t even been born”  (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 30 października 2013
Patty Dann was born on October 30th 1953. Her most recent book is The Baby Boat: A memoir of an adoption. Sha has also written a novel Mermaids, which has been translated into five language and has been made into a film starring Cher and Winona Ryder. She teaches memoir and fiction classes in New York. Never hitch your wagon to a star. Never hitch your wagon to a star, or you will remain a wagon. Do not be impressed by status or fame. Seeking your own will only make you sick, and trying to be close to someone who has it will sap your energy. Do your work, nobody else’s. You have no other choice.
Patty Dann adds: My father told me this when I was a child, and I never understood what it meant until I was offered a job answering fan mail for a world-famous ballet dancer. At first I was lured by his name and the thought of being in the same room with him, but I heeded my father’s words and became a teacher, which I love, and which also gives me time for my own writing. If I had done the other, I would have gone to more dinner parties and had nothing to show for it but some extra weight. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Piątek, 1 listopada 2013
TEST. Zastąpić jak najwięcej wyrazów wymiennymi wyrazami lub wyrażeniami bez zasadniczej zmiany treści (pożądane jest przytoczenie kilku wariantów). 1) Przedstawiciel firmy wręczył jej czerwone róże i z atencją ucałował w rękę. 2) Ale niech mi pan teraz wytłumaczy, co do tego ma Oscar Wilde? 3) Jestem współpracownikiem pewnego pisma- odrzekł wreszcie lekarz. 4) To nie był mój typ- dodała łaskawie. – Pan rozumie. 5) Niech sie pan nie fatyguje; jestem zdrowa- odrzekła chłodno niewiasta.  A oto wyniki testu:
1) przedstawiciel- reprezentant (reprezentujący), pracownik, wysłannik, agent, posrednik, współpracownik, urzędnik, delegat (delegowany) firmy- przedsiębiorstwa, zakładu, instytucji wręczył-  ofiarował, podał (dał), obdarował, przekazał jej- kobiecie, pani X czerwone róże- pąsowe, płomienne, purpurowe, szkarłatne, kwiaty, gerbery, bukiet czerwonych kwiatów, wiązankę szkarłatnych róż z atencją- z szacunkiem, uszanowaniem, wyrazem największego szacunku, respektem, uwielbieniem, galanterią, uroczyście, z czcią, poważaniem, skupieniem, powagą, pełen rewerencji, z czołobitnościąucałował- pocałował, złożył pocałunek, pochylił sie nad jej ręką, cmoknął w rękę- dłoń, prawicę, podaną rękę
2) Ale niech mi pan teraz…- proszę mi…, lecz nich mi kolega…, jednakże proszę mi…, dobrze, ale proszę mi… wytłumaczy- wyjaśni (wyjaśnić), objaśnić, powiedzieć (powie) co do tego ma- co z tym ma wspólnego, jaki ma z tym związek, jaki ma to związek z, w jaki sposób sie to wiąże z, dlaczego to jest związane z, jaki wpływ na to ma, dlaczego kojarzy pan tę sprawę z Oscar Wilde- angielski pisarz, autor Słowika i róży
3) jestem współpracownikiem pewnego pisma…- współpracuję z…, pisuję do…, pisuję korespondencje do pewnego czasopisma…, pisuję artykuły do…, pracuję dla pewnego tygodnika, pracuję dla redakcji…, jestem zatrudniony w redakcji, współpracuję z pewna gazetą, redakcją, czasopismem, wydawnictwem, jednym dziennikiem, jestem współpracownikiem pewnej gazety, wydawnictwa, jednego z periodyków, piszę od czasu do czasu do pewnego periodyka odrzekł- odpowiedział, rzekł, odparł, oświadczył, oznajmił, odezwał się wreszcie- w końcu, na koniec, po chwili, po krótkiej przerwie, po chwili namysłu, po namyśle, po zastanowieniu, po chwili milczenia, na zakończenie lekarz- doktor, medyk, pracownik służby zdrowia, eskulap
4) to nie był mój typ- nie był w moim typie (guście), nie podobał mi się, on mi się wcale nie podobał, to nie był człowiek (facet) w moim typie (guście), to nie był mężczyzna, który mógłby mi się podobać, taki typ mi nie odpowiadał, to nie było to, czego pragnęłam, to nie był mój ideał dodała- dorzuciła, powiedziała, uzupełniła łaskawie- życzliwie, przychylnie, przyjaźnie, uprzejmie (z uprzejmością), z uśmiechem, miękkim głosem, protekcjonalnie pan rozumie- wie pan, o co chodzi; no wie pan; to chyba zrozumiałe; wie pan, co mam na myśli; pan pojmuje; teraz pan rozumie; pan przyswaja
5) niech się pan nie fatyguje- proszę się nie trudzić, szkoda pańskiej fatygi, niech się pan nie trudzi, szkoda pańskiego czasu, nie potrzebuję pomocy, niech pan sobie nie zadaje trudu, niech pan sobie nie przeszkadza, prosze sobie nie robić kłopotu, niech pan sie nie przejmuje, prosze sobie nie zawracać (zaprzątać) głowy, dziękuję panu, proszę się nie fatygować; niech pan się nie kłopocze (troszczy) jestem zdrowa- nic mi nie jest, nie jestem chora, nic mi nie dolega, czuję się dobrze, mój stan zdrowia jest dobry chłodno (odrzekła)- ozięble, oschle, chłodnym tonem, sucho, zimno, szorstko, z rezerwą, obojętnie niewiasta- kobieta, starsza pani Analizując wyniki przeprowadzonego testu, musimy pamiętać, że odpowiedniki podane przez uczestników badania są w pewnym sensie subiektywne i zalezne od poczucia językowego testowanych osób.
Niewątpliwie można część propozycji zakwestionować jako zbyt swobodne, można też przytoczone ciągi synonimów uzupełnić dalszymi propozycjami. Istotne jest, że każde z pięciu podanych zdań można „przeparafrazować” czyli przetłumaczyć intralingwalnie na bardzo wiele sposobów. Różnice występujące pomiędzy poszczególnymi zamiennikami powyższego testu przypominają różnice występujące między oryginałem a przekładem w tłumaczeniu interlingwalnym, czyli pomiędzy parą języków. Możemy sobie wyobrazić, że podane przez osoby testowane propozycje są retlanslacjami z różnych języków. Porównując je miedzy sobą, dostrzezemy przesunięcia znaczeń, substytucje, generalizacje, konkretyzacja, zmiany zabarwienia stylistycznego, zmiany kategorii gramatycznych na leksykalne i odwrotnie itp., a więc zjawiska typowe dla tłumaczenia z języka na język. Jednakże- pomijając nieliczne wyjątki- propozycje zmian formalno-językowych dokonane przez uczestników testu nie zmieniają treści powyższych zdań w sposób zasadniczy, jedynie w niewielki sposób je modyfikują. Róznica semantyczna pomiędzy „niech pan się nie fatyguje” a „proszę się nie trudzić”, „pan rozumie” i „pan wie co mam na myśli” jest minimalna, natomiast „pan przyswaja” różni się już pod względem pragmatycznym. Podobnie (logicznie) równoważne są wypowiedzi „jestem zdrowa” i „nie jestem chora”. Takie zjawiska, jak entymatyczność tekstu i przekład intralingwalny przemawiają, moim zdaniem, za tezą ogólnej przetłumaczalności, wykazują bowiem, że formalnojęzykowe różnice między tekstami opisującymi te same wydarzenia są dla przekazu treści mniej istotne niż mogłoby się wydawać. (Vademecum tłumacza, prof. Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 3 listopada 2013
Sir Ludovic Kennedy was born in Edinburgh on November 3rd 1919. For 35 years he was a presenter of television programmes and maker of television documentaries. He has written a dozen books, on miscarriages of criminal justice, naval history, Scotland and atheism. He was knighted in 1994 and has been married for more than 50 years to the former prima ballerina and actress, Moira Shearer.
A tip from Sir Ludovic Kennedy: If in doubt, don’t. If in doubt, don’t. Second thoughts are often best. Don’t go along with the crowd on any matter if you feel it’s against your nature. Don’t do anything for a „dare” or to impress, because to do so may well end in tears. Sir Ludovic
Kennedy adds: Where the tip came from, I’ve no idea, but I do know that if I followed it in my early life, I would have been spared much anguish, embarrassment, regret, remorse, etc. One learns as one gets older, but to learn young is bonus. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Poniedziałek, 4 listopada 2013
Professor Huw Morris-Jones. Head of Department of Social Theory, University College of North Wales, Bangor. A memorial tablet in a church in Simla (India): „Sacred to the memory of Brigadier Lancelot David Warnock of the Royal Hussars, who was accidentally killed by his batman on October 5th 1872″. „Well done, thou good and faithful servant”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Sobota, 9 listopada 2013
Nicolas Freeling was born on March 3rd 1927. He has been writing crime novels since 1960. A European all his life, he is married to a Dutch woman and lives between France and Germany, but remains an obstinate Londoner. His books have been published, and are read, all over the world. Charles de Gaulle, who is mentioned below, died on November 9th 1970.
A tip from Nicolas Freeling is an aphorism by General de Gaulle: Further up, less crowd. Nicolas Freeling adds: I have myself committed every idiocy known, and a great deal that was abject. What is essential- I am quite certain- is that we take responsibility. We are answerable for what we do, and this is what we must not forget, nor evade. „Freedom” is not the liberty to do as we please and blame everyone else for the consequences. No doubt, you have also got drunk, committed adultery, stolen from the poor: just don’t claim that you couldn’t help it. If this sounds smug and priggish, very well, accept that too. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people)
Niedziela, 10 listopada 2013
En España se desayuna entre las 7.00 y las 9.00 de la mañana. El desayuno es muy flojo. Se suele tomar café con leche, tostadas, magdalenas y mermelada.
l516o_desayuno El almuerzo o la comida se toma entre las 2.00 y las 3.00 de la tarde. Se suelen comer tres platos: uno de verduras o arroz, luego un plato de carne o pescado y el postre, que es de fruta o dulces. Con la comida se toma vino y después del postre café. Entre las 5.00 y las 6.00 de la tarde los niños suelen merendar. La merienda consiste de un bocadillo o fruta. La cena es también una comida fuerte. Los españoles suelen cenar entre las 9.00 y 10.00 de la noche. Toman huevos, queso, jamón, tortillas, etc. Importante: Se come mucho pan blanco con todos los platos.
Poniedziałek, 11 listopada 2013
Ronald Hayman was born on May 4th 1932. His books include biographies of Jung, Thomas Mann, Proust, Sartre and Kafka. His plays include Playing the Wife. He broadcasts, appears on television and reviews books. He got married on November 11th 1969.
A tip from Ronald Hayman: Listening to the whisper. Never ignore the small voice that’s almost inaudible. It feels as if it’s coming from somewhere inside the head, and maybe it comes from the unconscious or semi-conscious or the same twilight area you can explore late at night when you’re almost asleep or in the early morning when you’re not quite awake.
Ronald Hayman adds: The most serious mistake I’ve ever made have resulted from ignoring this advice, though I first gave it to myself- by which I mean the whisper gave it to me- a long time ago. The good thing about mistakes that are serious enough is that not all the consequences are bad. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Czwartek, 14 listopada 2013
Sir Robert Lusty, Publisher. A famous author of many best-sellers died and in his Will requested that ten percent of his ashes should be scattered over his literary agent. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Piątek, 15 listopada 2013
Dawn Elizabeth Airey was born on November 15th 1960. She was first controller, then director of programme planning at Central Television until 1992. She then went on to be controller of daytime programmes at ITV Network Centre from 1993 to 1994 and between 1994 and 1996 she was controller of arts and entertainment for Channel 4. Dawn has been director of programmes for Channel 5 since 1996. A tip from Dawn Airey: Self-confidence. Work like you don’t need money, love like you’ve never been hurt, and dance like nobody’s watching. Dawn Airey adds: This piece of advice from my first boss was advocating total self-confidence in the face of adversity. Throughout my career, I have often found myself as the youngest and only female and subject to considerable scepticism and a certain degree of verbal abuse; but confidence in oneself always ensured success. (Seize the Day. 366 tips from extraordinary ordinary people).
Niedziela, 17 listopada 2013
Instead of looking back only at negative events in your life, try remembering your successes. Every one has had some,  however small. Think of as many as you can. For some people, simply knowing the reason for their low view of themselves can be enough to help overcome it. Many of us do not take the time to think about the cause of our negativity; we just accept it as part of our nature. But, once you can see that the fault was not yours but lay in your upbringing, you may not need to cling on to that false impression of yourself any longer. Once you have learned to reduce self-criticism and improve your self-image, you will be less likely to suffer from the otherwise damaging words and actions of difficult people. (Ursula Markham, How to deal with difficult people).
Poniedziałek, 18 listopada 2013
Viscount De L”Isle, Chairman, Freedom Association One fine spring day I was speaking to a group of school children in a small town in Western Australia. I told them: ”You are lucky to live in such a beautiful countryside, truly a land flowing with milk and honey„. Where does that come from? I asked a small girl. „Cows and bees” came the unhesitating reply.(Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Wtorek, 19 listopada 2013
Tłumaczenie wyjaśniająceType-writer, to maszyna do pisania, Fleischwolf, to maszynka do mielenia mięsa, bigos to Sauerkraut gemischt mit Fleisch und Wurst. Tłumaczenie wyjaśniające korzysta z wielokrotnie podkreślanego faktu, że w zasadzie każdy język może opisać nową rzeczywistość. Przytoczone realia można wyjasnić dokonując na ogół generalizującego opisu, np. ciupaga- laska z rękojeścią w formie brzeszczotu siekiery, typowy element folkloru Tatr; barszcz- zupa z czerwonych buraków; sejm- izba niższa polskiego parlamentu; osiemnastka- uroczystość z okazji uzyskania pełnoletności; parapetówka- przyjęcie zorganizowane z okazji wprowadzenia się do nowego mieszkania. Inną metodą uzupełniania brakującego ekwiwalentu jest znalezienie analogonu- analogicznego, choć nie identycznego, elementu rzeczywistości występującego na obszarze języka docelowego. Takim analogicznym (choć nie identycznym) odpowiednikiem pierogów są Maultaschen, którymi można delektować się w Szwabii. Bardzo często na określenie zjawiska pozbawionego ekwiwalentu wykreowane zostaje nowe słowo, czyli neologizm. W ten sposób dokonano spolszczenia aerodromu na lotnisko. Słowo train w znaczeniu ogona u sukni, zostało w polszczyźnie poddane transkrypcji na tren. Gdy jednak pojawia się kolej i train zyskał nowe znaczenie, stworzono odpowiednik pociąg. Nota bene, tren również ciągnie się po ziemi. Czesi ten sam element ciągnięcia czy wleczenia zilustrowali słowem vlak. Niemieckie słowo Zug również odnosi się do ciągnięcia. W innym kierunku poszli Rosjanie, akcentując aspekt jazdy-поезд. Dla podkreślenia narodowej odrębności wiele nacji próbowało zastąpić zapożyczenia i internacjonalizmy określeniami pochodzącymi z własnego języka. Już w pierwszej połowie XVII wieku powstały w Niemczech towarzystwa zajmujące się pielęgnacją literatury i języka, m.in. Towarzystwo Owocodajne, które propagowały zastąpienie wyrazów obcego pochodzenia rodzimymi neologizmami. Propozycje szły tak daleko, że zamiast nosa (die Nase), pochodzącego z łaciny (nasum), utworzono dziwoląg- Gesichtserker, czyli „wykusz twarzy”. Niemal tyle samo fantazji wykazali polscy „czyściciele języka”. Osławione „cichostępy” zamiast pantofli, „krytnia” zamiast dachu. Niektóre z tych propozycji nawet się przyjęły w niektórych środowiskach, np. podomka lub porannik zamiast szlafroka, cedzak zamiast durszlaka, strug zamiast hebla. Szczególnie radykalni okazali się Czesi, którzy nawet słowo teatr zastąpili określeniem divadlo (polskim odpowiednikiem byłaby „patrzalnia” lub „patrzydło”). Narodowi socjaliści zgermanizowali Telephon na bardziej swojsko brzmiący Fernsprecher. Gdybyśmy poszli tym samym tropem, telefon nazywałby się po polsku „dalekomównik”. Tłumacz rzadko ma okazję tworzenia takich neologizmów, czasem jednak zmusza go do tego konkretna sytuacja. W danym tekście czy rozmowie funkcjonują one w charakterze okazjonalnych tworów, tzw. okazjonalizmów, jednorazowych określeń, czy tworów  językowych. Reasumując, mimo znacznych niekiedy różnic w zakresie znaczeń referencyjnych w komunikatach językowych, treści można wyrazić w dowolnym języku. Często wymaga to jednak od tłumacza dużej elastyczności i oderwania się od konkretnej postaci językowej oryginału na rzecz przekazywanych treści i zamierzonych celów komunikacji, a nawet kreatywności językowej. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Czwartek, 21 listopada 2013
Kate Clanchy was born in Glasgow on June 11th 1965. Her two collections of poetry, Slattern andSamarkand, have won six literary awards. She lives in Oxford with her husband and son. She comments: On November 21st 1997, in fear and trembling, I resign my teaching post. Years on, I still expect the deputy head to appear at my writing desk and tell me I should be covering 7A.
A tip from Kate Clanchy: Be wary of persuading yourself into a big acquisition. If you find yourself counting the merits of any big acquisition- an expensive shirt, a house, a marriage- and persuading yourselfwhy you should like it, leave it alone. Your most private and outrageous observation is also often the one most likely to be shared by others. After the age of thirty, the path of excess gives you a much worse headache.
Kate Clanchy adds: I am rather bossy and like dispensing advice, but these are the only bits I could honestly say were useful. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Piątek, 22 listopada 2013
Michael Pertwee, Playwright and Screenwriter. There was this old Indian chief on a reservation, who was reputed to have a quite incredible memory for anything that had ever happened to him or been said to him. I was taken to see him as quite a young man and the friend who took me asked the old chief what he had had for breakfast exactly twenty-four years earlier to the day. After a brief pause the old man said: „Four eggs”. Fifteen years later by chance, I happened to be back at the same spot and, to my amazement, I saw the old chief still sitting in his same place. I hurried up to him and in traditional fashion said: „How!” To which, without hesitation, he replied: „Fried”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Sobota, 23 listopada 2013
 Sevilla, la ciudad más importante de Andalucίa, se halla situada al sur de Madrid, a 542 kilómetros por carretera. Por ella pasa el rίo Guadalquivir, al que los romanos llamaron Betis. Es puerto fluvial y escala de muchas compañίas de navigación españolas y extranjeras. También está excelentemente comunicada por tierra y aire. Desde el aeropuerto (San Pablo) hay vuelos directos a Alicante, Barcelona, Bilbao, Canarias, Madrid, Málaga, Palma de Mallorca, Santiago de Compostela y Valencia. La structura urbana de Sevilla, cuya población supera los 600.000 habitantes, fue cómo evitar el calor del verano. Por eso tiene tantas calles estrechas, pasajes y plazas pequeñas. Las casas, en gran parte habitadas por una sola familia, suelen ser blancas, con flores en las ventanas, y muchas de ellas tienen un patio, herencia a la vez romana y oriental.
Niedziela, 24 listopada 2013
W języku polskim istniała końcówka o wdzięcznej postaci Ówka. W sytuacjach oficjalnych nazywała się sufiksem derywacyjnym, nie lubiłą jednak tego miana, ponieważ zmieniało jej subtelną kobiecość w obco brzmiący, zmaskulinizowany sufiks. Znacznie bardziej wolała określenie „końcówka”, a ponieważ często wpadała w narcyzm, a nawet samouwielbienie, cieszyło ją szczególnie, że jej własna istota zawarta jest w jej nazwie końc-Ówka. Należąc do wielkiej rodziny znaków językowych, zdawała sobie sprawę, że każdy znak powinien mieć jakieś znaczenie. Oczywiście wiedziała, że istnieją twory językowe jedynie imitujące znaki, a nawet całe teksty składające się z takich niby-słów, jak na przykład taka wdzięczna strofka, w której i ona sama występowała: Eso smilo rando/ Opulnei brówka/ Rovod tila giando/ E ogonel wuwka. Otóż Ówka, zapytana o to, co właściwie znaczy, musiałaby odpowiedzieć nic albo bardzo wiele. Zazdrościła kuzynom i kuzynkom o wyraźnie określonym znaczeniu. Szczególnie nie lubiła przedrostka anty, wydawał jej się bowiem antypatyczny. Ale, jak to w bajce bywa, pojawił się pewnego dnia szlachetny książę Interpretary zwany Translatorem. Niestety, inaczej niż w większości bajek, nie możemy napisać, że żyli długo i szczęśliwie i wszystko skończyło się dobrze. Podobnie, jak w życiu, problemy pojawiły się dopiero później. W trakcie licznych podróży do królestw innych języków Ówka nie zawsze dowiadywała się, co naprawdę znaczy. Bywało, że sam Interpretary czuł się niepewnie i mętnie kręcił. Dotarli jednak do krainy, w której Ówka poczuła się wreszcie doceniona. Było to  Królestwo Germanii. Niezwykle solidni i dokładni mieszkańcy tego państwa w każdym niemal przypadku domagali się określenia jej tożsamości. Język niemiecki zdradza szczególną skłonność do tworzenia złożeń (komposita). Polskie wyrazy z końcówką -ówka tłumaczone są zazwyczaj właśnie za pomocą dwuczłonowych złożeń. Charakter takiego złożenia wymaga, aby w trakcie tłumaczenia bliżej nieokreślone znaczenie -ówki zostało dokładnie wyeksplikowane: podstawówka- Grundschule- szkoła podstawowa ciężarówka- Lastwagen- samochód ciężarowy makówka- Mohnkapsel- główka maku szampanówka- Sektflöte- „flet” do szampana? Podobnie dzieje się w przypadku takich leksemów, jak „probówka”- Reagenzglas, „kranówka” – Leitungswasser itd. Ówka za każdym razem domaga się dookreślenia. Trudności pojawiają się w przypadku, gdy -ówkę można różnie interpretować, a z kontekstu nie wynika, o co chodzi. A zatem: „siatkówka”- gra lub część oka, „parówka”- kiełbaska lub łaźnia parowa, „wiatrówka”- kurtka lub karabinek. Niekiedy -ówka zostaje zastosowana w sposób okazjonalny. Wbrew słownikowi, zdanie: „Zastrajkowała stalówka” niekoniecznie oznacza kłopoty z piórem, ale np. strajk w przemyśle stalowym. Bywa, że konkretne znaczenie -ówki wymaga pewnej wiedzy. Nie każdy cudzoziemiec domyśli się od razu, że ogonówka to szynka, karkówka to rodzaj pieczeni wieprzowej, piersiówka to mała płaska butelka. Czasami wiedza ta ma charakter informacji odnoszącej się do historii, polityki czy realiów. Kadrówka, to Pierwsza Brygada, Filmówka, to Szkoła Filmowa w Łodzi, maciejówka, leninówka i degolówka, to różne rodzaje czapek; Pigoniówka, to bursa imienia profesora Pigonia w Krakowie. Skromny przykład -ówki pokazuje, jak dalece fenomeny wewnątrzsystemowe wpływać mogą na rozumienie tekstu i proces przekładu. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Poniedziałek, 25 listopada 2013
Sir Henry Lushington, Formely Superintendent, Metropolitan Police, Flt.-Lieutenant Sunday supper is always an informal meal with my family; one weekend we had asked a young man down. On the Sunday evening at about eight o’clock my elder daughter said: „I hope you don’t mind, Nicholas, but we always have Sunday supper on our knees”. She, her younger sister and my wife left the room to fetch the food, and I was busy getting the drinks. On their return to the room they found Nicholas kneeling down in front of his chair waiting for his supper! (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Środa, 27 listopada 2013
Adam Thorpe was born in Paris  on December 5th 1956 and brought up in India, Cameroon and England. After stints in theatre and teaching he became a full-time writer and is the author of three books of poetry, three novels as well as plays for stage and radio, and a volume of short stories. He lives in France with his wife and three children; November 27th is his wedding anniversary.
A tip from Adam Thorpe: Hypnopompic advice.
Adam Thorpe adds: As a writer, I frequently experience such snags in the creative current, particularly in relation to plot or character or sometimes (in a poem) to a particular line. I almost always solve them by the hypnopompic method. The last sentence in the central section on my novel Pieces of Light appeared in such a way,and it was used by a reviewer to sum up the novel:” A certain long moment lost in Africa”. There is something strange and magical about it and I was very grateful when it sang through my emerging consciousness. The only two peoms I have ever written in French appeared intact in the same way- and I didn’t even ask for them. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Czwartek, 28 listopada 2013
Sir Robert Dent, Formerly Clerk of Public Bills, House of Common. Mother (at the end of an attempt to persuade her daughter to walk to the local town to save fuel): „After all, what were you given two legs for?” „Oh, cried the daughter, one for the accelerator and one for tha brake”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Piątek, 29 listopada 2013
Michael Robson was born on November 29th 1931. Following national service in the Royal Air Force, he read English at St Edmund Hall, Oxford. He is a writer of drama for  film, TV, radio and theatre, and a writer and director of documentaries. He has reviewed regularly for the Times Literary Supplement and Books & Bookmen. His screenplays include The 39 Steps and The Water Babies. His military documentaries include The Battle of Arnhem. He is passionate about the preservation of the disciplines of English Language and Literature.
A tip from Michael Robson: Never let your intellect slide into neutral. Michael Robson adds: As a writer I’ve always worked from home, and tend to regard home as my sole domain during working hours. I need the solitude. When my wife returns from her place of work, she’s delighted to relax and we can exchange our individual news of the day. So our relationship remains fresh and unstressed. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Poniedziałek, 2 grudnia 2013
 Translation: No des explicaciones. Tus amigos no las necesitan y tus enemigos no te creerán.
Wtorek, 3 grudnia 2013
tłumaczeniem intersemiotycznym spotykamy się na co dzień, wypełniając przekaz pocztowy np. 200 (słownie: dwieście złotych), nawet tego nie zauważając. Dokonujemy w tym momencie zamiany znaków jednego systemu (cyfry) na znaki innego systemu (język naturalny); podobnie, gdy odczytujemy zapis 2×2=4, jako „dwa razy dwa równa się cztery”. To samo zjawisko zachodzi w przypadku symboli chemicznych i zapisów reakcji. F=żelazo, CO=tlenek węgla, H2O= woda, C2H5OH=alkohol etylowy, H2SO4=kwas siarkowy, KCN=cyjanek potasu. Wprowadzenie symboli chemicznych było wielkim postępem, umożliwiało precyzyjny zapis reakcji, ich substratów i produktów. Alchemicy- protoplaści dzisiejszych chemików- wynajdywali dla różnych związków chemicznych obrazowe nazwy typu: „biała lilia”, „czerwony lew”, „młoda królowa”. Retorta nazywana była „sypialnią”, sama zaś reakcja chemiczna kojarzona była z aktem miłosnym. Innym spotykanym na co dzień przykładem tłumaczenia intersemiotycznego jest tzw. legenda mapy. Znaki niewerbalne oznaczające miasta określonej wielkości, drogi, mosty, rzeki, wzniesienia, lasy, parki, cmentarze, granice itp. zostają wyjaśnione w danym języku naturalnym. Tak samo, gdy jadąc samochodem w charakterze pasażera, ostrzegamy kierowcę: „Uważaj, będzie zwężenie drogi”, przekładamy treść znaku drogowego na język naturalny. W ten sam sposób postępuje pilot kierowcy rajdowego czytając mapę. Na dworcach spotykamy tzw. piktogramy oznaczające np. poczekalnię, przechowalnię bagażu, kasy biletowe, schody, restaurację itp. Wspomniane wyżej systemy znaków niewerbalnych mają zazwyczaj zasięg międzynarodowy. Zdarzają sie jednak drobne różnice, uzupełnienia. W Niemczech istnieje znak przedstawiający schematyczny rysunek kościoła i to w dwóch wersjach- żółtej i fioletowej. Żółta oznacza kościół katolicki, fioletowa ewangelicki. Przynależność do określonej wspólnoty komunikacyjnej powodować może mylną interpretację znaku- pewien przebywający nad Wisłą Amerykanin zinterpretował znak drogowy
(zakaz wjazdu pojazdów zaprzęgowych), jako „droga rekreacyjna dla ludzi uprawiających hippikę”, nie przyszło mu bowiem do głowy, że po polskich drogach poruszają się jeszcze pojazdy zaprzęgowe. Kwestia tłumaczenia intersemiotycznego ma dla praktyki przekładu znaczenie raczej marginalne. Znajomość używanych na obszarze danej kultury znaków niewerbalnych i ich obowiązujących (standardowych) odpowiedników w danym języku należy jednak do szeroko pojętej kompetencji kulturowej, a czasem i fachowej tłumacza. Przekład tekstów specjalistycznych z wielu dziedzin wymaga w oczywisty sposób znajomości określonych symboli i oznaczeń oraz umiejętności przełożenia ich na dany język naturalny. Mimo miedzynarodowego charakteru większości wspomnianych znaków niewerbalnych, w różnych wspólnotach komunikacyjnych występują drobne różnice mogące prowadzić do nieporozumień. Na przykład w Polsce toaletę męską i damską oznacza się czasem trójkącikiem i kółkiem. W Austrii spotkać można niekiedy oznaczenie toalet za pomocą dwóch trójkącików, jeden z nich zwrócony jest wierzchołkiem do góry, drugi w dół. Mężczyzna z Polski przyzwyczajony do znacznej wymowy trójkącika, może mieć kłopoty…(Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Niedziela, 8 grudnia 2013
Louis de Berniéres was born on December 8th 1954. He had many dead-end jobs- including soldier, private tutor, mechanic and landscape gardener- before writing a novel whilst in laster with a broken leg. He is now a full time writer, and „occasionally does things on the radio”. Captain Corelli’s Mandolin, his fourth novel, has sold over three million copies.
A tip from Louis de Berniéres: Don’t let anyone else become your whole world. If you let anyone else become your whole world, you will be heartbroken when they leave when they die. There is no suffering greater than a broken heart, and sometimes the healing of it  can take years. It is possible to love wholeheartedly with a sense of letting go, and you should spread your love amongst several people so that no one has to groan beneath the awful weight of it all. This is the kind of love that will bring happiness even after someone has gone. It is also the kind of love that makes it easier for others to love you in return. Louis de Berniéres adds: This is advice that results from the pain that I brought upon myself earlier in life by loving too clumsily and too powerfully. When I was about 32, I decided that I had had enough of being unhappy, and decided to give it up. I had to learn life from scratch- and the above is one of the things I learned. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Wtorek, 10 grudnia 2013
Gramatykalność versus akceptabilność. Na pierwszy rzut oka wydaje się jasne i bezsporne, że posługując się regułami gramatycznymi danego języka, możemy z jego cegiełek- fonemów, morfemów i leksemów- zbudować nieskończoną ilość wypowiedzi. Jednak posługując się gramatyką, można kreować także wypowiedzi co prawda poprawne, ale całkowicie pozbawione sensu. Przytoczę słynne zdanie sformułowane przez Naoma Chomsky’ego: Colourless green ideas sleep furiously. To bezsensowne zdanie znaleźć by się jednak mogło w tekście dadaistów czy innych poetów eksperymentalnych, wystarczy przypomnieć np. Peiperowską mysz, która „przysiadła na westchnieniu”. W praktyce tłumaczenia, bardzo ważną rolę odgrywa tzw. uzus, to znaczy skonwencjonalizowany sposób używania języka. Wypowiedzi gramatycznie poprawne nie zawsze odpowiadają konwencji językowej. W życiorysie piszemy po polsku „urodziłem się” takiego a takiego dnia i jest to zgodne z uzusem. Z punktu widzenia poprawności gramatycznej możliwe byłby też „urodzono mnie”, czy „zostałem urodzony” (jak to jest w innych językach)- sformułowania te choć poprawne gramatycznie, są nieakceptabilne. Z nieograniczonego wprost bogactwa wszelkich gramatycznie możliwych wyrażeń, zwrotów, fraz i zdań, wspólnota komunikacyjna wybiera jedynie ich część i sankcjonuje je w użyciu, jako stereotypy językowe. Na co dzień nie jesteśmy poetami śniącymi o bezbarwnych, zielonych ideach, lecz trzeźwymi użytkownikami języka, zachowującymi się w określonej sytuacji tak, jak należy. „Proszę przyjąć najserdeczniejsze wyrazy współczucia”, „Jest mi niezwykle przykro”, „Czy ma pani dziś wolny wieczór?”, „Zwracam się z uprzejmą prośbą” i wiele innych. Znakomita większość formułowanych przez nas komunikatów ma postać standardową- życiorysy, podania, kondolencje, życzenia, a nawet zaloty różnych użytkowników tego samego języka sa do siebie podobne. Tłumacz powinien zawsze zdawać sobie sprawę z istnienia stereotypii jezykowej i zwroty konwencjonalne w języku oryginału oddawać podobnie skonwencjonalizowanymi jednostkami w języku przekładu. W przeciwnym razie zostanie co prawda zrozumiany, spotkać się jednak może z zarzutem, że „tak się nie pisze, tak się nie mówi”. Oprócz stereotypów językowych istnieją także heterotypy, sformułowania jednostkowe, indywidualne kreacje autorów wypowiedzi, występujące przede wszystkim w tekstach literackich (artystycznych). Przykładem tekstu nasyconego heterotypami może być znana strofa Leśmiana: W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem/ Zapodziani po głowy, przez długie godziny/, Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny/ Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. Porównanie tego wiersza ze zwykłym, zgrzebnym językiem codzienności, pozwala od razu rozpoznać heterotypy. Kto słyszał kiedykolwiek określenie „chruśniak”?. Zapodziać może się książka, ale człowiek? Znane jest określenie „po szyję”, ale „po głowy” jest nowością. No i jeszcze te „skrwawione na oślep palce”. Podobnym do heterotypów zjawiskiem są okazjonalizmy. Okazuje się, że w prywatnym życiu również bywamy poetami, kreatorami nowych form językowych; są to jednak chwilowe przebłyski geniuszu, skazane na zapomnienie. W procesie przekładu, stereotypy, heterotypy i okazjonalizmy wymagają od tłumacza szczególnej uwagi. Ekwiwalent danego stereotypu w języku docelowym również powinien być stereotypem. W przypadku heterotypów, akt tłumaczenia żąda kreatywności językowej, od której tłumacz zazwyczaj się uchyla, dając odpowiedniki neutralne. Okazjonalizmy również zostają na ogół zneutralizowane. Sporo trudności sprawia tłumaczowi przekładającemu z języka obcego zakwalifikowanie danej jednostki leksykalnej- rozpoznanie, czy jest to stereotyp, heterotyp czy okazjonalizm. Kreatywny przekład heterotypów i okazjonalizmów wymaga ogromnego wyczucia językowego. Zbliżają się one często do granic akceptabilności językowej. Zdarza się też, że naruszają normę językową, ale nie na zasadzie błędu, lecz próby kreatywnego rozszerzenia możliwości artykulacyjnych danego języka. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Piątek, 13 grudnia 2013
Benedict Allen, born on March 1st 1960, is an author and modern-day explorer. He has written eight books about his expeditions through such varied places as the Amazon, New Guinea and the Gobi Desert, and he has filmed several of his lone journeys for the BBC. His most recent series, Last of the Medicine Men, is an investigation into shamans, witchdoctors and medicine men worldwide. Laurens van der Post, who gave Allen his tip, was born on December 13th 1906.
A tip from Benedict Allen: Make haste slowly. We all have struggles, we all have frustrations. But remind yourself of where you are intending to go, and slowly, steadily, keep striding onward. Don’t allow others to distract you with their own ambitions for you, and one day you’ll wake up to find that you are there.
Benedict Allen adds: The South African author Laurens van der Post once gave me this advice when I was faltering in my determination to pursue my own style of exploration He scribbled it in  a book he signed for me- this, a Zulu saying of some sort- and died before I had a chance to understand it fully. To me, making haste slowly is all about not being caught up in the hectic swirl of life, but steadily making your own path. It’s not so easy to put it into action, but I’ve always, always found it a comfort to think of a young Zulu out there, striding across the veld, also mouthing such words. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Sobota, 14 grudnia 2013
Professor Stephen Denis  Garrett, Emeritus Professor of Mycology, University of Cambridge.
A bishop, addressing a school for small boys, remrked: „I can remember a dormitory with seven little boys in it. When the lights were turned out, six boys stayed in bed but the seventh got out, knelt down and said his prayers. Can you think of anything braver than that?” Boy: „Yes, sir, I can”. Bishop (somewhat startled):” Well, my little man, what is it?” Boy: „Well, sir, I can think of a dormitory with seven bishops in it. When the lights turned out, six bishops got out of bed, knelt down and said their prayers, but the seventh bishop stayed in bed”. (Pass the Port again. The best after-dinner stories of the famous).
Poniedziałek, 16 grudnia 2013
Sir Arthur Clarke, the science  fiction author, was born in Minehead, UK, on December 16th 1917 and now lives in Sri Lanka. While serving as an RAF radar officer in 1945, he published the theory of communications satellites, most of which operate in what is now called Clarke Orbit. He has won three Hugo and Nebula awards for his science fiction, and shared  an Oscar nomination for the film based on his novel in 2001: A Space Odyssey. Aged 81, he wrote: I have been affected by Post-Polio Syndrome since 1984 and can only manage a ten-hour working day assisted by nine secretaries in three continents.
A tip from Sir Arthur Clarke: Exploit the inevitable.
Sir Arthur Clarke adds: This advice may explain the usually optimistic and upbeat outlook. I have towards not only the present, but also the future- a subject which I have written occasionally. I’ve applied the advice in all sorts of situations over the decades. For instance, owing to a missed connection, I was once stranded at a remote Indian airport for a couple of days. So I used the opportunity to write a synopsis, which turned into one of my most successful books. (Seize the Day. 366 tips from famous and extraordinary ordinary people).
Wtorek, 17 grudnia 2013
Znaczenie referencyjne a proces przekładu. Różne języki w różny sposób opisują i segmentują rzeczywistość co stwarza szereg problemów praktycznych dla procesu tłumaczenia. Bardzo szybko okazuje się, że referenty znaków w róznych językach zazwyczaj nie odpowiadają sobie w stu procentach. Owszem, Glas, to szkło, ale także szklanka, słoik i kieliszek, Kirche, to wiśnia albo czereśnia, palec, to Finger albo Zeh, nie mówiąc już o wol czynor.  W dziedzinie pojęć abstrakcyjnych jest jeszcze gorzej. Macht to po polsku moc, ale też mocarstwo i władza, jednak nie we wszystkich kontekstach. Moc w sensie fizycznym i technicznym to Leistung, ale czasem także Kraft lub Stärke, Monteskiuszowski zaś podział władzy to Gewaltenteilung. Jeżeli otworzymy dowolny słownik, na przykłąd angielsko-polski Jana Stanisławskiego, okaże się, że słowo power ma wiele odpowiedników: moc, możność, możliwości, siła, energia, siły, zdolności, zdolność (w fizyce i chemii), władza, pełnomocnictwo, upowaznienie, moc prawna, mocarstwo, potęga (lotnicza, morska), uprawnienia, moce (niebieskie, piekielne), potęga, wykładnik potegi, kupa (moc, mnóstwo). Tłumacząc musimy bardzo często wybierać spośród wielu możliwych odpowiedników, zwłaszcza w sytuacji, gdy język docelowy opisuje rzeczywistość dokładniej niż język oryginału. Przykład: mamy przetłumaczyć niemieckie zdanie- Sie hielt ein Glas in der Hand. Trzymała w ręku…co? szklankę, kieliszek, słoik? Tłumacząc musimy uściślić, skonkretyzować nasz opis, takiej precyzji bowiem wymaga język docelowy. Wskazówek dotyczących takich konkretyzacji dostarcza nam zwykle kontekst. Jeżeli- w podanym wyżej niemieckim tekście- matka przynosi z piwnicy ogórki, był to zapewne słoik, jeżeli pito wodę mineralną, to szklanka, jeśli płynem był alkohol, będzie to zapewne kieliszek. Cóż jednak począć, gdy tekst nie dostarcza żadnej informacji na temat wspomnianego szklanego naczynia? To trudne pytanie, wynikające z faktu, że jezyk polski musi sprecyzować różnicę pomiedzy kieliszkiem, słoikiem, szklanką. Roman Jakobson zwrócił uwagę na to zjawisko w swoim eseju On Linguistic Aspects of Translation. Otóż języki różnią się między sobą nie tym, co mogą wyrazić, ale tym, co muszą wyrazić. System jednego języka zmusza często użytkownika do podania pewnych informacji. W przykładzie dotyczącym szkła był to przymus konkretyzacji. Zasada taka dotyczy jednak również innych informacji. Po angielsku i niemiecku osoba płci żeńskiej może powiedzieć: I was at the cinemaIch war im Kino, nie zdradzając faktu, że jest dziewczyną czy kobietą. Po polsku musi powiedzieć: Byłam w kinie. Nie jest to- wbrew pozorom- zagadnienie nieistotne. Wyobraźmy sobie powieść kryminalną napisana po niemiecku lub angielsku, w której sprawa płci przestępcy jest niezwykle ważna dla rozwiązania zagadki. Sprawaca pisze listy w pierwszej osobie w czasie przeszłym- nie wynika z nich jednak, czy jest mężczyzną czy kobietą. Tłumacz będzie miał nielichy orzech do zgryzienia chcąc przetłumaczyć owe listy na język polski nie zdradzając równocześnie płci ich autora. Podobnie rzecz się ma z niektórymi sonetami Szekspira, w których płeć opiewanej osoby nie jest jednoznaczna. Inny przykład: język polski w wielu sytuacjach, niejako automatycznie, różnicuje przedmioty zależnie od ich wielkości. Obok wielkości standardowej, np. książki, istnieje również książeczka i księga. A więc książeczka czekowa, oszczędnościowa, mieszkaniowa, ale księga pamiatkowa, księga gości. Automatycznie jednak o oknie od piwnicy czy strychu powiemy okienko, o niewielkim szyldzie z nazwiskiem i godzinami przyjęć lekarza- tabliczka. Odpowiedniki niemieckie, na przykład, tych wielkościowych sugestii nie zawierają, a więc Sparbuch, Gästebuch, Kellerfenster, Informationstafel. Tłumacząc z niemieckiego na polski trzeba zauważyć, czy przypadkiem nie należy zdrobnić Tafel (tablica) na tabliczka. Spójrzmy jednak w odwrotnym kierunku- синий i голубой przetłumaczymy, jako niebieski, zarówno wiśnię jak i czereśnię, jako Kirche, słoik, szklankę i kieliszek, jako Glas. Dokonamy w ten sposób generalizacji, a więc procesu odwrotnego do konkretyzacji używając określenia odnoszacego się do szerszego referentu. Bez wątpienia języki mogą wyrazić bardzo wiele w różny sposób. Kilkanaście rodzajów śniegu rozróżnianych przez Eskimosów można opisać w każdym dowolnym języku, również po polsku. Polszczyzna nie dysponuje jednak gotowymi leksemami, w opisie więc uciec się musimy do definicji, porównań, a nawet metafor, np. śnieg zbity, z granulkami lodu, śnieg ciężki i mokry, śnieg lekki, świeżo nawiany, śnieg jak puch, niebieskawy, żółtawy, podbiegnięty wodą itd. Założenie, że w naszym myśleniu, postrzeganiu świata jesteśmy więźniami języka, którego używamy, jest- moim zdaniem- zbyt daleko posunięte. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński)
Środa, 18 grudnia 2013
Sheila Thompson was born on June 18th 1927 in Dundee. When not working as a group psychotherapist and psychiatric social worker, and writing a number of books, she travelled the world with her husband and brought up her children in Kenya and then in New York. She now lives in Islington. Sam Wanamaker, US actor, director, producer, had a dream to rebuild Shakespeare’s Globe at the site of the original theatre and eventually raised the money to make it possible. He died on December 18th 1994. The new Globe Theatre officially opened in 1997. Tips from Sheila Thompson:
1. Remember that there is not such a thing as bad weather, only the wrong clothes. I was reminded of this when at Shakespeare’s Globe recently, in an evening of continuous downpour, the groundlings in plastic capes with hoods were also thoroughly enjoying the play. But the ill-equipped were having a miserable time and expending a lot of negative energy in looking balefully and accusingly at the skies. Many of them left at the interval
2. Take short views of human life. This advice recalls another quotation, source lost, „I have had many troubles in my life and most of them have never happened”
3. When faced with a big cock-up, stop and think how you can turn the situation to your advantage. I recall a formal „duty” dinner party where there was a power cut just as the food was being put in the oven. When the hostess had dried her tears and reassessed the possibilities, an array of candles was quickly assembled, pizzas were sent for some hoarded champagne brought out. That party is still remembered with great pleasure. (Seize the Day. 366 tips from famous extraordinary ordinary people).
Czwartek, 19 grudnia 2013
Pat Hartridge was born on October 13th 1934. In Oxford she spent a year as PA to Robert Maxwell before starting a family. She ran the Sunday Times Bestsellers. List from its inception in 1974 until her resignation when Rupert Murdoch took over the newspaper. On this date, December 19th, in 1984 she was told that she had contracted Legionnaires’ Disease and that she was lucky to be alive. The disease took ten years to recover from. Her experience of an isolation ward convinced her that the introduction of wildlife close to wards would be beneficial. The idea became a national project, Hospital Wildlife Gardens, in 1988. She now maintains (physically and financially) such a wildlife garden at the Churchill Hospital in Oxford.
A tip from Pat Hartridge: Belive in yourself. Have absolute faith in yourself and only discuss your idea or dream with people who also have faith in you. Take advice, but match it to your gut instincts. See criticism as a useful tool and use it positively to improve your idea. If you meet rejection from one quarter, approach the project from a different angle- if you feel the objection is valid.
Pat Hartridge adds: I have been lucky. I had a father who believed I could do anything, a history teacher who had confidence in me, and at 17, straight from school, I was thrown all sorts of work by a boss who assumed I would be able to do it- so I did. From the moment when I was told that blood tests showed the mysterious illness I had was Legionnaires’ Disease, I really tried to seize the day. The diagnosis gave me permission to convalesce- and that long convalescence gave me time to develop my latent interest in wildlife- albeit from a bedroom window. The hospital garden scheme seemed impossible to launch as I was so tired, but I won the Ecology prize from the Institute for Social Inventions in 1986 which gave public validity to the idea. With the prize came practical advice and publicity which I then used to push the idea as a national project. But even without the prize, I would have still believed in the idea. I’m just stubborn I suppose. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
Piątek, 20 grudnia 2013
Cd. Znaczenia referencyjne a proces przekładu. Wszelkie doświadczenia percepcyjne oraz ich kwalifikacje można wyrazić w istniejącym języku. Jeżeli język jest ubogi, terminologię można wyjaśniać i uzupełniać słowami lub wyrażeniami zapożyczonymi, neologizmami, zwrotami semantycznymi lub w ostateczności, omówieniem. W nowo powstałym literackim języku północnosyberyjskich Czukczów śruba określona jest, jako obracający się gwóźdźstal, jako twarde żelazopuszka, jako cienkie żelazokredapiszące mydłozegarekbijące serce. Nawet pozornie tak sprzeczne omówienia, jak elektryczny wóz konny czy latający parostatek (nazwa samolotu w języku Koriaków) nie utrudniają porozumiewania się, podobnie, jak nie ma żadnego semantycznego „zgrzytu” w podwójnym oksymoronie: cold beef-and-pork hot-dog. Na co dzień nie dostrzegamy takich zgrzytów semantycznych, zapominamy bowiem o etymologii różnych nazw i o sposobie, w jaki zostały utworzone. Kostka do gry nazwana została po polsku kostką, ponieważ te najdawniejsze kostki sporządzano z kości. O określeniu nowego przedmiotu zadecydował materiał, z którego został wykonany. Po niemiecku kostka, to rfel- do określenia przedmiotu wykorzystano fakt, że podczas gry kostkami się rzuca (werfen). O tym pochodzeniu słowa nie pamiętamy tworząc połączenia typu „plastikowa kostka”, „kostka cukru”, „kostka mydła” czy „kostka brukowa”. Sześcienna forma kostki okazała się w pewnym sensie dominująca usuwając w cień inne aspekty. Innym interesującym przykładem jest gąbka. Kto z nas nie słyszał porzekadła: „Pieczone gołąbki nie lecą same do gąbki”? Gąbka, to deminutivum, zdrobnienie od gęby, a więc gołąbki same nie wpadną do gęby/gąbki. Ale co ma gęba wspólnego z gąbką do mycia, pomijając zalecenie, że gębę gąbką myćnależy? Nota bene za absurdalne uznalibyśmy połączenie myć twarz twarzyczką. O pochodzeniu określenia gąbka zapomnieliśmy całkowicie i taki zgrzyt semantyczny nas nie razi. Wyjaśnienie- kiedyś używano gąbek naturalnych, wykorzystując elastyczny szkielet stworzenia żyjącego w morzu i składającego się z kolonii osobników, z których każdy miał niewielki otwór gębowy. I stąd gąbka. Niemieckie określenie gąbki Schwamm wzięło się stąd, że kolonie gąbek pływają (schwimmen) w morskiej wodzie. Podobnie, jak forma kostki, tak i natura gąbki uwolniła się od swego pierwowzoru. Istotna jest konsystencja, stąd przymiotnik gąbczasty odnoszący się do wszelkich przedmiotów o miękkiej, sprężystej konsystencji. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 21 grudnia 2013
Austriacy i Bawarczycy nazywają grzyby Schwammerl ze względu na ich gąbczastość. A więc rozważania nad językiem przeniosły nas z głębin oceanu do lasu, chociaż wcale nie musieliśmy tego zauważyć. Podobne przykłady można dowolnie mnożyć. Polskie określenie żarówka odwołuje się do jej konstrukcji (w środku żarzy się drucik), niemieckie również do gruszkowatej formy Glühbirne. Obecnie, po niemiecku, każdą żarówkę określić można skrótowo, jako Birne, choćby z gruszkowatą formą nie miała nic wspólnego. Przykład specyficznego zgrzytu semantycznego zasłyszany przez autora w sklepie spożywczym. Klient wskazujący swym wyglądem na zamiłowanie do napojów wyskokowych , zażądał lakonicznie od ekspedientki: Poproszę krowę konika! Krowa konika? Cóż to za monopolowy centaur? Okazuje się jednak, że w pewnych środowiskach „krowa” oznacza butelkę wódki o pojemności 0,75 litra. „Konik” natomiast to środowiskowe określenie wódki Krakus, której etykietka przedstawia krakusa na koniu. Tak więc „krowa konika” jest połączeniem najzupełniej logicznym. Opisując rzeczywistość posługujemy się- niczym poeci- metaforami, przenosząc cechy z jednego określenia na inne. Wydaje się nam, że stół ma nogę, butelka szyjkę, a walizka rączkę. W kiosku prosimy o bateryjki określane, jako paluszki. Jak widać, nasze postrzeganie świata jest w dużej mierze antropomorficzne, odnoszące często segmentację rzeczywistości do ludzkiego ciała, jego ruchów czy wyprostowanej postawy. Czas biegnie, to, co wysokie jest pozytywne, to, co upadło- negatywne.Wzrost, postęp, w ogóle wertykalność jest pozytywna, wznosić się, wysokie loty, wysoki stopień naukowy, wysokie odznaczenie, żyć na wysokiej stopie. Z drugiej strony- upadek, dekadencja, spadek akcji, obniżenie koniunktury, dołowanie itp. są to zjawiska wspólne dla wielu języków; w pewnym sensie mogą być postrzegane, jako uniwersalia. Hipoteza Sapira i Whorfa, w dużym uproszczeniu, mówi o tym, jak dalece język mówi nami, jak bardzo nieświadomie przez użytkownika, prawidłowości jego systemu wpływają na zachowania, reakcje społeczne, sposób postrzegania świata. W odleglejszej perspektywie mają determinować także myślenie. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Poniedziałek, 23 grudnia 2013
Jeśli myślenie pojmować będziemy, jako dynamiczny kompleks procesów zachodzących w świadomości i podświadomości, to oprócz myślenia czysto językowego pojawiają się obrazy i odczucia niewątpliwie w naszej psyche istniejące, ale językowo trudne (choć nie niemożliwe) do opisania. Wewnętrzna, psychiczna rzeczywistość człowieka jest o wiele bogatsza niż język, którym mówi. Jak słusznie zauważa Zimmer, przed uznaniem hipotezy, że język w sposób istotny determinuje nas i nasze postrzeganie świata, bronią sie przede wszystkim tłumacze i pisarze. Ci ostatni często dążą do wyrażenia tego, co odczuwalne i intuicyjnie wyobrażalne, a jednak nie istnieje w danym języku w postaci gotowych kategorii. Podobnie tłumacze, zadomowieni w dwóch lub nawet kilku językach i kulturach dostrzegają fakt, że język nie może determinować użytkownika w sposób ostateczny, że aby wyrazić treści przejęte z oryginału, trzeba często w języku docelowym przełamać pewne konwencje i „otworzyć” nowe światy. Whorf, badający język Indian Hopi, pod wieloma względami bardzo różny od języków indoeuropejskich, przyjął założenie, że to, co nie istnieje w języku, nie istnieje także w świadomości jego użytkowników. Wysunął tezę, że obraz świata Indian Hopi, także w zakresie takich podstawowych wyobrażeń, jak czas i przestrzeń, różni się znacznie od istniejących np. w angielskim czy niemieckim świecie kulturowym. Jest to mimo wszystkich argumentów wysuwanych przez zwolenników teorii, twierdzenie zbyt radykalne. Zdecydowanie przychylam się do podglądu Jakobsona, że wszelkie doświadczenia percepcyjne są w każdym języku zasadniczo wyrażalne, aczkolwiek na wiele różnych sposobów. Ten właśnie fakt umożliwia przekraczanie granic i kultur, którego motorem i sprawcą jest tłumaczenie. Nota bene, polskie słowotłumacz sugeruje istotną prawdę, że proces przekładu polega nie tylko na odnajdowaniu ekwiwalentu w języku docelowym, ale także na wytłumaczeniu, opisaniu istoty zjawiska. Inaczej bylibyśmy więźniami jezyków. Tak jednak nie jest. Wystarczy spojrzeć na proces chrystianizacji, który wymagał transferu kulturowego, opartego w przeważającej mierze na tłumaczeniu, chrześcijaństwo jest bowiem religią Słowa. U chrystianizowanych ludów (Germanów, Słowian, później Eskimosów) brakowało nie tylko pojęć związanych z nową religią, ale także językowych określeń. Dla purgatorium stworzono termin czyściec, dla conscientia, termin sumienie. Dochodzimy tu do bardzo ważnego zagadnienia, które określić można jako brak ekwiwalentu. Zjawisko to jest stare, jak kontakt kultur i cywilizacji, jak zderzenie z nowym i nieznanym i konieczność opisania tych zjawisk we własnym języku, w którym brakuje gotowych odpowiedników. Większość tego typu przypadków dotyczyła w przeszłości tzw. realiów, to znaczy zjawisk typowych dla danej kultury, subkultury czy kultury regionalnej. Są to zazwyczaj potrawy, stroje, określenia zachowań, instytucji i urządzeń, funkcjonujące w danej społeczności czy wspólnocie komunikacyjnej. A więc na przykład bigos, sejm, barszcz, ciupaga, pierogi, kierpce, oscypek, wycug, gołąbki, uszka, kutia, siermięga, parapetówka, osiemnastka, parzenica, ale także Kortezy, garota, paella, whisky, tartan, Bundestag, Lord Privy Seal, the Garter itp. Rozwój techniki i cywilizacji sprawił, że z niespotykaną dotychczas intensywnością pojawiać się zaczęły innowacje techniczne i produkty, na które większość języków nie ma zazwyczaj gotowego ekwiwalentu. Na przykład:Przejedź kursorem myszy na ikonę pliku na pasku narzędzi i kliknij dwa razy byłoby kilkanaście lat temu zupełnie niezrozumiałe, tak samo, jak żartobliwa uwaga pewnego młodzieńca: Laska mnie zdilitowała.
Środa, 25 grudnia 2013
Z punktu widzenia tłumacza istotne jest utrudnienie polegające na tym, że w tekście oryginału pojawia się element nie mający odpowiednika (brak ekwiwalentu) w języku docelowym. Jest to problem tak stary, jak sam proces przekładu. Istnieje kilka sposobów jego przezwyciężenia. Pierwszym jestzapożyczenie. Polega na tym, że przejmujemy słowa, zwroty czy wayrażenia zawarte w oryginale do tłumaczonego tekstu, ewentualnie wyjaśniając je w nawiasie. Tłumacz może tak postąpić , jesli wie na pewno, że w języku docelowym nie ma odpowiedników, a odbiorcy tłumaczenia nigdy się z danym leksemem nie zetknęli. Jeżeli w języku Indian X słowo lobo oznacza fajkę o dwóch ustnikach i jednym cybuchu, wypalaną przez przyjaciół w rytualnym akcie o wschodzie słonca, tłumaczowi nie pozostaje nic innego, jak przejąć słowo lobo do tłumaczonego tekstu i podac wyjaśnienie. Element często przytaczany, pojawiający się w wielu tłumaczonych tekstach, powoli przenika do języka docelowego. Jeśli zatem Indianie X i ich zwyczaje staną się modni, lobo zaistnieje w języku docelowym jako słowo i jako pojęcie. Do języka docelowego przenikają również wszelkie obce okreslenia nowinek technicznych, społecznych, politycznych i obyczajowych (moda, sport, kulinaria). Myli się jednak ten, kto uważa, że zalew zapożyczeń to cecha charakterystyczna ostatnich dziesięcioleci. Jest to zjawisko o wiele starsze. Zmieniały się jednak języki i kierunki, z których zapożyczenia napływały. Polszczyzna przejęła, w związku z procesem chrystianizacji, wiele słów łacińskich, które dzisiaj wydają się rdzennie polskie. Z łaciny pochodzi na przykład kościół (castellum) i pacierz (pater noster). Ponieważ pacierze odmawia się często „na różańcu”, jego perełki określa się mianem paciorków. Określenie paciorek z czasem się usamodzielniło, mamy więc szklane paciorki. Gdyby sięgnąć do etymologii, byłyby to szklane pacierzyki. Następnym językiem zasilającym w sposób istotny polszczyznę, był niemiecki. W średniowieczu przejęliśmy: zegar, ratusz, burmistrz, rynek. W renesansie uaktywnił się włoski, a w okresie baroku-łacina, w dobie zaś dominacji kultury francuskiej- język tejże. Jeszcze do II wojny światowej język francuski był w Polsce najpopularniejszy wśród warstw wykształconych, jedynie sfery przemysłowe i naukowe posługiwały się powszechniej niemieckim, angielski zaś uchodził za coś w rodzaju arystokratycznego snobizmu. Triumfalny pochód angielszczyzny, to kilka ostatnich dziesięcioleci. Angielski zwycięża w tym współzawodnictwie z dwóch powodów. Po pierwsze, świat anglosaski dominuje w polityce, ekonomii; po drugie, angielski jest językiem analitycznym i początki nauki są stosunkowo łatwe. Dla ilustracji podam jeszcze kilka przykładów zapożyczeń- mecz, dżem, sweter, dżokej, tużurek, żyrafa, kawaler, plener, żongler, pomidor, żyletka, gilotyna. Wszystkie te przykłady ilustrują zjawisko zwane transkrypcją. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Czwartek, 26 grudnia 2013
Nie jest to transkrypcja w sensie filologicznym, jaką spotykamy w słownikach. To raczej przybliżenie, uproszczenie pisowni w taki sposób, aby zbliżyła sie do reguł fonetycznych i ortograficznych języka, który przyjmuje nowy element. Nie jest to wyłącznie specjalność polska. Niemiecki również dopuszcza takie zasymilowanie, na przykład Frisör zamiast Friseur. Język polski jest jednak pod tym wzgledem bardzo radykalny i toleruje nawet transkrypcje nazwisk. Piszemy Wolter, Szekspir, Molier, Szopen, co z perspektywy zewnętrznej moża nawet razić, nazwy własne zostały bowiem w ramach tego samego alfabetu łacińskiego zmienione nie do poznania. Usprawiedliwieniem takiej tendencji jest jednak fakt, że polski jest językiem fleksyjnym i nazwiska obce podlegają odmianie. Zachowanie oryginalnej pisowni bardzo utrudniłoby zapis- prościej zapisać „o Szekspirze” niż „o…Shakespeare”rze”. Od obcych nazwisk tworzy się też przymiotniki- szekspirowski, molierowski, szopenowski. Są to jednak nazwiska powszechnie znane. Co jednak zrobić, gdy na przykład w tłumaczonym artykule prasowym lub powieści występują nazwiska trudno poddające się odmianie i proszące się o transkrypcję czy dodanie końcówki fleksyjnej. Czasem trzeba napisać „o Boulangerze”, „o Smithcie”, „ze Smithem”, „z Meyerem”. Sprawa komplikuje się jednak w przypadku oficjalnych dokumentów, w których pisownia nazwisk nie powinna ulegać żadnym zmianom. Trzeba się gramatycznie pogimnastykować i używać takich sformułowań, które nie wymagają odmiany, np. zamiast „o Boulangerze” – „o panu Boulanger”. Zdarzało się, że wchodzące na polski rynek firmy zagraniczne żądały, aby w reklamach podawać ich nazwy w formie nieodmiennej , nawet za cenę pogwałcenia reguł gramatycznych języka polskiego. A więc np. zamiast „lato z ALEXANDREM” – „lato z ALEXANDER”. Dopiero po wytłumaczeniu, że taka reklama byłaby raczej antyreklamą, zrezygnowano z pomysłu. Inne problemy wiążą się z tłumaczeniem przebiegającym pomiędzy parą języków posługujących się dwoma różnymi alfabetami. W tym przypadku obok transkrypcji stosowana bywa równieżtransliteracja. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipiński).
Sobota, 28 grudnia 2013
Klik i zamiast absolutnie niezrozumiałego tekstu po hiszpańsku ukazały się drogie sercu ż, ó, ś oraz wszystkie kochane zmiękczenia. Drugi rzut pozwolił mi się zorientować, ze choć słowa faktycznie brzmią znajomo, to szyk zdania nie do końca. Weźmy na przykład opis piramidy w Chichen Itza. Nachylenie jest dość strome schody się wspiąć i jeśli generalnie stwarza kilka problemów, zawroty głowy często zmusza użytkowników do pomocy liny zainstalowane w tym celu dla opadania. Jednak w 2007 r. zabrania się wspiąć się na piramidę, ponieważ z kilku zgonów.  Cóż, jeżeli na piramidzie faktycznie zainstalowano liny w celu opadania, to tym kilku zgonom trudno się dziwić. Zwłaszcza w kontekście kulturowym Majów, w której ofiary z ludzi były na porządku dziennym. Składano je między innymi w świętych studniach, czyli: Cenote jest dziura w domu zalana krasowy znaleźć w niektórych jaskiniach upadły ze względu na dach jednego lub więcej jaskiń. Tu, jak wspomniano powyżej, podziemnych razem, tworząc mniej lub bardziej intensywnego staw. No a w „intensywnym stawie”: W świętej cenote pod ręką, z 13 m głębokości i na dole ma dużo błota, znajduje się na południowej stronie attyki tradycji, wierząc, że został wykorzystany do uruchomienia dziewice bogato ubranych i Bejeweled.  Na tłumacza Google nie ma mocnych. Zna 65 języków, radzi sobie nawet z azerskim, hindi, urdu czy suahili. I tu pojawia się wątpliwość, czy przy takiej wszechstronności powinnam się czepiać jakości? Zwłaszcza, że nie odbiega ono drastycznie od tego, z czym miałam do czynienia przez osiem lat, redagując książki dla pewnego wydawnictwa. Niestety, nie od dziś wiadomo, że do tłumaczenia przydaje się również znajomość języka, na który się tłumaczy. Ja, biorąc do ręki kolejne „dzieła”, nierzadko odnosiłam wrażenie, że autorem przekładu jest ktoś, dla kogo polski jest jezykiem obcym. Lost in translation. Ale jedno tłumaczenie to pryszcz. Gorzej, że czasami występowały one hurtem. Wydawnictwo daje w gazecie ogłoszenie o naborze tłumaczy. Zgłasza się np. dwadzieścia osób. Każda z nich dostaje próbkę tłumaczenia, dziesięć stron i jeżeli będą to kolejne strony tej samej książki, to po tygodniu mamy gotowy przekład. Należy go jeszcze tylko przekazać redaktorowi i gotowe. W sztucznie wykreowanym, fantastycznym świecie nawet na jednym dobrym przekładzie trudno się połapać. Traumatyczne doświadczenie. Pozostaje jedynie rzucić się z mostu, ewentualnie udać do najbliższej apteki po szampon koloryzujący. Trochę się czepiam, w sumie większość książek obcojęzycznych autorów daje się czytać, mamy wielu tłumaczy wybitnych i rzesze przyzwoitych. Ale mamy też XXI wiek i coraz bardziej rozbuchaną technologię. Za kilka lat wujek Google będzie miał w ofercie nie sześćdziesiat pięć, ale sto języków, doszlifuje gramatykę i przetłumaczyć książkę będzie naprawdę potrafił każdy. Może trzeba będzie się wtedy przerzucić na literaturę polską? (PaperMint Magazyn o książkach).
Niedziela, 29 grudnia 2013
Transliteracja. Najprostszym przykładem są tu tłumaczenia z udziałem języka rosyjskiego. Transliteracja polega na zastąpieniu konkretnego znaku (grafu lub grafemu) jednego alfabetu zawsze tym samym znakiem (grafem, grafemem) innego alfabetu, i to – w odróżnieniu od transkrypcji- niezależnie od wymowy. Dlatego Hitler, to w rosyjskim zapisie Гитлер, Heine, to Гeйнe. W rosyjskim używana bywa także transkrypcja- angielski filozof Hume, to Юм.Transliteracja jest o tyle precyzyjniejsza od transkrypcji, że po wykonaniu odwrotnej operacji zawsze wiadomo, o kogo chodzi. Tymczasem dokonując transkrypcji nazwisk niemieckich, takich jak Mayer, Meyer, Maier, Meier, otrzymamy zawsze  tę samą wartość fonetyczną- Maиep. Tłumacząc taki tekst z rosyjskiego nie zawsze wiemy, kto za tym „Majerem” stoi. Transkrypcja (często pomieszana z transliteracją) bywa w języku rosyjskim używana nie tylko w stosunku do nazwisk, ale także nazw własnych oraz przejętych z języków obcych wyrażeń i zwrotów, a więc ШпигeльШтepннoy-xay (know how). Autorowi zdarzyło się nawet w jednym z krajów byłego ZSRR zaobserwować specyficzną gratkę transkrypcyjna- na zakurzonym boku autobusu czyjaś ręka napisała jednoznaczne фaкю. Transkrypcję (często pomieszną z transliteracją) dotyczącą również wielu innych języków, także egzotycznych dostrzec możemy w doniesieniach prasowych. Nie zawsze zastosowane rozwiązania są jednoznaczne. A więc Pekin to Bijing albo Beijing, Remnin Ribao czy Żemnin Żypao, Mao Tse Tung czy Mao Ze Dong, Czou czy Zhou? Ściera się tu tradycyjna transkrypcja stosowana dawniej w Polsce i nowsza, popierana przez Chiny. Czytając prasę międzynarodową konstatujemy, że ci sami politycy rosyjscy, bułgarscy, bliskowchodni czy chińscy, a więc tacy, których nazwiska wymagają transkrypcji bądź transliteracji, funkcjonują w różnych językach posługujących się alfabetem łacinskim pod różnymi „maskami transliteracyjno-transkrypcyjnymi”. Istnieje więc Husajn i Hussein, Shiwkow i Żiwkow, Chruszczow, Chruschtschow i Khrushchew, Gorbaczow, Gorbatschow i Gorbachew, Jelzin, Jelcyn i Yeltsin. (Vademecum tłumacza, Krzysztof Lipinski).
Wtorek, 31 grudnia 2013
Trevor Phillips was born on December 31st 1953. He is managing director of Pepper Productions. He is also an award winning TV producer and journalist, best known for Windrush, Britain’s Slave Trade and The London Programme. He is chair of the London Arts Board and is a board member of several arts and charitable bodies. He was Frank Dobson’s running mate in the year 2000 London mayoral elections and he is now the Labour Chairman of the Greater London Assembly.
Tips from Trevor Phillips: Greet defeat with the smile. Try not to persuade yourself that the world will stop without you or your opinions. Be ready to take risks; if you fail, you can try again. If you bear grudges, do so in private, or better still, get over it. Greet defeat with a smile. Treat your enemies with grace- you will one day have the opportunity to dispose of them quietly!
Trevor Philips adds: This is the accumulated wisdom of a lifetime of competing against other people’s presumptions and prejudices. If you allow anger to rule your life, it will consume you. Excessive worry about other people’s opinions of you can leave you paralysed. (Seize the Day. 366 tips from famous & extraordinary ordinary people).
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

7 comments to Translations & Private Lessons 2013

  • ecig  says:

    hello there! , I adore your current publishing consequently so much! percent we all talk more roughly your post in Yahoo? I personally call for an expert in this field to solve our challenge. Maybe that is definitely a person! Looking forward to look a person.

  • Augustin Olarian  says:

    Wonderful issues altogether, you simply received the latest audience. What exactly do you advocate regarding your create which you created a 7 days back? Any constructive?

    • admin  says:

      I’m afraid I don’t understand your question. My blog exists since May last year…please stay in touch…regards

  • electronic cigarettes  says:

    It’s actually a fantastic and useful section of information and facts. Now i’m glad you contributed this handy info along with us. You should be you informed in this way. Appreciation for spreading.

  • babe ruth ball  says:

    Hi, I came across your web site by the use of The search engines when seeking a comparable subject, your internet-site emerged, it looks to be similar to great. I have added onto favourites types|added to this favorites.

  • legislatie pfa  says:

    Hi there. I ran across your blog using ask. Which is a rather well created content. I’m going to always bookmark them plus revisit find out excess of the handy information and facts. Information posting. We’ll surely gain.

  • admin  says:

    I want to thank for your comment. I’m truly happy You appreciate my hard work! Ta again!

Dodaj swoją odpowiedź w tym temacie

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *